"Poloneza" czas zacząć

Reminiscencje dotyczące obchodów 100.rocznicy odzyskania niepodległości.

 

                 

               Minął listopad, można więc podsumować sposób obchodów tak rzadkiej /biorąc pod uwagę lata/ rocznicy. I dlatego tytułowy „Polonez”. Ale nie do odtańczenia tylko do wypicia, oczywiście po napisaniu tego artykułu. A dlaczego „Polonez”? Bo na trzeźwo tego posumowania zrobić nie można.

                  Na początku przepychanki związane z marszem niepodległości. Pójdę-zapraszam, nie pójdę, pójdę… I tak w kółko. Wreszcie minister Szczerski z Kancelarii Prezydenta ogłasza wszem i wobec, że, cytuję za mass mediami: ”Szczerski pytany we wtorek/27.11./ w TVP1 dlaczego Andrzej Duda wycofał się ze wspólnego marszu 11 listopada powiedział, że prezydent tego dnia będzie uczestniczył we wszystkich uroczystościach państwowych. Po drugie, chce też odwiedzić Polaków świętujących 11 listopada u siebie, w miejscowościach, więc będzie także poza Warszawą" - podkreślił minister”. W tej sytuacji nie omieszkałem napisać do Pana Prezydenta, że serdecznie go zapraszam do siebie w tak uroczystym dniu. Miało to miejsce w dniu 30.11. I co? I nic! Nie dość, że prezydent nie skorzystał z mego zaproszenia, to nikt z kancelarii nie był do dziś łaskaw odpowiedzieć na moje zaproszenie. Taki brak odpowiedzi to najzwyklejsze chamstwo i arogancja. To, że późniejsze wypadki pokazały, że prezydent po raz kolejny zmienił zdanie, nie zwalnia pracowników kancelarii z udzielenia odpowiedzi. Ale oprócz grubiaństwa i arogancji świadczy to także o tym, że minister Szczerski najzwyklej w świecie kłamał, pisząc o odwiedzinach prezydenta wśród mieszkańców Polski. A jeśli minister kłamie, to co można sądzić o jego szefie?...

                  Jednak 1.11. okazało się, że prezydent weźmie udział w marszu ze społeczeństwem. Najbardziej podobało mi się, gdy prezydent przemawiał z platformy wojskowego samochodu na początek marszu. Postać prezydenta przypomniała mi wtedy inną postać z lat 20 – tych XX wieku, gdy inny przywódca, w innym państwie też tak z zaangażowaniem przemawiał. Tylko, że wtedy to był balkon a przemawiający miał czapkę na głowie.

                 Wreszcie marsz ruszył. Na początku niewielka grupka działaczy partyjnych z najważniejszej dziś partii potem długo, długo nic i marsz z udziałem organizacji neofaszystowskich: ONR, Wszechpolacy, neofaszyści włoscy i im podobne organizacje. Nie wiem czy dziękować prezydentowi RP, że stał na czele tak wymownego w swym przesłaniu marszu. Jeśli to był marsz Polaków, to dziękuję, że prezydent nie skorzystał z mego zaproszenia. Dziękuję także, że nie brałem w tym marszu udziału. Należę do tych Polaków, którzy są patriotami, kochają Polskę ale nie po drodze mi ze wspomnianymi, obcymi Polakom organizacjami. Marsz Polaków to marsz neofaszystów. I na czele takiego marszu pierwsza osoba w państwie – Prezydent RP. To się w głowie nie mieści. No ale PiS był zadowolony. Widocznie im jest obojętne kto maszeruje i kogo oni firmują. Niech będzie motłoch prawicowy, można wtedy stwierdzić: ale mamy poparcie.

No i jeszcze jedna uwaga do tego marszu. Ładnie wyglądała ta przerwa między aktywem partyjnym PiS – u a resztą marszu. Nawet w PRL –u, gdy przywódcy partii szli na czele pochodu, to takiej przerwy nie było. Tylko, że oni widocznie nie bali się Narodu.

                   Minął ten wielki dzień i wszystko wróciło do normy? Nie,  ponieważ niesmak pozostał. I smutek – jakiej Polski doczekaliśmy.

                   Jednak nie te opisane wydarzenie były clou obchodów 100.lecia odzyskania niepodległości. Najważniejsze miało miejsce, gdy odbywały się uroczystości odsłonięcia pomnika Lecha Kaczyńskiego. Wpierw przemawiali wszyscy notable zgromadzeni na placu / minister, ksiądz/   dopiero na końcu zabrał głos Prezydent RP – pierwszy obywatel Rzeczypospolitej. Chyba kolejność powinna być inna, no ale kto miał zadufanych w sobie organizatorów o tym poinformować? Przecież oni wiedzą wszystko najlepiej. Ale za to zdania wygłoszone przez prezydenta o nieżyjącym prezydencie aż ociekały lukrem. Jak powiedział Andrzej Duda – takiego prezydenta od czasów Piłsudskiego nie mieliśmy. I miał rację – przecież Piłsudski nie był prezydentem.

                  Czyż więc nie jest dziwne, że po takich obchodach takiej rocznicy pozostało tylko bliższe poznanie się z „Polonezem”? On chociaż smakował jak dawna dobra, wspaniała Ojczyzna.

                  Bo obecna smakuje coraz mniej.