Przepraszam, ale co z Gdynią?!

Mapy Polski to źródło nieustających irytacji. Dawniej z powodu stosowania niezbyt słowiańskich nazw, a teraz...

 

 

prognoza pogody

Chyba każdy mieszkaniec chciałby, aby o jego rodzinnej miejscowości mówiono dobrze, albo raczej wcale. Dotyczy to również państw.

Od czasu do czasu ujawniane są rozmaite błędy lub usterki w kalendarzach (a to tłusty czwartek wypada w inny dzień tygodnia), na mapach (a to moneta przedstawia całkiem inny kształt granic państw Europy), w publikacjach (a to obóz wybudowany pod niemieckimi auspicjami, nazywany jest polskim obozem koncentracyjnym). Irytuje niemal wszystko, czasami słusznie, czasami ludziska denerwują się sprawami mniejszego kalibru. A większość po prostu nie zauważa problemu, choć należy mniemać, że głównie dlatego, że to ich nie dotyczy, że nikt im nie depcze po piętach...

Od dobrych paru lat ukazywana jest mapa Polski na użytek rodaków zainteresowanych prognozą pogody. Na takich mapach umieszczane są nazwy miast, zwykle największych, a jeśli miejsca jest więcej, to i mniejszych, nieco mniej znanych.

Oczywiście, pozycja miasta Gdańsk jest niekwestionowana - największe miasto Województwa Pomorskiego (taka pisownia będzie kiedyś obowiązywała; pod. jak obecnie „Wał Pomorski”). I na początku widniała nazwa tylko tego miasta, jednak ktoś wpadł na dziwny pomysł, aby na mapie umieścić nazwę dwóch miast Trójmiasta - Gdańsk i... Sopot. Dlaczego zamieszczono 2/3 składu i nie ujęto nazwy miasta Gdynia? Bo mniejsza od Gdańska? I owszem, ale większa jest od Sopotu. A może Sopot jest bardziej znanym miastem niż Gdynia (dla rodaków i cudzoziemców)? Raczej nie. Więc dlaczego ktoś podjął decyzję, aby umieszczać tylko parę Gdańsk/Sopot? Sam podjął, czy kolektywnie? Pewnie ktoś wszedł od komputera i gryzmolnął sobie „Sopot” przy „Gdańsk” i od lat bije po oczach ten zadziwiający brak logiki. Kto? Nazwisko! Nie ma odważnego? A przecież w mediach pracują sami szlachetni i uczciwi. Mało tego - ci ludzie bohatersko walczą w naszym imieniu z rozmaitymi szwindlami i o prawdę, zatem nie powinni mieć większych kłopotów z ustaleniem przebiegu wydarzeń. Komisja sejmowa chyba nie będzie potrzebna, aby wyjaśnić opisaną tajemnicę...

A w jaki sposób powinien wyglądać opis miejskich terenów nad Zatoką Gdańską? Są trzy możliwości - albo tylko „Gdańsk", albo „Gdańsk/Sopot/Gdynia” (a właściwie „Gdynia/Sopot/Gdańsk”, bowiem geograficzny układ tych miast jest od zachodu ku wschodowi), albo najkrócej „Trójmiasto”. Każda inna opcja jest nie na miejscu, natomiast obecna jest dla Gdynian (tak powinny być pisane nazwy mieszkańców miejscowości – od wielkie litery) nie do przyjęcia. Gdyńskie czynniki oficjalne (i mniej oficjalne) powinny zaprotestować, zwłaszcza że mamy tyle protestów w mniej lub bardziej słusznych sprawach, że i w omawianej dziedzinie (meteorologiczne opisy) należałoby w końcu podgrzać atmosferę (w przenośni - bez palenia opon i wywierania w ten sposób wpływu na niemal wiosenną i pogodną atmosferę, zalegającą spokojnie nad Trójmiastem).

Kiedy zatem twórcy omawianych map zdecydują się na nazewniczą poprawkę i na poprawienie swojego wizerunku pośród Gdynian? Ktoś ważny tak napisał i nie ma mocnego a mądrego, aby to zmienić? Pewnie Gdynia komuś tam podpadła, bo jakież inne może być rozsądne wyjaśnienie? Złośliwość czy bezmyślność?

Można powiedzieć - czego facet się czepia? W końcu są zdecydowanie ważniejsze sprawy w Polsce do załatwienia. Oczywiście, ale to jest właśnie przykład na brak logiki już w najdrobniejszych sprawach, na najniższych decyzyjnych szczeblach. To preludium do generowania znacznie większych knotów na szczeblu państwowym - prawo, gospodarka, podatki itp.

Co do samej Gdyni... Niestety, nie wszystko tam jest logiczne: dawniej posiadacze biletów miesięcznych mogli dopłacać do pojedynczego przejazdu autobusem pospiesznym, lecz od paru lat trzeba nabyć cały bilet. Mądrość to cenna cecha, ale czasami zawodzi; przykro że za komuny i tuż po niej polityka cenowa była bardziej zbieżna z zasadami logicznego myślenia, czyli z rozsądnym oczekiwaniem na przyjazne rozwiązania, choć oczywiście znakomita większość nie marzy o powrocie do „starych czasów”.

Ktoś podpisuje kontrakty z nagrodami na setki tysięcy złotych i nie obwarowuje ich oczywistymi wymogami, które powinny towarzyszyć każdej umowie, zwłaszcza podpisywanej przez naszych ministrów, czyli przez stosunkowo biednawych rodaków w służbie Państwa, którzy w naszym imieniu szastają jednak nie swoimi pieniędzmi, lecz naszymi, składanymi z podatków. I to jest osobny, choć podobny, skandal – głupota albo brak kompetencji.

Owszem, powyższy mapowy problem jest marginalny, ale w szkołach uczniowie są nauczani logiki, fizyki, matematyki, począwszy od trywialnych przykładów. Potem przechodzą do trudniejszych i - wybrani spośród nich - budują (zbyt koślawo!) Polskę: rozsypujące się autostrady, koleje, stadiony, także nielogiczne ustawy, prawo i niemal wszystko, czego się dotkną, nawet w pięknej Gdyni nie potrafią rozsądnie ustalić cen biletów komunikacji miejskiej (nie dopuszcza się dopłat do biletów okresowych)...

PS  Trójkąt Wyszehradzki został założony przez trzy państwa (Polska, Węgry i Czechosłowacja). Cóż byśmy powiedzieli, gdyby na mapach umieszczono duet "Węgry/Czechosłowacja" albo (po rozpadzie państwa naszych południowych sąsiadów) - "Węgry/Słowacja" reprezentujący Grupę Wyszehradzką, zaś pomysłodawcy takiego opisu tłumaczyliby się małą ilością miejsca na mapie? Z pewnością dziennikarze złośliwie i satyrycznie czepialiby się tych "racjonalizatorów", zaś minister spraw zagranicznych dzielnie broniłby polskiej racji stanu.

Mapa Polski