Pomiędzy lewicą, a lewactwem. Czym jest „lewactwo”

 

 

i jak interpretować to zjawisko?

Lewacy atakują, lewacka zaraza, lewactwo niszczy Europę – często słyszymy taką frazę, sam używam jej w publicystyce. Od dawna obiecywałem sobie jednak, że napiszę kilka słów na temat: kim są lewacy, jak rozumieć to wyrażenie.

Według Słownika Języka Polskiego lewactwo to „skrajnie lewicowe poglądy polityczne”. Oczywiście możemy poprzestać na tej definicji. Ale możemy również pobawić się w niuansowanie – bo przecież w Polsce istnieją, działają tak naprawdę trzy lewice. Ta pierwsza wnosi sporo wartości pozytywnych, dwie kolejne – zresztą przenikające się – są toksyczne i groźne.

Bo przecież rozróżniamy „dobre” bakterie, stanowiące dobroczynną mikroflorę organizmu oraz bakterie chorobotwórcze, powodujące gangrenę. Podobnie rzecz ma się z lewicą z lewicą – pierwszą z nich jest bowiem lewica patriotyczna i antykomunistyczna, reprezentowana przez... Prawo i Sprawiedliwość. Tak, tak, właśnie! W Polsce podział na „prawicę” (PiS, Ruch Narodowy) oraz „lewicę” (SLD) ma charakter historyczny i jest tak naprawdę podziałem na antykomunistów i postkomunistów, na ludzi którzy walczyli o wolność ojczyzny i tych, którzy utrwalali zniewolenie ojczyzny. Podział ten nie odnosi się jednak do tego, co w rozróżnieniu takim powinno być fundamentem, czyli kwestii gospodarczych. Prawo i Sprawiedliwość sytuuje się pod tym względem raczej lekko na lewo od centrum – zarówno w sferze przekazu społecznego (hasła „solidarnej Polski”, solidaryzmu społecznego), jak praktyki (realizacja programów typu Rodzina 500 plus, plan renacjonalizacji banków, zasada, że bogatsi powinni płacić podatki według wyższych stawek i posiadać mniej ulg). Na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Łukasz Warzecha opublikował w grudniu tekst zatytułowany „Prawo i Socjalizm”, w których wyliczał wszystkie lewicowe elementy roku rządów „dobrej zmiany”.

Pamiętajmy jednak, że partia Jarosława Kaczyńskiego odwołuje się do tradycji piłsudczykowskiej, czyli Polskiej Partii Socjalistycznej - co prawda piłsudczykowskiej Frakcji Rewolucyjnej, ale zawsze to PPS... Znane jest przypisywane Marszałkowi powiedzenie „Z tramwaju socjalizm wysiadłem na przystanku niepodległość”. Pozostaje mieć nadzieję, że dzisiejsze PiS w tramwaju socjalizm będzie stopniowo przekładało wajchę, aby skręcać w kierunku liberalizmu gospodarczego. Tylko niestety – po tym co wyprawiał Balcerowicz z Lewandowskim (tym od przekształceń własnościowych) słowo liberalizm gospodarczy ma w Polsce fatalne konotacje.

Dla porządku odnotujmy, że Ruch Narodowy pod względem programu gospodarczo-ekonomicznego ma także lewicowy odcień. Prawica, gospodarczy liberalizm reprezentują w Polsce przede wszystkim „sieroty po Korwinie”, czyli Unia Polityki Realnej, Kongres Nowej Prawicy, partia KORWiN (o ile nie zmieniła nazwy). Tyle, że to polityczny plankton. O Platformie Obywatelskiej nie wspominam, bo to partia władzy, dla której gospodarka pozostawała tylko narzędziem „grabienia pod siebie”.

 

 

Toksyczne lewice mamy we współczesnej Polsce dwie. Po pierwsze postkomunistyczna lewica – dawni kolaboranci z PZPR, czyli płatni zdrajcy pachołkowie Rosji – jak z sejmowej trybuny rozszyfrował ten skrót Leszek Moczulski. Po drugie tzw. nowa lewica – o tej za chwilę, bo to ona obecnie jest największym zagrożeniem. Lewica postkomunistyczna wymiera. A i pomimo całego obciążenia historycznego – klasyczny towarzysz postkomunista wykazuje kilka zdrowych odruchów. W odróżnieniu od „nowej lewicy” homoseksualista to dla niego obrzydliwy pedał, a nie kochający inaczej gej. Nawet jeśli postkomunista starej daty wspiera LGBT i inne sztandarowe hasła nowej lewicy – nie czyni tego z wewnętrznym przekonaniem. Zresztą dawny „beton” z PZPR-owskim rodowodem poszedł trzema drogami. Jedni – jak Leszek Miller nadal twardo broniąc PRL-u (czyli de facto własnych życiorysów i łajdackich wyborów), równocześnie w kwestii na przykład imigrantów, czy stosunków polsko-ukraińskich wypowiadają się w sposób nadzwyczaj „prawicowy”. Wręcz należałoby sobie, życzyć, żeby wszyscy politycy PiS-u byli w tych kwestiach tak wyraziści jak Miller.

Inni postkomuniści raczej korzystają z życia (a raczej z możliwości, jakie zdobyli „uczestnicząc” w polityce), stając się tzw. kawiorową lewicą. Ryszard Kalisz najlepszym tego przykładem. Inni postkomuniści – casus Joanny Senyszyn – wtopili się w „nową lewicę”.

Bo dzisiaj największym zagrożeniem jest tzw. nowa lewica, czyli właśnie lewacy. Nazwiskami-symbolami w Polsce pozostają tutaj Sławomir Sierakowski (Krytyka Polityczna) i Adrian Zandberg (Partia Razem). Przedstawiciele nowej lewicy najczęściej nie mają komunistycznego garba – czyli trochę jednak, tak jakby byli nosicielami nie dżumy, a syfilisu. Lewacy z nowej lewicy są wychowankami lewaków z pokolenia tzw. marca 68, które obecnie rządzi Unią Europejską, pchając tym samym nasz kontynent ku katastrofie. Niedawno na czołówce „Warszawskiej Gazety” ukazał się tytuł „Lewacki faszyzm na ulicach”. To nie od rzeczy porównanie, wszak Stefan Sękowski omawiając książkę „Unser Kampf '68. Gniewne spojrzenie w przeszłość” napisał: - „Sześćdziesięcioósmacy” byli bowiem wierną kopią studentów, którzy masowo popierali przed 1933 rokiem NSDAP. Podobnie jak oni, śpiewali „niszczcie wszystko, co was niszczy” i atakowali mieszczucha, który nie był zainteresowany rewolucją. To wypisz, wymaluj – także obraz współczesnych lewaków. Chcą zniszczyć wszystko, co im przeszkadza: wartości narodowe i tradycyjne, rodzinę jako związek kobiety i mężczyzny, normy moralne na czele z tą najważniejszą, czyli przykazaniem „Nie zabijaj” (dzieci nienarodzonych). Atakują więc Kościół i tych, którzy nie są zainteresowani ich rewolucją – nie uważają homoseksualizmu za normę, nie chcą się zgodzi na ideologie LGBT czy gender, na prawną dopuszczalność.

Współcześni lewacy mają taki sam program jak rewolucje: francuska, bolszewicka (zwana październikową), wreszcie rewolta marca 1968. Chcą zniszczyć stary świat, tradycyjne wartości i normy. Dlaczego? Dla budowania nowoczesnej utopii, w imię bożka postępu, a tak gdzie mamy do czynienia z bożkiem – pojawia się pogaństwo, to zaś często owocuje barbarzyństwem. Lewacy dzisiaj atakują patriotyzm, Kościół, religię, patriotyzm, tradycyjne wartości. Walka z postkomunistami, ustawa deubekizacyjna, lustracja – to sprawy bardzo ważne, ale dotyczą tylko wyrównania rachunków z przeszłości. Walka z lewactwem – współczesną nową lewicą to walka o przyszłość, walka o przetrwanie i coś więcej niż przetrwanie: o ocalenie wartości. Dlatego to rzecz najważniejsza.

 

Autor: polskaniepodlegla.pl