Polskie szkolnictwo

Bezsens dzisiejszej szkoły.

 

222a95d8d170601ba3bc900a96cc4c02.jpg

 

Podstawówka, gimnazjum, liceum/technikum/zawodówka a potem może studia. Tak wyglądają poszczególne etapy naszego życia. Zdajemy nasze "uniwersytety" jeden za drugim i w pewnym momencie zadałem sobie pytanie - czy ja coś wyniosłem ze szkoły? Czy szkoła nauczyła mnie chociaż trochę żyć, cóż postaram sobie na to odpowiedzieć.

Zacznę od podstawówki. Właściwie nic się tam nie robi. Uczysz się pisać i liczyć. Poznajesz nowych ludzi (możliwe, że przyjaciół na całe życie). W szóstej klasie organizowany jest ten "bardzo" ważnych wtedy dla Ciebie test kompetencji. Test, o którym nauczyciele trąbili Ci morały ("Jak nie będziecie się uczyć to nie zdacie!" "W gimnazjum nie dacie sobie rady bla, bla, bla..."). No cóż, ominę podstawówke, niewiele z niej pamiętam, dlatego przejdę dalej.


Gimnazjum to dopiero śmiech na sali. Przez trzy lata trucie dupy o teście gimnazjalnym, który miał być tak trudny, że nie ucząc się nic napisałem go na 86 punktów. I co wyciągnąłem z gimnazjum? Wiele niewartościowych rzeczy, które NIGDY nikomu się nie przydadzą. Wszyscy się tak u mnie w szkole spinali o ten test gimnazjalny, że tego "napęcia" nie dało się wytrzymać! Ciągle pieprzenie o tym wszystkim mnie śmieszyło. W końcu test nadszedł! Hurra, w końcu koniec tego gadania! Pff... tak myślałem. Teraz zaczęło się następne pieprzenie - wybór szkoły. Odwieczny spór pomiędzy tym co jest lepsze - Liceum czy technikum? Każdy sobie już wybrał tą szkołę. Co według mnie jest chore. Co za debil mógł wymyśleć coś takiego jak wybór przyszłości w wieku 15 lat? Co pietnastolatek wie o życiu.  Pierwszy wybór ma zdecydować o naszym dalszym życiu i decyduję o tym niepełnosprawny w kwestii życia gówniarz. Kto jeszcze w ogóle wpadł na pomysł żeby jakieś punkciki decydowały o moich życiu? Znam wielu zdolnych ludzi, którzy mieli za mało tych punkcików i przez to ich zdolności zostały ograniczone, ponieważ nie mogli dostać się do lepszych szkół gdzie ich talent i rozum mógłby zostać naprawdę dobrze uznany.

No cóż - idę dalej. Każdy w końcu i tak dostał się tam gdzie chciał. Poszedłem do liceum nr 3 w Krakowie i nie żałuje tego wyboru. Nie wiem czy dobrze zrobił, ale w życiu nie tylko o pieniądzę chodzi (Według mnie, ale wielu myśli inaczej). Poznałem tam wspaniałych ludzi.

I tutaj właściwie zatrzymała się moje edukacja. Chodzę do pierwszej klasy i miałem nadzieję, że w liceum w końcu będą uczyć nas czegoś... wartościowego. Myliłem się. Kolejny natłok gówna, które chcą nam wcisnąć do mózgu. Pseudo filozoficzne myśli na polskich, które czasami mnie dobijają do dna. Nie wiem, może jestem strasznie źle nastawiony na świat, ale nigdy nic nie zgadza się z moją myślą i wizją. No ale sorry, gdy słyszę "wielkie filozoficznę myśli" niektórych osób na temat końcu świata to czasami aż mam ochotę wybuchnąć śmiechem na całą salę.

Też prawdą jest, że szkoła zabija zainteresowania i talenty ludzi. Miałem kolege, który grał na gitarze 5 lat i musiał to przerwać z powodu szkoły. Mial naprawdę ogromny talent do tego instrumentu. Wielu moich znajomych tak samo musiała zrezygnować z gry w klubach sportowych, bo po prostu nie mogli nawału gównianej wiedzy połączyć z zainteresowaniu.

Nie wyobrażałem sobie nigdy, że szkoła może być tak głupie. Zawsze uważałem, że powinni nas tam uczyć czegoś, co pozwoli nam rozumieć świat jakim jest teraz, a nie za jaki uważał go któryś tam poeta, o którym i tak zapomnimy za dwa tygodnie z powodu natłoku kolejnych bzdet. Według mnie szkoła powinna nas uczyć żyć, jak się zachowywać w danej sytuacji, co robić w razie zagrożenia czyjegoś życia.

No ale cóż - podsumuje to w kilku zdaniach. Czego nauczyła i czego mnie nie nauczyła szkoła :

Dowiedziałem się, że Ajschylos wprowadził drugiego aktora, ale dalej nie umiem pisać esejów, życiorysów i CV. Z geografii dowiedziałem się co to jest czarnoziem, ale nie umiałbym się posługiwać sprawnie mapą. Z Chemii wiem co to są równania redoks, wiem co to mol i wiem, że objetość w warunkach normalnych to 22,4 decymetra sześciennego, nie wiem jednak czy w razie dostania się kwasu do oka muszę użyć do przemycia soku cytrynowego czy mleka.  Wiem, że Mejoza ma 5 faz z których najważniejsza jest interfaza. Nie wiem jednak jakiego leku używać w razie przeziębienia. Uczyłem się angielskiego  9 lat w szkole i nie potrafiłbym nawiązać luźnej rozmowy z obcokrajowcem w tym języku. Z fizki znam wiele wzorów, praw, zasad itp. ale po jaki ... mi to?

"Polskie szkolnictwo... to brzmi dumnie!"

No to chyba tyle. Może moja ocena jest słabo poparta argumentami i nie jest napisana idealnie. WIem, że na Eioba jest bardzo wiele dorosłych osób, którzy mają dużo więcej doświadczenia w życiu (jak i w pisaniu :) ), ale napisałem tylko to co myślę.