Prawda o Współczesnym Małżeństwie

Nigdy nie będzie recepty na udane małżeństwo. Jesteśmy ogólnie nieprzygotowani i nieumiejętni, jeśli chodzi o sztukę długotrwałych związków.

 

 

Zdumiewa mnie jak bardzo ochoczo omawiamy wpływ czyjejś psychiki lub charakteru na rozpad małżeństwa, ale rzadko mówimy o społecznych czy historycznych trendach w jego destrukcji. Myślimy, że łatwiej nam zmienić czyjąś osobowość, wierzymy, że to defekty jednostki leżą u podstaw wszystkich małżeńskich kłopotów.  Owszem wiedza o tym, jakie zewnętrzne siły oddziaływują na małżeństwo, nie zwalnia od wzięcia osobistej odpowiedzialności za swoje czyny, lecz osobista odpowiedzialność niewiele znaczy, jeśli pozostajemy w błędzie lub nie mamy wystarczająco dużo informacji, by podejmować przemyślane, świadome decyzje.

.6124fd0bb3a536ec61f25c228f739bc4.jpg

 

Jednym z największych wyzwań dla współczesnego małżeństwa jest to, że z powodu postępu medycyny i olbrzymiej poprawy standardów życia, większość z nas żyje dużo dłużej niż nasi przodkowie. Jeszcze niecałe pięćset  lat temu większość ludzi umierała przed trzydziestymi urodzinami. Przeciętny człowiek rzadko przeżywał infekcje, wojny, głód, zarazy, tyranie i powszechną codzienną harówkę, by zestarzeć się w wieku czterdziestu lat. Średnia długość życia młodej dziewczyny wynosiła dwadzieścia cztery lata. Tradycyjnie w dniu ślubu dostawała płat dobrej jakości materiału, z którego mogła uszyć suknię. Sześć czy siedem lat później robiono z niej całun. Kiedy ludzie się pobierali, wierzyli, że będą ze sobą razem „dopóki śmierć nas nie rozdzieli” i tak też właśnie było. Śmierć nadchodziła w niedługim czasie. Któreś z małżonków na ogół umierało w ciągu paru lat po narodzinach ich najmłodszego dziecka. W takiej sytuacji, gdy mężowie i żony zazwyczaj tracili młodego partnera, dużo łatwiej było idealizować małżeństwo. Często kończyło się, gdy małżonkowie byli jeszcze w sobie głęboko zakochani lub rozpaczliwie potrzebowali się by przeżyć. Raczej nie istniało powszechne doświadczenie dłuższych związków, czy naturalnych zmian w atmosferze małżeństwa, które towarzyszą trzydziestu do sześćdziesięciu latom wspólnego życia. Era pustego gniazda, w której pary żyją wspólnie dziesiątki lat po tym, jak ich dzieci dorosły i opuściły dom, to bardzo niedawne zjawisko. Stad wniosek. Jesteśmy ogólnie nieprzygotowani i nieumiejętni, jeśli chodzi o sztukę długotrwałych związków. Nie powinniśmy być zaskoczeni, że  wiele małżeństw trwa mniej więcej tyle samo, co te sprzed setek lat, tylko z tą różnicą, że kończą się one rozwodem a nie śmiercią

13223c1158b0eb465fbfe9ac64837b0c.jpg.

Tysiące lat temu społeczność ludzka wykształciła system, który skutecznie rozwinął zdolność chronienia swoich  młodych. Przetrwają najsilniejsi, nie najszczęśliwsi. Komórka społeczna zwana rodziną, pełniła pożyteczną funkcję grupy, mniejszej niż plemię czy klan, odpowiedzialnej za opiekę nad potomstwem. W miarę upływu czasu, związek pomiędzy dorosłymi już partnerami tych komórek społecznych, miał coraz bardziej formalny charakter, aż wreszcie zrytualizował  w instytucję zwaną jako małżeństwo. Bez wątpienia przyniosło to jakieś społeczne korzyści, ale jest niewiele dowodów na to, że miało cokolwiek wspólnego z pojęciem ludzkiego szczęścia, lub miłości. Były to ośrodki bardziej przeżycia, sposobem mężczyzn i kobiet na ochronę siebie i swoich dzieci. Konflikty, rozczarowania czy niezadowolenie, miały mniejsze znaczenie niż walka o przeżycie. Szczęście, satysfakcja i dobry seks nie były celem małżeństwa. Biorąc pod uwagę średnią długość życia, jeżeli komuś nie podobał się współmałżonek, to w końcu jak długo musiał z nim żyć?

Nie będąc zaabsorbowani kwestiami fizycznego przetrwania, spodziewamy się, że małżeństwo da nam dużo szczęścia. Jeśli zaś nie jesteśmy szczęśliwi w małżeństwie, nie potrafimy dłużej zaakceptować przekonania, że powinniśmy w nim pozostać „dopóki śmierć nas nie rozdzieli”, ponieważ może to jeszcze naprawdę długo potrwać. Jeżeli pierwotne małżeństwo nie powstało, aby zapewnić fizyczną i emocjonalną satysfakcję, to gdzie i jak mieliśmy się nauczyć uczynić z długoletniego związku emocjonalnie udane doświadczenie? Dlaczego przyjmujemy, że z natury wiemy jak to uczynić, jak przydługi związek zamienić w trwającą całe życie satysfakcjonującą relację? Nic nie sugeruje przecież, by nasi przodkowie posiadali takie umiejętności.

Życie w materialistycznym świecie, w jakim żyjemy teraz, ma głęboki wpływ na naszą zdolność do bycia szczęśliwym w małżeństwie. Stres związany z zarabianiem i wydawaniem pieniędzy, jest ważniejszy niż ta podstawowa komórka społeczna. Magazyny prezentujące mieszkania sławnych ludzi i zamieszczają kuszące reklamy, propagujące obnoszenie się ze swoim bogactwem. Reklamy telewizyjne pokazują najnowsze samochody, modne kurorty i inne dobra służące jako barometr statusu społecznego. Każdy dzień przynosi kolejne kilogramy katalogów, mających wydrenować nasze portfele poprzez napominanie nas, że moglibyśmy mieć znacznie więcej. Ta nieustanna materialistyczna presja, stawia przed wieloma małżeństwami nierealne cele,  karząc im wierzyć,  że nasze związki nie mogą być dobre, o ile nie towarzyszy im odpowiedni status i wszystkie odpowiednie zabawki. Uczucia łączące małżonków, tak istotne dla związku, mogą ulec osłabieniu, kiedy przedkładamy akumulowanie bogactwa i dóbr materialnych nad emocjonalne potrzeby naszych partnerów.fbcb90f68c75f105251fa34422fc6edb.jpg

Niedostatecznie cenionym czynnikiem wywierającym presję na współczesne małżeństwo, jest zwiększające się tempo życia. Jakby organizowanie rodziny z dwójką pracujących rodziców nie było już wystarczająco trudne, musimy się borykać z nieustającym napływem informacji. Poczta kurierska jest już zbyt wolna, wysyłamy pocztę elektroniczną, lepiej, przekazujemy sobie natychmiast wiadomości komunikatorem internetowym. Ale po co możemy zostawiać wiadomość skoro możemy od razu zadzwonić na komórkę? Te i setki innych uprawnień miały oszczędzić nam czas, który moglibyśmy spożytkować na relaks, najchętniej z naszymi rodzinami. Zamiast tego żyjemy teraz w świecie, który tak przyspiesza, że nikt na nic nie ma czasu. Technologia przyniosła nam urządzenia radykalnie polepszające wydajność  i bardzo poprawiła nasze życie, lecz przyspieszając je i dostarczając nam niekończących się rozrywek, od których trudno uciec. Telewizja, wideo, playstation, Internet, technologia tak naprawdę pozbawiła nas codziennego odpoczynku. Przyspieszyła tempo życia, zamiast je zwolnić, a ciągle rosnący pęd, stres ma okrutny wpływ. Czy można sobie wyobrazić kogoś, kto mówi „tego dokumentu nie da się dostarczyć do poniedziałku, wiec zróbmy sobie wolny weekend?”Zamiast tego, dokument zostaje nam przefaksowany lub wysłany pocztą elektroniczną i pracujemy nad nim w weekend, a partner pracuje poza domem lub w drugim pokoju. Koniec końców, kiedy w tym zabieganym świecie mamy wolną chwilę, często myślimy najpierw o zrobieniu czegoś wyłącznie dla siebie. Zrobienie czegoś wspólnie jako para wydaje się znajdować daleko na liście priorytetów.

Nasza kultura jeszcze bardziej osłabiła małżeństwo, zdejmując piętno z jego rozwiązania, z rozwodu. Mówiąc wprost. Jesteśmy przyzwyczajeni do rozwodu. Każdy z nas ma przyjaciół, krewnych, znajomych, którzy się rozwiedli lub rozwodzą. Zbyt dobrze znamy emocjonalne i finansowe konsekwencje nieudanego małżeństwa. Pochłaniamy smakowite szczegóły postępowania rozwodowego sławnych i bogatych, zamieszczanych w kolorowych magazynach. W miarę jak rośnie liczba rozwodów, stał się on bardziej osiągalny prawnie i dopuszczalny społecznie. Pokolenie lub dwa wstecz, pary, a zwłaszcza kobiety, były piętnowane w przypadku rozwodu. Dziś rozwiedzeni zwyczajnie dołączają do większości, która ma już pierwsze małżeństwo za sobą. Ci, którzy jeszcze dwa pokolenia temu być może zostaliby w związku i staraliby się, żeby wszystko się ułożyło, teraz uważają rozwód za łatwiejszy do uzyskania i zaakceptowania, niż praca nad relacją, by uczynić ja bardziej satysfakcjonującą. Życie w społeczeństwie, w którym rozwód stał się tak powszechny, podczas gdy jego konsekwencje nadal są przerażające, podważyło naszą wiarę w szanse powodzenia małżeństwa.

Wszystkie te czynniki, wywierają wielką presję i osłabiają szansę powodzenia stałych związków. Popełniamy błędy w wyborze partnera, ponieważ nie wiemy czy nie umiemy przewidzieć jakiego partnera będziemy potrzebować, by sprostać wymaganiom długoterminowego związku. Frustracje, zbyt często prowadzą do decyzji o rozwodzie, zamiast o decyzji zmiany siebie. Panuje mniejsza gotowość i umiejętność zrozumienia oraz rozwiązywania małżeńskich problemów. Okazuje się, że wiele z nas nie wie, jak osiągnąć udane małżeństwo, bo zbytnio polegamy na błędnych przekonaniach, na mitach..

Miłość nam wystarczy

Szczęście małżeńskie to mit, im szybciej to zrozumiemy, tym większe szanse powodzenia. Bezwarunkowa miłość, konieczna dla niemowląt i małych dzieci nie istnieje i nie powinna miedzy małżonkami. Żyjemy w kulturze, która nade wszystko ceni troskę o własne szczęście. W wyniku mitów sugerujących, że romantyczna miłość wystarczy, nie mamy umiejętności rozwijania długotrwałych bliskich relacji, ani nie jesteśmy przygotowani by sobie w takich relacjach radzić. Szczęście sprowadzamy dopoziomu chemii i instynktu Choć miłość jest cudowna, to nie pokona wszystkiego i sama z pewnością nie jest w stanie zapobiec problemom, tym bardziej je rozwiązać.

320fdb00fba7cd8176cac63373665f44.jpg

Mówię przez cały czas a partner mnie nie słucha

Większość z nas potrafi zagadać na śmierć a w rzeczywistości kiepsko się porozumiewamy. Żyjemy w czasach, które zachęcają do otwartego mówienia o swoich uczuciach, lecz nie uczą jak rozróżniać pomocne od tych szkodliwych. Niewiele z nas potrafi skutecznie mówić czy słuchać. Telewizyjne talk-show pełne są ekspertów małżeńskich, którzy doradzają nam by mówić „prosto z mostu” i być „brutalnie szczerym”, aby nasi partnerzy wiedzieli co naprawdę czujemy i czego potrzebujemy. Brutalna szczerość częściej sprzyja brutalności niż szczerości. Małżonkowie używają swojej wersji prawdy by zmusić partnera do posłuszeństwa.

Ludzie tak naprawdę się nie zmieniają

Staramy się zmieniać swoje związki w bezowocny sposób, twierdząc, że ludzie się nie zmieniają. Również wiele z nas obawia się prawdziwej zmiany, że wolimy uciec niż zobowiązać się do ciężkiej pracy, potrzebnej do osiągnięcia tego, czego jak twierdzimy pragniemy. Zmiana jest zawsze możliwa pod warunkiem, że partner tego chce. Wygodne życie u boku partnera, który spełnia nasze potrzeby wiedzie prym. Toksyczne relacje, toksyczne osobowości są zmorą naszych czasów.

Dzieci umacniają małżeństwo

Powiedzmy to głośno i wyraźnie dzieci stanowią olbrzymie zagrożenie dla małżeństwa. Ten szeroki temat opisałam w odrębnym artykule. Trudno jest przyznać, że dzieci, które tak kochamy, mogą wbić klin pomiędzy parę, zwłaszcza jeżeli jednym z najważniejszych powodów zawarcia ślubu  było założenie rodziny. Jednakże rzeczywistość jest taka, że w świecie, w którym oboje partnerzy już pracują i nie spędzają wystarczająco dużo czasu ze sobą, pojawienie się dzieci zazwyczaj zżera resztki fizycznej i emocjonalnej energii, którą mieli dla siebie. Nawet gdy zażarcie kochają swoje potomstwo, nawet gdy sądzą, iż byli przygotowani na te ogromną dezorganizację ich wspólnego życia, naturalne oddanie się dzieciom rozdziera małżeństwo od podszewki. Jeżeli posiadają dziecko z jakąkolwiek ułomnością, dodatkowym problemem fizycznie czy umysłowym upośledzeniem, czy zespołem nadpobudliwości ruchowej, muszą walczyć ze zdwojonymi siłami o ocalenie ich małżeństwa

cdbe52fbd7bdea50f6bc8059011247d5.jpg

Rewolucja seksualna sprawiła, ze wspaniały seks jest łatwiejszy niż kiedykolwiek

Zasłona dyskrecji otaczająca seks została zerwana. Wciąż dowiadujemy się o nowych sztuczkach łóżkowych. Żaden problem nie jest już zbyt krepujący, by go omówić. Rozrywka telewizyjna stawia seks w centrum i na widoku, bohaterowie omawiają swoje życie erotyczne i zaliczają nowych partnerów tak ochoczo i swobodnie jakby zmieniali garderobę. Nasze życie przesycone jest obrazami pięknych ludzi uprawiających seks wszech czasów. Skoro seks jest wszędzie, i skoro wiedza o tym jak go osiągnąć, jest dostępniejsza niż kiedykolwiek, dlaczego nie bawimy się tak świetnie we własnym małżeńskim łóżku?. Ponieważ nie jesteśmy sami. Te wszechobecne obrazy wszystkich innych uprawiających seks paradoksalnie utrudniają relaks i udane życie miłosne. Nawet jeżeli żartujemy z tych nierealistycznych przedstawień ludzi, którzy nigdy nie są wyczerpani pracą ani dziećmi, którym nigdy nie zagroziło widmo podwójnej oponki w talii i starzenia się, których libido nie osłabia nieświeży oddech partnera ani sterta niezapłaconych rachunków, nadal pozostajemy pod ich wpływem. Poczucie,  że ani ja ani partner nigdy im nie dorównamy, że gdzieś jest ktoś, kto będzie nas bardziej pociągał, albo ktoś, dla kogo my będziemy bardziej atrakcyjni, i że tracimy coś, ponieważ wszyscy się bawią lepiej niż my. Przez nie wierzymy, że naturalna ewolucja związku, od oślepiających fajerwerków zadurzenia do spokojnego płomienia dojrzałej miłości, oznacza stratę przyjemności i pogodzenie się z szarością życia.

Dzisiaj znacznie trudniej rzeczywistym ludziom utrzymać udane małżeństwo. Nic, co robimy dla uratowania swojego związku nie zadziała, dopóki nie skoncentrujemy się na tym, co ważne i będziemy propagować mity, które zniekształcają nasze oczekiwania i zrozumienie małżeńskiego życia. Gdy już to zaakceptujemy, pora zacząć powalać jeden mit za drugim. Największa bronią w bitwie o przetrwanie i poprawę jakości relacji, jest świadomość wątłości małżeńskiej więzi. Nigdy nie możemy przyjąć naszego partnera jako pewnik. Każdy z małżonków musi zrozumieć i zaakceptować, ile troski i wysiłku wymaga utrzymanie serdecznych, dających wsparcie stosunków na przestrzeni wielu lat. Jednym z największych niebezpieczeństw grożących małżeństwu jest samozadowolenie, podsycane przez niemądrą wiarę w nadmierne romantyczne kłamstwa na temat istnienia drugiej połowy i małżeńskiego szczęścia. Nasza zdolność do miłości nigdy nie zostanie naprawdę sprawdzona, dopóki będziemy naiwnie idealizować ukochaną osobę. Dopiero kiedy doświadczymy rozczarowania i nauczymy się jak kochać partnera pomimo świadomości jego wad, zdamy ten test na dorosłość. Nigdy nie będzie recepty na udane małżeństwo. Na pewnym poziomie wymaga to gotowości do zrezygnowania z romantycznego marzenia, że mąż czy żona będzie w stanie dać nam wszystko czego potrzebujemy, zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Nawet najbardziej zmotywowani i dojrzali dorośli, przekonają się, że udane małżeństwo wymaga zdolności pogodzenia się z rozczarowaniem i obniżeniem oczekiwań. Trwałe związki nie są częścią naturalnego porządku. Musimy przejść w relacji z kłamstwa do prawdy, z fantazji do rzeczywistości, z nastoletniej tęsknoty do dojrzałej miłości, przejść czasem bolesną transformację, by nauczyć się kochać kogoś, być i żyć z kimś, kogo wybraliśmy za towarzysza życia wraz z jego niedoskonałościami.

fcc16793928b53925e97046f50630d0b.jpg

 Magdalena