Potencjał ludzkiej wielkości

Bez potrzeby odwoływania się do głębokich poziomów ezoteryki, można stwierdzić, że człowiek jako istota posiada potencjał, którego sobie nie uświadamia.  Wiedzieli o tym tylko lub przeczuwali ten fakt ludzie wyposażeni w głębokie pokłady duchowości, wielcy prorocy, mistycy lub natchnieni artyści. Adam Mickiewicz wiedzę tę ujął w następujący sposób:

Człowieku gdybyś wiedział jaka Twoja władza!

Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,

Zabłyśnie niewidzialna, obłoki sprowadza

I tworzy deszcz rodzajny lub wichry i burze;

Gdybyś wiedział, że ledwie jedną myśl rozniecisz,

Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,

Tak czekają twej myśli  - szatan i anioły;...

Nie jest to już wiedza z zakresu paranormal, że człowiek, któremu grozi niebezpieczeństwo utraty życia względnie niebezpieczeństwo to zagraża najbliższym, zdolny jest do czynów i zachowań znacząco przekraczających jego możliwości. Wydaje mi się, że każdy z czytelników przynajmniej raz w życiu doświadczył takiego zdarzenia, dlatego dalsze dowodzenie słuszności powyższego twierdzenia jest bezprzedmiotowe. Bardziej twórcze jawi się pytanie, dlaczego tak się dzieje, gdzie tkwi rezerwuar sił, które uruchamiane są w sytuacjach ekstremalnych.

Wyjaśnienie tego faktu w kategoriach czysto naturalistycznych nie wchodzi, moim zdaniem, w grę. Mechanika biologicznego zachowania komórek nie wydaje się wystarczająca.

Trzeba tutaj wprowadzić jeszcze jedno ważne zastrzeżenie. Otóż paradygmat naukowy, który jeszcze wciąż obowiązuje na uczelniach, w laboratoriach, mediach i szkołach, opiera się na binarnych opozycjach. Jeden człon przeciwieństwa definiowany jest przez drugi. Nauka, tak jak wszystko, jest odzwierciedleniem stanu świadomości, a przecież większość z nas w dalszym ciągu postrzega otaczającą rzeczywistość przez pryzmat logiki: teza - antyteza. Przyjęcie takiej logiki musi w konsekwencji wyostrzać elementy przeciwstawne. Króluje zasada wyłączonego środka. Funkcjonuje tylko "p" i "nie-p". Czy nie jest to przypadkiem percepcyjny defekt? Zdaję sobie sprawę z faktu, że tak postawione pytanie sprawia, iż dalsza część wywodu będzie siłą rzeczy dryfować w stronę publicystyki naukowej a nie ściśle naukowego dyskursu. To zabieg w pełni świadomy i zamierzony.

"Defekt percepcyjny" zdefiniowałbym jako taki sposób postrzegania rzeczywistości, który koncentruje się na krańcach procesu dziania się bytu, na jego ostatecznych efektach przejawiania się jednostce poznającej, przy jednoczesnym pominięciu pola łączącego biegunowe odsłonięcia.

Przyjęcie zasady wyłączonego środka powoduje, że zamiast pola widzimy punkty. Jest zatem życie i śmierć jako dwa wykluczające się stany i nic pomiędzy nimi, a w tym "pomiędzy" tkwi największy potencjał wiedzy; wiedzy niedostępnej przy takiej logice postrzegania rzeczywistości. Można powiedzieć inaczej: wyłączając środek, zamykamy drzwi przed prawdziwą wiedzą, czyli istotną dla naszej ludzkiej egzystencji informacją. Spróbujmy na moment odwrócić tę logikę. Wyłączamy nie środek, ale punkty biegunowe. Co się wówczas dzieje? Wali się paradygmat naukowy, który w skrócie można by nazwać kartezjańsko - newtonowskim, tracimy dotychczasowe punkty oparcia, na których opierał się porządek naukowego dyskursu, lecz dopiero to jest warunkiem otwarcia drzwi wiedzy dotąd zamkniętej. Pomysł wydaje się na tyle szalony, że luminarze nauki na całym świecie mocno okopali się na swoich pozycjach, a raczej pozamykali w twierdzach własnych konstrukcji intelektualnych i tworzą projekty zrozumiałe wyłącznie dla kilku względnie kilkunastu (zależy to od przyjętego języka: obowiązuje prosta zasada - im bardziej hermetyczny język, tym lepiej dla projektu) osób zajmujących się daną dziedziną nauki. Dodatkowo, defekt percepcyjny, który w ich przypadku przybiera ekstremalne rozmiary, sprawia, że są w zasadzie impregnowani na każdy inny rodzaj myślenia i na każdą metodę poznania wykraczającą poza tradycyjny model naukowego poznania. Przy czym istnieją tu dwa rodzaje inności - odmienność w ramach oficjalnego paradygmatu (z tą radzą sobie znakomicie) i inność radykalna, czyli taka, z którą nie można się rozprawić przy pomocy narzędzi charakterystycznych dla logiki wyłączonego środka.

Odwrócenie wspomnianej powyżej zasady logicznej owocuje przede wszystkim zmianą terminologii. Nie mówimy już o "życiu" i "śmierci", ale o "polu istnienia". Czy jest to wyłącznie gra pojęciami? Nie sądzę! A nawet gdyby istotnie tak było, to wszak język jest nie tylko instrumentem poznawczym, ala także narzędziem kreacyjnym (tłumacz Prologu do ewangelii św. Jana miał genialną intuicję, kiedy w pierwszym zdaniu greckie logos przełożył jako Słowo). Odwrócenie logiki powoduje jeszcze jedną znaczącą zmianę: główny budulec nauki tradycyjnej, czyli pojęcia, zostają zastąpione obrazami, czyli metaforami, a aktywność czysto racjonalna aktami wyobraźni.

Nauka europejska wprowadza dwa istotne ograniczenia, będące jednocześnie barierami jej rozwoju:

1. Bariera racjonalizmu - odrzucamy to wszystko, co stoi w jawnej sprzeczności z zasadami rozumu albo co nie zgadza się z jego własną logiką.  W tej sytuacji należałoby odrzucić w całości obszar fizyki kwantowej, ponieważ rozum badacza napotyka tam sprzeczności i paradoksy. Żeby zaakceptować "porządek" mikroświata, trzeba by zawiesić tradycyjne wyobrażenia o rzeczywistości, utrwalone schematy myślowe, życiowe doświadczenie czasu jako sekwencji kolejnych zdarzeń; zawiesić doświadczenie przyczynowości i lokalności. Rozum ludzki "nigdy się na to nie zgodzi", bo godzi to w jego żywotne interesy, czyli panowania i kontrolowania.

Nikt nie dowartościował bardziej rozumu niż Immanuel Kant. Według filozofa z Królewca wszystko musi stanąć przed jego trybunałem. Jest sędzią najwyższym. To on ostatecznie rozstrzyga, co jest godziwe, sprawiedliwe, słuszne, dobre i prawdziwe. Rozstrzygnięcia rozumu są ostateczne, bo jest on centralnym elementem całej rzeczywistości. Kopernikański przewrót w filozofii polegał na tym, że to nie rzeczy i zjawiska konstytuują rozum, ale rozum tworzy wokół siebie porządek rzeczy. Bez porządkującej pracy rozumu postrzegalibyśmy świat jako chaotyczny ruch cząstek elementarnych. Tym, co jest przede wszystkim tworem umysłu, jest czas i przestrzeń, będące czystymi formami naoczności.

Nie umiemy się przebić poza obszar empirycznej metodologii.

 

2. Bariera świadomości. "Ja" tożsamościowe (termin T. Nagela) budowane jest wyłącznie na świadomości. Wszystko to, co wykracza poza jej obszar, jest ironicznie kwitowane jako bajdurzenie. Wydaje się, że mamy wkodowane w nasz umysł, by odrzucać wszystko, czego nie widzimy względnie to, czego nie potrafimy doświadczyć przy pomocy inych zmysłów. A np. energie, którymi wszechświat jest wypełniony, są niewidoczne. To, że działają, nie ma w zasadzie żadnego znaczenia. Sceptyk, którego światopogląd zbudowany jest na racjonalizmie i empiryzmie, i tak je odrzuci, ponieważ w ramach tradycyjnego paradygmatu nauki nie jest to wiedza, jaką można by racjonalnie czy empirycznie zweryfikować.

Bariera racjonalizmu jest ograniczeniem natury metologicznej, bariera świadomości - ograniczeniem poznawczym.

Dobrze! Pojęcia zastępujemy metaforami, rozum wyobraźnią. Jakie będzie to miało konsekwencje poznawcze?

Doświadczeniem źródłowym myślenia jest akt wyobraźni. Rodzi się ono także na styku relacji podmiotowo-przedmiotowej. Myślenie pobudza każdy bodziec, który uruchamia procesy o różnorodnym charakterze w organizmie. Przy czym myślenie postępuje zawsze pół kroku za reakcją, która najczęściej jest poza sferą świadomości. Refleksja jest zatem uświadomieniem sobie reakcji ex post. Działać świadomie nie znaczy zawsze uświadamiać sobie całościowy kontekst działania. Prowadzę wykład. Uświadamiam sobie, co chcę  powiedzieć, jak to zrobić, żeby przekaz był skuteczny. Świadomie oczekuję pewnych rezultatów mojego działania. Może jednak zdarzyć się coś takiego w trakcie wykładu, czego nie uwzględniłem w planie. Mogę wpaść – zupełnie niespodziewanie -   na pomysł, który wywróci do góry nogami przyjętą wcześniej koncepcję. Względnie słuchacze zachowają się w taki sposób, który będzie wymagał ode mnie daleko posuniętej modyfikacji planu wykładu. Przyjdzie mi wówczas na poczekaniu generować nowy sens, na nowo określać znaczenia pomiędzy poszczególnymi składnikami komunikatu. Zaskoczył mnie kontekst, który objawił się jako obecność nieświadomych wcześniej okoliczności, zmieniających całkowicie świadomy zamiar. Świadome działanie wyrasta na morzu nieświadomości i ponownie w nim tonie. To działanie, jakim jest wykład, można ponownie poddać refleksji, ale refleksja uchwyci tylko niektóre elementy tego działania.

Podświadomość jest gruntem; świadome działanie osadza się na nim. Świadomość podnosząc  byt do poziomu refleksji, czyni go jednocześnie jej przedmiotem i ugruntowuje w tym akcie samą siebie. Jest zwierciadłem powstającym w akcie „podnoszenia bytu”, w którym ów byt się odbija, czyli „odzwierciedla”. Przedmiot warunkuje lustro, lustro warunkuje przedmiot, a raczej jego jawienie się dla świadomości. Metafora zwierciadła jest istotą relacji zachodzącej pomiędzy podmiotową świadomością a fenomenem rzeczy. Mamy tu do czynienia z obustronnym ruchem! Ruchem odsłaniającej się rzeczy, czyli „podnoszeniem się” z własnej głębi, oraz ruchem transcendującej świadomości. Oba te ruchy spotykają się w płaszczyźnie zwierciadła. Obie głębie zostają splanizowane. Intencjonalny akt świadomości najpierw odsłonił byt „osadzony” w głębi nieświadomości, a następnie świadomość „oswaja” go czyniąc własnym przedmiotem. Treścią świadomości są zatem przyswojone przez nią, poznawalne fenomeny.

Uczymy się myśleć z wnętrza metafory!   Myśleć z wnętrza metafory to funkcjonować w przestrzeni dialektyki odsłaniania-zakrywania. Przestrzeń metafory jest „żywa” w odróżnieniu od relacji zachodzącej pomiędzy znakiem językowym a jego desygnatem. Przedmiot-stół i pojęcie, które do niego odsyła, są wobec siebie wzajemnie spetryfikowane. Nie ma tu miejsca na ruch znaczącego i znaczonego. Sygnifikacja, czy akt nominalny (w terminologii Sartre’a), „unieruchamia” przedmiot (znaczony desygnat). W przestrzeni metafory nie istnieje sztywna relacja znaczonego-znaczącego, może zmieniać się i jedno, i drugie. Znak „szuka” swojego desygnatu, a ten z kolei pozostaje w ruchu ku znaczącemu. Metafora generuje rzeczywistość „momentalną”, rozbłyskującą i gasnącą, gasnącą i rozbłyskującą. Łączy w dialektycznym ruchu płaszczyznę zwierciadła oraz głębię świadomości i przedmiotu. Autor Alicji w krainie czarów uruchamia słowotwórczą magię, żeby ów ruch, choćby w przybliżeniu, ukazać. Bardzo trafnym symbolem powstawania tej „momentalnej” rzeczywistości jest osamotniony po znikającym kocie uśmiech. Z „rozbłysku” kota pozostał wyłącznie jego uśmiech. Alicja po drugiej stronie lustra funkcjonuje w płynnej rzeczywistości stawania się. Jest symbolem świadomości z jej przyswojonymi obiektami. Kraina czarów jest krainą świadomości, a ściślej syntezą świadomości i tego, co ją ugruntowuje.

Metafora powstaje jako rezultat twórczego ruchu, przekraczając granicą naukowego dyskursu. Jeżeli jednak powstaje w ramach konkretnego dyskursu, to, wcześniej czy później, do niego powraca jako nowy element. W przestrzeni wyobraźni metafora konstytuuje się jako obraz paradoksalny – odsłania i zakrywa równocześnie. Jest strukturą zaprzeczoną w swoim własnym bycie. Metafora jest bytem, którym nie jest, ponieważ wyłącznie do niego odsyła, pozostając nim jednak w takim stopniu, w jakim odsyła. Znów, posługując się terminologią Sartre’a, jest w swoim bycie własnym niebytem i w niebycie własnym bytem. Niebytem w sercu bytu i bytem w sercu niebytu. Jak widać istotę metafory zdefiniować można tylko za pomocą innej metafory.

            Pozostawać w przestrzeni metafory to być świadkiem niekończącej się serii obrazów, które wzajemnie do siebie odsyłają. Każdy z nich jest na chwilę pojawiającym się znaczeniem, modyfikowanym natychmiast przez kolejny obraz, będący nośnikiem znaczenia. Myśleć zatem z wnętrza metafory oznacza to, że nigdy do końca jej nie zrozumiemy, bo wtedy musielibyśmy znaleźć się na zewnątrz obrazu. Myśleć z wnętrza metafory to znaczy pozostawać jej częścią – ośrodkiem krystalizacji przepływających obrazów. Osią metafory i warunkiem jej możliwości jest świadomość porządkująca dynamikę przepływu jej znaczeń. Tylko tyle i aż tyle! Przenikając myślą do wnętrza obrazu, zdajemy się na jego logikę, to znaczy godzimy się na nią. Logika metafory nie jest logiką sylogizmu, ugruntowanego na bazie rozumu. W tym sensie metafora nie jest racjonalna. Logika wynikania została zastąpiona logiką jednoczesnego występowania; metafora jest logiką całościowego sensu w jego dynamicznym konstytuowaniu. Widzieć z wnętrza metafory znaczy widzieć jasno w zachwyceniu. Warunkiem „jasnego widzenia” jest fakt, że głębia przestrzeni metafory jest rozświetlona – światło jest znaczeniem, znaczenie jest światłem. Ta właśnie tożsamość nadaje metaforze koherencję określa zasadę jej odrębności.

Jak widać, wyrażenie istoty procesu odwrócenia logiki sprowadzonej do zasady wyłączonego środka, nie jest wcale prosta. Trzeba jednak próbować. Dopiero odwrócenie tego procesu i przekroczenie obu wcześniej wspomnianych barier pozwala na nieskrępowany dostęp do wiedzy prawdziwej i ważnej (duchowej?) i równocześnie odblokowanie tej tajemniczej siły (energii), która warunkuje potęgę człowieka. Że ta energia istnieje, do tego nie mam cienia wątpliwości.

 

 

 

Licencja: Creative Commons - użycie niekomercyjne