Polski duch zwycięstwa czyli jaki Polak jest (nie)każdy widzi!

Inne mądrości tu: http://motyw-kobiety.miejsce-akcji.pl

 

Znacie brytyjski  film "To właśnie miłość"? Jest tam scena, gdy premier Wielkiej Brytanii grany przez Hugh Granta przemawia w obecności prezydenta Stanów Zjednoczonych, mniej więcej tymi słowy:
„Może jesteśmy małym państwem, ale także krajem wspaniałym., ojczyzną Szekspira, Churchilla, Beatlesów (..) prawej nogi Davida Beckhama(…) Skoro dla nich (USA) wyrocznią jest siła, będę jeszcze silniejszy”.

Gdy premier kończy przemowę, spotyka się z aplauzem, a następnego dnia mówią o niej w superlatywach rozgłośnie radiowe.
Megalomania, słowa na wiatr, zobaczymy co z tego wyniknie – powiedziałby przeciętny Polak, od małego uczony dystansu i dostający po głowie za każdym razem, gdy próbował podnieść wzrok nieco wyżej. Ja jednak chciałabym, aby Polacy mieli tak dobre mniemanie o własnym kraju, jak Brytyjczycy o swoim.
Nosiłam się z postem na ten temat kilka miesięcy, stale zastanawiając się, jaki nadać mu tytuł. Po fenomenalnym zwycięstwie naszych siatkarzy uznałam, że to czas, by go skonstruować. Ale zwlekałam; poprzez wygraną z Niemcami, zdobyciem mistrzostwa świata w kolarstwie przez M.Kwiatkowskiego, aż do remisu ze Szkocją, co – zważywszy na nasze wieloletnie klęski piłkarskie – spokojnie można podciągnąć po prawdziwe zwycięstwo.
bo my potrzebujemy poczuć się zwycięzcami!

Polak  potrafi!

Na pewno słyszeliście to hasło reklamy banku, wypowiadane przez Antonio Banderasa. Co pomyśleliście? Ja, przyznam szczerze, uznałam, że zapłacono Banderasowi, by nas wyśmiał na antenie. Nieco później słuchałam wywiadu z nim, w którym powiedział, że ma dla Polaków duże uznanie za naszą zaradność, pokonywanie problemów i że mówiąc „Polak potrafi!” naprawdę wierzy w nasz potencjał, który już tyle razy dał o sobie znać w obliczu różnych trudności.

Skryci rasiści

Czasem myślę, że nasze wrogie nastawienie do własnego narodu, brać chęci komunikowania się z drugim człowiekiem w celu porozumienia, wynika ze wstydu i wściekłości za przeszłość. Wiecie…. Najpierw Niemcy, potem komuniści, potem obiecywanie gruszek na wierzbie i w rezultacie guzik z pętelką. Sądziliśmy, że INNI są tak szlachetni jak my no i się zawiedliśmy. Zostaliśmy ofiarami tej szlachetności, zwłaszcza gdy ci INNI okazali się z czasem NASZYMI; politykami, pracodawcami, pracownikami, lekarzami, handlowcami, sąsiadami. Trzymamy zatem dystans. Wszyscy i na wszelki wypadek. Nie ma co być zbyt miłym, bo znów dostaniemy po tyłku.

Prof. Eichelberger mówi o tym tak:
Proszę zauważyć, że z pozycji ofiary możemy potępiać wszystkich, którym się powodzi lepiej niż nam. Zwalnia nas to z konieczności zrobienia czegoś ze swoim losem”.(polskatimes.pl)

Polacy nie są z natury rasistami i nigdy nie byli; dogadywaliśmy się z każdym, broniliśmy Żydów ryzykując własne życie. TO BYŁO DOBRE. To nie była polska naiwność, głupota. To właśnie była ta szlachetność, dobroć, prostota serca. Nie uważaj tego za porażki swoich dziadków czy rodziców. Bo to było to coś, co ostatecznie będzie się liczyć podczas spotkania z Bogiem.

Tymczasem….

Zaciskamy zęby, tłumimy uśmiech, przybieramy poważny wyraz twarzy w oczekiwaniu „na lepsze”. Wtedy się uśmiechniemy, rozpogodzimy, jak będzie powód. Tylko, kiedy to będzie? Zdążymy za życia?
„Wielu naszych rodaków, także chrześcijan, uzależniło swoją miłość do kraju od statusu materialnego oraz poziomu życia, jaki może dać im Ojczyzna. Nie można kochać za pieniądze” (Arkadiusz Krzywodajć „Polska – twoja ziemia obiecana wyd.Filadelfia media)
Być może taka postawa wynika z tego, że chcemy by nam wszystkie historyczne krzywdy zrekompensowano komfortowym życiem. Przynajmniej takim, jakie mają Niemcy; nasz główny krzywdziciel. I żeby nam jeszcze jakoś zapłacono za te czasy socjalizmu, gdy w sklepach nic nie było.

To się stało. Naprawdę! W sklepach wszystko jest, parkingi pod centrami handlowymi tak pełne, że czasem traci się więcej czasu na znalezienie miejsca niż na zakupy. Służba zdrowia- powiesz…. Nie jest idealne, ale skoro już się porównujemy, to w wielu krajach nie jest. Kolejki są, bo brakuje specjalistów – tak, tych samych, którzy po godzinach cię spokojnie przyjmą za pieniądze. Nie mają do tego prawa? Ano mają. Jest wolny rynek, każdy może pracować gdzie chce, jak chce. Tego chcieliśmy, to mamy.
Nie czekajmy z okazywaniem radości z życia, aż każda rodzina, nawet wielodzietna będzie mogła sobie pozwolić na dwa miesiące wczasów na Malediwach; do zdaje się często tego oczekujemy. Nie mów, że nie! Gdyby ustanowiono miesiąc pełnopłatnego urlopu dla każdego pracownika, wszyscy byliby uszczęśliwieni! Do czasu. Za kilka lat miesiąc by już nie starczał, bo każdy by się przyzwyczaił i tak zaczął planować życie, że znów miesiąc to byłoby za mało.
To samo możemy odnieść do zarobków, wszelakich praw administracyjnych i przywilejów.

Inni o nas

Ci INNI to oczywiście cudzoziemcy, którym tak zazdrościmy wszystkiego. Z racji zawodu, mam kontakt z wieloma cudzoziemcami i już mówię, jak się sprawy mają:
Jeden ze znajomych Francuzów, który związał się z naszym krajem dość konkretnie (żona) na pytanie, co uważa w Polsce za niefajne, wymienił tylko to, że zimą słońce zachodzi zbyt wcześnie. Na moje „podpytywanie” i sugestie odnoszące się do wielu dziedzin życia, odparł, że trudno narzekać na coś, co stale się zmienia!
On widzi coraz lepsze drogi, do tego stopnia, że nazywa je „naprawdę dobrymi”. Większą otwartość ludzi, wychodzenie naprzeciw potrzebom społeczeństwa jak chociażby uruchomienie stacji rowerowych. Stale powtarza, że Polska ma wielki potencjał, który coraz lepiej, świadomiej wykorzystuje. On to widzi, a my nie.

Gdyby porównać Polskę do któregoś z państw w Śródziemiu, najbardziej przypomina Gondor, ponieważ są waleczni, szlachetni i dumni – ocenił aktor John Rhys-Davies, odtwórca roli krasnoluda Gimlego w ekranizacji „Władcy Pierścieni” Tolkiena. (niezalezna.pl)

Jakoś sądzimy, że gdzie indziej jest lepiej, że ….co? Ludzie bogatsi? Jakby to wszystko determinowało. Chyba, że uważamy, że nam tylko bogactwa materialnego brakuje i wtedy wszystko będzie, jak należy. To znaczy, że wszystko inne już mamy, tak ze nic tylko o bogactwo uzupełnić?
W Niemczech, które należą do państw bogatych, mnóstwo osób wspomaga się psychotropami, cierpi na depresję. Wygląda więc na to, że pieniądze jednak nie załatwiają wszystkiego. Nie, to nie jest tak, jak się może wydawać: że jakbyśmy mieli niemieckie zarobki i polskie cechy, to bylibyśmy królami świata.
Tak samo mówiono, gdy marzono o demokracji pełną gębą, kapitalizmie – przyszło, mamy i dalej jesteśmy niezadowoleni.

 

Polska? Ach, u nas to bieda jest!

Lubimy deprecjonować swój kraj, chyba też „na wszelki wypadek” gdyby nam się zdarzyło (daj Bóg) coś pochwalić, a znalazłby się ktoś, co wytknąłby nam coś, z czym nie moglibyśmy sobie poradzić. Bo cierpimy na osobiste niedowartościowanie, niską samoocenę, a ona się nie obroni.
A ja pamiętam ciekawą sytuację z Grecji, gdy tam mieszkałam. Trzeba wiedzieć, że nigdy nie spotkałam się z tak wielkimi patriotami jak w Grecji. Jeśli chodzi o ten kraj, nazywam to spokojnie nacjonalizmem.
Pracowałam z pewnym młodym człowiekiem, który gardził ludźmi ze względu na ich pochodzenie. Sam był Grekiem i to można rzec „czystym” (jasne włosy, jasne oczy) i przy każdej okazji przeklinał Żydów, Muzułmanów , Rumunów, Albańczyków, Polaków, czyli mnie również.
Pewnego dnia gdy wykonywałam swoją pracę, Giannis przechodząc obok mnie, ściszył a zarazem wyostrzył głos mówiąc:
- Widzę, że czytasz po grecku i masz rację, bo grecki to język wszystkich języków. A tak w ogóle, powiedz mi Iwona co Polska zrobiła dla świata? Bo Grecja jest matką najstarszego języka, kultury….

Ja: Ale nie osobistej   (moja szefowa, przysłuchująca się tej rozmowie, w śmiech).

Giannis, kontynuując: Mieliśmy wspaniałych sportowców, pisarzy, historię…… – wyliczał Giannis ze wzrokiem utkwionym w greckie, niebieskie niebo.

Gdy skończył, zapytałam go po grecku: Giannis, skoro wszystko co greckie jest takie wspaniałe, takie wielkie, cudowne i doskonałe, dlaczego nadal nie potraficie wymyślić kibla, w którym papier  toaletowy nie zatyka rur?

W Grecji byłam jeszcze kilka miesięcy, ale Giannis już nigdy nie powiedział ani nic dobrego o Grecji, ani nic złego o żadnym innym kraju.

„Przeszłość nie może cię zatrzymać, liczy się dzień dzisiejszy” (tamże)
Giannis jak i wielu Greków żył przeszłością swojego kraju, która rzeczywiście miała swoje lata świetności (o 500-letnim oblężeniu Tureckim, któremu Grecy „zawdzięczają” swoją obecną, ciemną urodę jakoś nikt nigdy nie wspomina) mimo, że obecnie to nie ma już żadnego znaczenia.
My też żyjemy przeszłością, która nie ma już żadnego znaczenia, a jednak kurczowo się jej trzymamy. I też nie pamiętamy o jej drugiej stronie; tej dobrej. Trzymamy się tej złej i nie chcemy puścić. Puśćmy to w końcu i twórzmy coś nowego, dobrego!

Krótka rehabilitacja Greków

Inne kraje, w tym Grecja są szczęśliwe i czują się komfortowo podczas codziennego obcowania bo  charakteryzuje ich duch jedności, czyli sytuacja odwrotna do powiedzenia „Człowiek człowiekowi wilkiem”.
Stają za sobą murem, wspierają, jeśli jeden idzie na przerwę, kolega ze sklepu obok go zastępuje.
I tu nie liczy się cały ten kryzys ekonomiczny! Podobnie, jak za czasów naszych dziadków to nie stan wojenny lub jego brak  do końca decydował o poczuciu szczęścia. Życie nie musi być doskonałe, by mogło być szczęśliwe.
Bardzo potrzebny jest nam duch jedności!…. ale nikt Ci go nie da. Musisz go odnaleźć w sobie, karmić i dzielić się z innymi.

 

W sercu  bądź emigrantem

Jest taki syndrom w życiu emigranta przebywającego poza granicami swego kraju, gdy wszystko, co związane z Polską, zaczyna kojarzyć mu się lepiej, jest barwniejsze. Powstają różnorakie polskie przedsięwzięcia, polonie, bo nagle Polacy pragną się jednoczyć. Chcą polskiej telewizji, polskiej muzyki, polskiej kuchni. Następuje kumulacja tego, co w normalnych warunkach (tj.w Ojczyźnie) mogłoby się rozegrać jedynie w czasie okupacji.
I ja tego doświadczyłam. Do dziś pamiętam obrazek, gdy w listopadowy dzień wracałam z ciepłej Krety do kraju i niedługo, po wyjeździe z lotniska, udając się na południe, zobaczyłam polskich, zziębniętych żołnierzy gotujących zupę przy wielkim namiocie, na jakimś polu. Normalnie by człowiek nie zwrócił na to aż takiej uwagi, ale dla mnie to był tak wyraźny kontrast! Właśnie opuściłam kraj, który nigdy nie cierpi na brak słońca, w którym ludzie chodzą ubrani kolorowo i nie kurczą się z zimna, w którym z trwogą ogłasza się stan wyjątkowy w kraju, gdy temperatura zimą spadnie do 1 stopnia.
Przyjechałam do kraju, w którym pogoda ani wiele po PRL-owskich zabudowań nie pomaga w odczuwaniu permanentnego szczęścia, a ludzie przyzwyczajeni są do trudnych warunków – w takich warunkach ćwiczy się charakter. W takich warunkach w przeszłości walczyliśmy, chciano nam odebrać godność  i w takich warunkach nas NIE pokonano!

Czasem z jakichś powodów wyjeżdżamy na stałe zagranicę. To, co możesz ze sobą zanieść wszędzie, to dobre cechy charakteru. Innymi słowy CHARAKTER.

- To, co odróżniało emigrantów powojennych od współczesnych, to duże poczucie godności, którego nie stracili, mimo że często pracowali poniżej swoich kwalifikacji. Wierzyli też w znaczenie polskich doświadczeń i w polskość – dodał prof. Rzegocki.(Gazeta Wyborcza)

 

Twoje miasto, moje miasto

„Twoje miasto to twoja najbliższa ojczyzna. Jest ona małym elementem czegoś większego, co nazywa się Polska” (tamże)

Jeśli nadal masz ochotę patrzeć stereotypowo na Polskę, to przyjrzyj się swojemu miastu lub wsi. Czy mieszkańcy pasują do opisu „stereotypowego Polaka”? Moim zdaniem, miasteczka kaszubskie niesamowicie różnią się od tych w centrum Polski, a te w centrum Polski, są inne niż te na południu. Nawet Katowice i Bielsko-Biała różnią się, nie tylko krajobrazem, ale i podejściem ludzi do wielu spraw.
Nie musimy rywalizować ze sobą, oceniając, gdzie jest lepiej, kto jest fajniejszy! Jesteśmy inni i to jest plus. Dopóki mamy tę samą miłość i wrażliwość wobec siebie nawzajem, każda inna różnica może być tylko plusem.

Myśl o swoim kraju lokalnie. Patrz przez pryzmat swojej miejscowości, bo to w niej masz swój dom, swoje łóżko, pracę, rodzinę. Swoje życie. Dla swojego miasta możesz coś zrobić. Nie musisz dla całego kraju! Ufff, prawda że ulga?!
Ja wiem, powiesz  „Ale ludzie są oporni!” – znam to. Kocham moje miasto, Czechowice-Dziedzice, kocham też miasto, w którym mieszkałam 20 lat; Bielsko-Białą i stwierdzam, że zdecydowanie bardziej otwarci są ludzie w Bielsku, Katowicach (pochodzę stamtąd) niż w Czechowicach; tutaj ludzie żyją w hermetycznych środowiskach, trudno się przebić przez ten pancerz, bo jak koleżanka stąd powiedziała mi, wszystkie więzi, jakie się tworzą, to na poziomie szkoły i rodziny. Koniec.
Ja mam to szczęście w nieszczęściu, że mieszkam tu od 4 lat i nie chodzę do szkoły. Ale nie poddaję się, uśmiecham się do ludzi, staram się im pomagać jeśli tego potrzebują. Pozostaję takim samotnym krążownikiem w tym cudownym mieście, ale mam w tym wszystkim swoją tożsamość. Na odpowiadam zamknięciem na zamknięcie. Uważam, że mogę dać z siebie dużo dobrego, pozytywnego.
Ty też możesz! Zastanów się tylko, „z czym do ludzi” i rób to!

- Polacy kojarzą mi się z mieszkańcami Gondoru, ponieważ są waleczni, szlachetni i dumni. Szanuję Polaków. Urodziłem się w 1944 roku. Brytyjczycy z mojego pokolenia mówią często o bohaterstwie Polaków, przypominając wkład polskich lotników w Bitwę o AnglięTo byli ludzie nie znający strachu, wspaniali w powietrzu, pełni pasji  mówił brytyjski aktor. (niezalezna.pl)

 

„Nie można zmieniać kraju bez pokochania go” (Arkadiusz Krzywodajć  „Polska – twoja ziemia obiecana”)

Tak, jak nie można zmieniać siebie, bez pokochania siebie. I wpływać pozytywnie na innych, bez pokochania ich. Kraj to ludzie, i narody, to ludzie.
Posłuchajmy, co mówią o nas obcokrajowcy i uczepmy się pozytywów! Jeśli mówią źle, wyciągnijmy wnioski i pokażmy, że możemy lepiej, że nie każdy taki jest. Łammy stereotypy! Mówmy z dumą o naszym kraju, bo duma, nie oznacza braku pokory czy mądrości! Nie umniejszajmy osiągnięć naszych ludzi (np.sportowców) bo oni walczą o medale by budować nasze poczucie wartości narodowej, naszą dumę. I robią to w biało-czerwonych barwach.
Nie postrzegajmy patriotyzmu jako agresywnego czynnika o zabarwieniu religijnym czy prawicowym. To nie jest patriotyzm i to nie jest dobre.
Korzystajmy z cech, o które się nas pozytywnie posądza: gościnność (każdy obcokrajowiec, z którym rozmawiałam, ją wymienia, mile zaskoczony), szlachetność, godność, dobre wychowanie.
Nie musimy być miotani i na zarzuty o nieuczciwość egzaltować swoją dumę narodową!
Te pozytywne cechy ujawniały się przez całe lata, utwierdzały poprzez konsekwencję. Możemy to dalej kontynuować, tym samym zmieniając bieg historii, mentalność społeczeństwa – każdy lokalnie, by wreszcie móc dziękować Bogu, że mamy za co dziękować : – )

 

Ps. Mój patriotyzm

Rodził się w bólach. Jeszcze niedawno Polskę najchętniej sprzedałabym Niemcom, szukając w atlasie miejsc, gdzie można wyjechać raz na zawsze i tym samym dać wyraz mojego niezadowolenia z rządzących, mentalności moich rodaków, jednym słowem zostawić to buractwo za sobą i żyć NORMALNIE. Bo moje nastawienie nie pasuje do tego kraju, ono komfortowo będzie się miało lepiej gdzie indziej. I właśnie dlatego postanowiłam nie wyjeżdżać. Odkąd odkryłam jak wielką radość mam w sercu, stwierdziłam, że ona może świetnie karmić się światłem, ale de facto go nie potrzebuje. Ta radość sama w sobie musi być pochodnią, którą potrzebuje odpalać duża rzesza moich  zziębniętych rodaków, a że jestem z tego kraju, to wiem, że szczęście aż tak wielkiego komfortu życiowego nie potrzebuje!