Polski my Naród...

Królewski (no to są chyba jakieś jaja) Szczep Piastowy

 

Jesteśmy, jako naród, wyjątkowo wyjątkowi. O ile się orientuję, na Ziemi całej, nie ma drugiego takiego. A nawet do nas podobnego. 
Patologicznie, a może genetycznie-patologicznie, uwielbiamy czas wojen. Czujemy się jak ryba w wodzie, gdy akurat ktoś nas najeżdża, napada, zniewala, morduje. Wówczas potrafimy być ludźmi. Istotami życzliwymi, pomocnymi. Nawet bohaterskimi.

Trzeba przyznać, że historycznie rzecz ujmując, rzadziej byliśmy najeźdźcami niż ofiarami najazdów. Rzadziej kolaborowaliśmy niż inne plemiona. Za to zdecydowanie częściej dostawaliśmy w dupę. No i jesteśmy mistrzami świata w przerabianiu sromoty, na zwycięstwa. 

Moralne.

Tylko dwa przykłady:
Powstanie Warszawskie- rzeź tak bezdennie, zbrodniczo głupia i niepotrzebna, że każdy normalny naród, tych, którzy ją wywołali, powbijałby na pale. My zaś czcimy dwieście tysięcy trupów-moralnych bohaterów, a zapominamy o zbrodniarzach, którzy kazali im umierać. Muzeum Powstania Warszawskiego, winno być nazywane: Muzeum Zbrodniczej Głupoty Narodu. To byłoby bliższe prawdzie.

Jeżeli (słusznie!) potępiamy rzezie na Kresach i się świętojebliwie oburzamy, to warto byłoby sobie przypomnieć, co panowie polscy wyrabiali np. na Ukrainie, tak, dla "naprzykładu", w XVII wieku. No! To były pogromy, co się zowie! A taki, uświęcony w polskiej tradycji i gloryfikowany np. przez Sienkiewicza, Jeremi Wiśniowiecki, ojciec (śmiesznego) króla Michała Korybuta, był nikim innym, jak patologicznym, zezwierzęconym zbrodniarzem. Synuś zaś, tchórzem, sprzedawczykiem i kolaborantem. 

Uwielbiamy pławić się w mitach, na własny temat. A jeśli prawda bywa inna? (A nie tylko bywa, tylko najnormalniej jest) Cóż, tym gorzej dla prawdy.

827bf8325809735afd66059e07bec672.jpg


Jeżeli, chwilowo, nikt nas nie najeżdżał i my, chwilowo, nie broniliśmy Świata, to, z lubością, zabieraliśmy się sami za siebie. Wątku, w historycznej perspektywie, rozwijał nie będę. Bo by mi się procesor spalił...

Często powołujemy się na to, że jesteśmy chrześcijanami. I kompletnie nie wiemy, co i o czym mówimy. Polska-kraj chrześcijański, to kolejny z setek narodowych mitów. Chrześcijaństwo jest chrześcijaństwem tylko wówczas, kiedy jest życiem. Wtedy i tylko wtedy. W każdym innym przypadku, jest oszustwem. Polska-kraj obłudników. Kurcze, jakie to nieprzyjemne określenie...
 

Jesteśmy gościnni, to prawda. I mamy taką opinię. To dobrze. Dbajmy o to. I nie dopuśćmy do sytuacji, normalnej na Zachodzie, że się z wizytą u syna, córki, rodziców, trzeba zapowiedzieć ze stosownym wyprzedzeniem. Miejmy czas dla siebie. To jest wartość bezcenna. I nic jej nie zastąpi. Nawet komputer...

Nauczmy się wreszcie szanować. To jest pewien proces. A należy zacząć, jak zwykle, od siebie. Szanujmy samych siebie. Za rzetelność, za pracowitość( tak, jesteśmy narodem wyjątkowo, na tle innych, pracowitym). To dobrze, bardzo dobrze! 
 

Popracujmy więc nad uczciwością. Taką codzienną, zwykłą, niepozorną i, często, niewidoczną dla innych. Ot, róbmy dobrze, a nie "na odwal", to co robimy. Kupmy bilet tramwajowy. Wydajmy całą resztę. 

Nauczmy się żyć tylko tak, by wieczorem spokojnie spojrzeć w lustro. Uśmiechnąć się do siebie. I powiedzieć: Było  OK:-) Prawda, to i tamto spieprzyłem/am, ale nikt nie jest doskonały. No i: Gorzej to już było. Teraz może być  tylko lepiej.

I kiedy już nam się uda być, względem siebie, uczciwymi, to zmieni się bardzo wiele. I bardzo szybko: Szef przestanie być idiotą, sąsiadka-zdzirą, sklepikarz-oszustem. 

Żona wyładnieje, mąż znowu będzie przystojniakiem...

860c9d1c9b5b1a25270802e84c0bb084.jpg

Tak rodzi się odwaga. Odwaga, by się przyznać. Odwaga, by przeprosić. I odwaga, by umieć się wreszcie uśmiechnąć. Do tych wszystkich głupich i okropnych ludzi... A może jednak tacy nie są...?

Tylko tyle trzeba zrobić, by stać się normalnym, europejskim narodem. Niczego nie trzeba się wyrzekać. Tradycji, kultury. Nie trzeba też się wstydzić za historię. I nikogo nie trzeba przepraszać, że istniejemy. 

Trwamy, jako naród, w prowincjonalizmie. Prowincjonalizm nie jest kategorią geograficzną, tylko mentalną. A ta zmienia się najdłużej. 

Tyle, że najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku. 

Zwyczajny uśmiech ma siłę rażenia pioruna. A najpospolitsza życzliwość, zmienia świat, zmienia rzeczywistość. I nie są to puste słowa.

Od kilku lat, jak niektórzy z Was wiedzą, mieszkam w Szkocji. Wierzcie mi, że to działa. Mam dowody na co dzień. 

Działa w Hiszpanii, w Danii, we Włoszech. Działa w Turcji, w Maroku. A w Rosji! O matko! Zbrodniczo dla wątroby...  To działa też w kilkunastu innych krajach, do których zaprowadziły mnie losy mojego żywota.
Niechże więc zacznie działać i u nas. 
35aff3a49be1d81d00630c60d3b90faf.jpg

Bo tylko w Polsce jest źle jak pada, i źle jak świeci słońce. I tylko w Polsce, każdy szef jest świrem, sąsiad złodziejem. Synowa jest jakaś "nie taka", a teściowa... No, szkoda gadać.

Uśmiechnij się więc do siebie. A później do świata. A świat uśmiechnie się do ciebie. I powie:

Dobrze, że jesteś!

A obce ludy, podobnie jak moi sąsiedzi, powiedzą:

Poles are great!
 

Poland is a great country!

A nawet, szelmy, zaczną się uczyć polskiego...