Przyjacół nigdy za wiele!

Przyjaciół prawdziwych poznaje się w biedzie, z nimi bywa jak z parasolem,gdy deszcz pada to go nie ma...

 

 

72c87f62697870b3ef9264237952e125.jpg

3f6de964e4cedd657c8e57e370a88c49.jpg

9daeb68084cc46de420256825188a3f0.jpg

2548766584ebdb1010544794aa4aa8e7.jpg

Z ulicy   jeżyka  przyniosłem, z noska  sączyła się  krew,łapki drżały jak listki jesienią .Maleńki, kto cię tak skrzywdził ,może ktoś nadepnął,może uderzyła  gałąź  ostatniej nawałnicy-zapytała mama?

W miękkim ,ze szmatek legowisku nabrał sil ,popijał mleczko,nocą tupał po podłodze. szum i krzyk zamieniał go w kolczasty kłębek,ale z czasem oswoił się , wychodził z legowiska stukając łapkami po podłodze do talerzyka z mlekiem. Tuptasz więc zostaniesz Tupakiem- powiedziała mama, zaprzyjaźnił się z nią , pozwalał na dotyk, nie fukał. , zaglądał w oczy prosząc o mleko , miał co raz większy apetyt, aklimatyzował się , reagował na słowa , w nocy ganiał   myszki, po miesiącu nie było ,a ni jednej w domu.

Kiedyś wyszedł do ogrodu,   długo nie wracał   ,pocieszałem mamę,ze głód skłoni do powrotu, nie zna walki o byt.Minęło kilka dni, a on nie wracał, mama spozierając na ogród wołała ciepłym głosem: Topek,Topek wróć...i nagle   usłyszała szelest liści,a potem zobaczyła grzbiet jeża,podbiegł  pod próg i pozwolił się  wziąć na ręce .

Biedaczek schudł i wydłużył,ale   bardziej przylgnął, przy stole stawał na łapkach czmychał o jadło. Chwytał mięso i uciekał do  legowiska, a pies mu wyrwał,wtedy Topek biegał za nim ,zębami chwytał  za ogon  Kiedyś Ben otrzymał  kotleta ,w kąciku zabrał się za jedzenie , jeż podkradł się i uderzył go łapkami , chwycił kotlet i pobiegł do legowiska. Zdarzały się  okazje ,ze jedli z jednego talerza, gryźli rybę jeden od ogona ,drugi od głowy.

Chodzili razem   do ogródka , Ben tarzał się po trawie,a Tupek muszki  węchem   znajdował,bo wzrok miał slaby. W lasach,   pałaszowałby     jaszczurki , węże , ale tu zadowalał się żyjątkami na grządkach i robakach,nie pogardzał robakami.Był żywym barometrem,jeśli   nocą nie biegał , świadczyło,ze jutro  kiepska pogoda , i coraz gorsza była,liście z drzew goliła jesień,a Tupkowi kleiły się oczy do snu, na podnóżku maszyny do szycia zakrył się w skrawkach materiału ,spał trzy miesiące.Na początku lutego obudził się ,łapki i brzuszek były zupełnie chłodne, mama myślała ,ze umrze,ale prędko rozpoczął aktywne życie, stukał  łapkami po podłodze,przewracał puste butelki , popychał je , pomrukując drapał łapką drzwi.Rósł i baraszkował,otworzył puszkę z pastą do obuwia i wysmarował się , kubańskie cygaro wyciągnął z pudełka i żuł, a potem mazał śliną swoje igliwia,rwał tez gałązki z choinki i tez żul, w ten sposób dezynfekował skórę od robactwa.

Latem w starej budzie psa z suchych liści  urządził legowisko,pewnego razu zobaczyłem  tam drugiego jeżyka,chciałem wziąć na ręce , sykając zamienił się w kolczaty kłębuszek. Zrozumiałem ,ze znalazł przyjaciółkę i bardzo z tego się cieszy. Mama ,opierając się na kuli , postawiła im miskę z mlekiem  i zapytała ,kiedy będą chrzciny Tupku?Ale pewnego dnia buda była pusta, uprowadziła nam przyjaciela. Na miłość nie ma lekarstwa,mnie tez wspomnienia i blizny zostawiła ,ale najważniejsze,ze ciebie mam ,a Tupek wróci,pocieszałem.

Mijały lata, mama na wózku inwalidzkim wypatrywała Tupka,rok przed śmiercią w ogródku zobaczyła młodych tupków. Rozpłakała się z radości ,synku to dzieci jego.Raczej wnuki , jeżyki żyją krotko-odpowiedziałem. Patrząc na  nich  powiedziała „ szybko ten czas leci,ale tego nie pojmują dzieci ,a ty naucz się wreszcie serce łączyć z rozumem...

Słowa te słyszę przy kominku, pachną niezapominajkami ,jakby to było wczoraj,ci co odeszli we wspomnieniach są nieśmiertelni ... Nasz czas też ucieka po cichutku,powiedzialem do Bena,pomachał ogonem i liznął rękę ,a potem nagle

do ogrodu pobiegł i głośno zaszczekał, zobaczyłem u jego nóg jeżyka .Topek krzyknąłem ,ale na dzwięk imienia nie reagował, kolczasty kłębuszek wyprostował się dopiero w pokoju i zaczął szukać schronienia za tapczanem  ,szybko się jednak zadomowił,nocą zjadał z talerzyka szprotki i budził drapiąc tapczan ,zawijał się tez  w  firany, pewnego razu wdrapał się na tapczan ,niczego, nie podejrzewając nadziałem się na jego kolce .

Wiosną harcował ,chował pod kredens skarpetki, domagał się wolności. Zbuduj klatkę na ogrodzie,radzono. Siedziałem w niej pięć lat  i wiem co to znaczy ,odpowiedziałem.Każde stworzenie kocha wolność,tylko ludzie jej nie doceniają.Otworzyłem drzwi na ogród , biegł śladami  Tupka,w jego oczach świeciło słońce wolności , zaszył się w gęstych bukszpanach .Stałem jak mama kiedyś na ganku i szeptałem”żegnaj przyjacielu” Pod jabłonką położyłem pęczek wędzonych szprotek , Rano talerzyk był pusty,a obok niego kupki z charakterystyczną wonią.

Ben też odszedł, wącha od dołu niezapominajki , słucha jak nad nim drzewa szumią  . Tych co kochają nas wykańcza czas .Zycie to chwilka-mawiał brat ,nim odszedł na tamten świat. Morze łez ronią  ludzie z tego powodu,a smutku w nich więcej niż gwiazd na niebie, i wciąż odchodzą bliscy. I nie wiadomo już kogo żałować ,komu współczuwać tym co zostają i grzebią kolejnych przyjaciół,a zazdrościć tym,którzy usieli na zawsze?

Biblijni grzesznicy po tysiąc lat bez kościołów byczyli się ,a my za chwilkę życia mamy  modlić ,na tacę dawać?

Przestań filozofować -powiedziała Ania ,nad ogrodem  księżyc  wędruje,a kiełbasa z rożna pachnie,ale nagle umilkła i ...szepnęła, twój  jeżyk  przyszedł i wszyscy obejrzeli się za jej wzrokiem,  jakiś cień mignął, zaszeleściły liście cichutko  . Ależ naprawdę jeżyk – przekonywała..

- To zaczarowany ogród ,dzieją się w nim cuda - i poezja chili tu niepowtarzalna, bratnie dusze  to  czują,słyszą ,  w symbiozie z naturą ,tylko w naszym gronie z takimi przyjaciółmi  słychać jak bije serce przyrody.

O przyjazniach  mówi się wiele,nawet między narodami,a prawdziwej ,w potrzebie, to  i ze świecą w kościele nie znajdziesz,tylko cichutkie,co pachną niezapominajkami prawdziwe,takie  jak nasze w  twoim ogrodzie...

Okolica znana z wędrownych jeżyków , dla  nich moja  posesja  zawsze przytuliskiem .W dużym mieście    o bratnią duszę trudno , zaryglowanych drzwi,żelaznych płotów pełno , a  bezdomnych, samotnych i głodnych wciąż przybywa ...Wypijmy za naszą  drużbę-  by nie rdzewiała,bo samotność śród ludzi gorsza niż wiezienie-powiedziała Ania .W jej  słowach  niezapominajki .pachniały...