Poranne ćwiczenia.

To nic, że już późno.

To nic, że już późno.

 

Jestem zwolennikiem porannych ćwiczeń. Każdy powinien zrobić coś, cokolwiek, by czuć się lepiej. Może pokażę wam jak ja to robię, że utrzymuję tak świetną formę, co? Mówię wam, człowiek od razu się lepiej czuje. Nie bolą stawy, kolana, kręgosłup. Krtań nie boli też. Polecam.

No dobra, żebyście wiedzieli z czym to jem. Ogólnie polecam długi spacer, tak z 5 minut. Ale zanim nie można tak rozpocząć dnia...

Z racji tego, że trening do lekkich nie należy, przygotowuję się do niego pół godziny przed wstaniem z łóżka. Wam na początek polecam tak 45 minut. Za każdym razem, kiedy dzwoni alarm, wciskam "drzemkę", ustawioną dokładnie co 10 minut. Drzemka powtarza się dokładnie 3 razy i dokładnie za 3 razem... wstaję. Po 3 drzemce ciskam "wyłącz", zatem alarm więcej już nie zadzwoni. Jest to trening słuchu i celowania na ślepo w wyjący budzik. W tym momencie w moim mózgu dzieją się naprawdę skomplikowane rzeczy. 

Daję sobie jeszcze kilka sekund na pobudkę...

No, to... startujemy!

Etap pierwszy to mruganie oczami. To dość łatwa czynność, dlatego powtarzam to raz za razem. Na początku szybko, ale gdy tylko oko przyzwyczaja się do światła, powoli... poooowooooli... zmniejszam tempo, aż w końcu nie mrugam wcale. Pośpiech to zły doradca, to trzeba robić wolno i z sensem. 

To jest czas na prawdziwy wysiłek, ponieważ teraz czekają mnie poranne brzuszki. Zwykle jeden, by zmienić pozycję z leżącej na siedzącą. Z pozycji siedzącej zwinnie przeskakuję do pozycji, w której moje stopy dotykają podłogi, tak wiecie, prostopadle do łóżka. Powolnym ruchem, zapierając ręce na stole, wstaję. Pomagam sobie rękami, bo to element treningu. Dzięki temu akrobacje, które wykonuję przy podnoszeniu mojego ciała nie kończą się tylko na treningu mięśni szeroko rozumianych... nóg. Ręce, które zapierają się o stół, również biorą w tym udział. 

Kolejny etap - przetarcie oczu, oddanie moczu. Zwykle siadam na klapę, nie dlatego, że nie mogę ustać, tylko dlatego, by mieć pretekst do jeszcze jednego treningu, jakim jest wstawanie. Później podchodzę do krzesła. Służy mi ono do przewieszania różnych ciuchów. Przeciągam się, byle delikatnie, kręgosłup z rana jest bardziej wrażliwy, i ubieram to samo, co nosiłem poprzedniego dnia. Przy tej czynności zawsze dostaję zadyszki. Łóżka nie składam, po co? Żeby wieczorem znów je rozkładać? Nie mam na to czasu, bo taka czynność nie da ci żadnych efektów. Spójrz na kobiety. Tyle one biegają po domu, tylko po to, by coś uprzątnąć. Jakie mają mięśnie? A no żadne. I masz odpowiedź. Łóżka nie trzeba zatem składać. 

Śniadanie to bardzo istotna sprawa. Zdrowe odżywianie się to podstawa dobrej diety. Odpowiednia wartość tłuszczy, białek, witamin i innych takich... to klucz do sukcesu. Ja pomijam jednak ten ważny element, bo moja lodówka jest wiecznie pusta. Robię to specjalnie, bo po prostu prawdziwi twardziele nie jedzą przez cały dzień. Bo co mam niby jeść? Truć się tymi wszystkimi genetycznie zmodyfikowanymi fast-foodami? Przechodzę więc od razu do czynności, jakim jest szczotkowanie zębów i szybkimi ruchami macham szczoteczką, ćwicząc w ten sposób biceps i triceps. Pastę połykam. 

Najtrudniejszą czynnością jest założenie zegarka na rękę. Czasami trafiam w inne oczko. Człowiek może się zdenerwować, kiedy widzi jak czas upływa, a ten się męczy próbując założyć to cholerstwo na rękę. No, ale kiedy już się udaje, pozostaje ostatni etap treningu. Spacer, czyli czynność, od której zacząłem pisanie. Kiedyś jeszcze ubierałem buty i wiązałem sznurowadła, ale nie widziałem znaczących różnic w moich mięśniach, więc teraz tylko je wsuwam, a sznurowadła wlekę po ziemi. To tak jak z tym składaniem łóżka. Nie ma po prostu sensu. 

No, to by było na tyle. Gdybyście chcieli jakieś porady, odnoście treningu indywidualnego, suplementów, czy czego tam chcecie, to wiecie, pisać.