Polacy (szczecinianie) nie lubią historii, ani współczesności?

Szczecinianie po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, zaczęli się czuć Europejczykami, dlatego przestali wypierać się naszej niemieckiej przeszłości Szczecina

Szczecinianie po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, zaczęli się czuć Europejczykami, dlatego przestali wypierać się naszej niemieckiej przeszłości Szczecina

 

Jeszcze niedawno wyglądało na to, że szczecinianie wyrzucili ze swojej pamięci niemiecką historię Szczecina, wyrzucili pamięć o „komunie”, tak jakby historia Szczecina zaczynała się od transformacji ustrojowej (systemowej). Zauważyłem, że to typowe zachowanie młodych Polaków - odrzucanie historii, tradycji, patriotyzmu, który kojarzy się im tylko z  kibicowaniem naszym. Niestety odrzucają też (nie wyrażają zgody) na elementy (akcenty) współczesności w przestrzeni architektonicznej miasta.

 

Niemiecki Szczecin był miastem fabrycznym (przemysłowym), ale też letniskowym. Niemieccy mieszkańcy Szczecina, mieli gdzie pracować, ale też i gdzie wypoczywać w licznych nadodrzańskich kafejkach (kawiarniach), zbudowanych wprost nad Odrą, z pomostami do dobijania stateczków spacerowych i leżakami do opalania, oraz mini plażami. Niemiecki Szczecin, był też trochę miastem uzdrowiskowym, bo przy wykrytych tu źródłach wód leczniczych pobudowano zakłady wodolecznicze.

 

129f995f432540b2512983df934ac333.jpg

Po wojnie polski Szczecin zmienił częściowo swoje oblicze, został miastem wielkoprzemysłowym, jednak jego funkcje letniskowe i uzdrowiskowe uległy całkowitej likwidacji. Po transformacji ustrojowej całkowitej likwidacji uległ wielki przemysł w Szczecinie. Co pozostało, chciałoby się zapytać, Szczecin stał się miastem naukowców, urzędników i handlowców. Miasto próbowało też odrodzić jego funkcję letniskową (rekreacyjną), powstały nawet plany uporządkowania, renowacji i rewitalizacji terenu Nadodrza, powrotu do jego historycznych funkcji terenu rekreacyjnego dla Szczecinian, uruchomienia tramwaju wodnego. Niestety, bez powodzenia.

 

Wracając do upadku wielkich zakładów przemysłowych (powstałych za komuny) w Szczecinie, to szczecinianie wyrzucili je całkowicie z pamięci (nie zabezpieczono nawet w muzeach pamiątek, dokumentów, zdjęć, sztandarów, odznaczeń, typowych wyrobów, wspomnień), no może częściowo oprócz Stoczni Szczecińskiej (bo to kolebka robotniczych strajków, bo jest (była) ulokowana blisko centrum Szczecina), bo zapomnieć o niej nie dają dwie wielkie stoczniowe suwnice (które stały się elementem rozpoznawczym Szczecina), widocznym prawie z każdego zakątku miasta.

 

Po transformacji ustrojowej szczecinianie spojrzeli przychylniej na Niemców, rodowitych szczecinian twórców wielkości Szczecina i na szczecinian, niemieckich artystów i twórców kultury. Szczególnie po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej, szczecinianie zaczęli się czuć Europejczykami, dlatego przestali wypierać się naszej niemieckiej przeszłości Szczecina (bo pomimo wszystko, historii i tak się nie zmieni. Dlatego dzisiaj oddajemy hołd dawnym niemieckim burmistrzom (np. Herman Haken, Friedrich Ackermann), niemieckim twórcom i artystom (np. Carl Loewe, Julius Levin, Ludwig Manzel, August Ludwig Most).

 

Okazało się jednak, że tak było za rządów PO, teraz radni PiS w Szczecinie odrzucają inicjatywę wysuniętą przez Muzeum Narodowe, nazwania nowego mostu na Wyspę Grodzką Mostem Augusta Ludwiga Mosta ("bo malarz żył sto lat temu i - co gorsza - był Niemcem"). August Ludwig Most był szczecińskim malarzem, który w 1847 roku namalował jeden ze swoich najbardziej znanych obrazów – Widok Szczecina z Łasztowni Stoczniowej, obraz który dziś znajduje się w zbiorach muzeum w Greifswaldzie (Muzeum Narodowe w Szczecinie, jest jednak właścicielem największej liczby płócien tego wybitnego pomorskiego malarza, w kolekcji jest już 11 obrazów oraz rysunki).

 

Podobnie było z inicjatywą znanego Dewelopera, który chciał przed laty wybudować w Szczecinie „drapacz chmur”. Zarząd i architekt miasta, stwierdzili że wysokościowiec będzie pasował do w większości niskiej zabudowy Szczecina jak „pięść do nosa” i być może najciekawszy akcent zabudowy Szczecina, uciekł nam sprzed nosa. Co prawda mamy za to specyficzną nowoczesną zabudowę Filharmonii szczecińskiej, która zdobyła już chyba wszystkie nagrody, jako ikona, perła i cud architektury, a którą szczecinianie nazywają "wielkim blaszakiem”, czy „garażem z blachy falistej”.

 

Także kolorowa „Fryga”, pierwsza z planowanej serii miejskich rzeźb z cyklu „Monumento” (inwestycja Klubu 13 Muz), która miała ożywić, ubarwić kolorami Szczecin, nie spodobała się mieszkańcom Szczecina, gdyż za bardzo odbiega swoimi wesołymi kolorami od codziennej szarzyzny Szczecina i standardowego ciemnego, żeby nie powiedzieć czarnego (żałobnego) preferowanego koloru ubiorów szczecinian. Może to i dobrze, że szczecinianie chcą żyć teraźniejszością, nie wracając do historii, szkoda tylko że ta preferowana przez nich teraźniejszość, jest taka ciemna i szara.