Pojęcie nieskończoności, a wszechświat.

7182fb39003abeef8eb6ef22339badfb.jpg   Mój zawód serwuje mi długie jazdy. Mam więc czas na czytanie, czy słuchanie muzyki - w pociągu, na myślenie - w aucie. Migające obrazki za oknem przywołują pojęcie czasu, mijającego czasu, a to już do konstatacji o bezradności człowieka w tym temacie jeden krok. Rozważając tego rodzaju problemy, a idąc na łatwiznę posługujemy się pojęciem Boga. On wszystko załatwia, odpowie na każde pytanie. To za łatwe.

   Weźmy dziś na tapetę problem nieskończoności. Nasz ludzki rozum przeczy takiej możliwości, bo nie możemy sobie jej wyobrazić. Człowiek zdeterminowany pojęciem końca we wszystkich obszarach życia, jest przekonany, że nieskończoność nie może istnieć, bo wszystko się przecież kończy. Nieprawda, nawet w naszej ludzkiej rzeczywistości istnieje pewna rzecz, choć swoiście, ale istnienie nieskończoności potwierdza. Koło, okrąg, wodząc palcem po jego krawędzi możemy robić to w nieskończoność. Ta droga nigdy się nie skończy.

   Pewnie każdy z nas zastanawia się nad kosmosem, wszechświatem pędzącym gdzieś tam. Czy będzie to robił w nieskończoność? Nie może to przecież trwać wiecznie, kosmos także musi mieć jakąś granicę. Nasz ludzki rozum nie jest w stanie tego ogarnąć. A rozwiązanie, przynajmniej teoretycznie jest możliwe. Wyobraźmy sobie zakrzywienie czasoprzestrzeni - a takie pojęcie dzisiejsza nauka już dopuszcza. A więc zakrzywiamy tę czasoprzestrzeń ze wszystkich stron wszechświata do postaci kuli. Jakaś siła sprawcza, która tenże kosmos stworzyła, będzie umiała i to. Mamy więc kulę z zakrzywionej czasoprzestrzeni. Wszystko poza nią nie istnieje, bo przecież wszystko to zagięliśmy. Nie istnieje nawet pojęcie „poza nią”.

   Jeśli więc opierając się na teorii Wielkiego Wybuchu, umiejscowimy go w jakimś miejscu, na którejś ze ścian wewnątrz tej kuli, to w początku czasu, w chwili wybuchu będzie się on rozprzestrzeniał w obszarze kuli we wszystkich kierunkach dochodząc w pewnym momencie do połowy kuli, którą określmy umownie wewnętrznym równikiem. Po jego przekroczeniu rozszerzający się kosmos, zgodnie z budową kuli nieuchronnie będzie zmierzał ku zagęszczaniu w przeciwległym punkcie kuli, aż do swojej pierwotnej postaci, czyli tworu sprzed wybuchu. Zagęszczanie następuje zapewne do jakiegoś krytycznego momentu, skutkującego kolejnym wybuchem. I na takie cykliczne paroksyzmy zapewne składa się historia wszechświata. Oczywiście dzieje się to w odpowiednich proporcjach i wielkościach, gdzie jeden cykl trwa kilkadziesiąt miliardów lat.