Pluralizm czy tolerancja

Cała historia człowieka to walka podłości ze szlachetnością, brzydoty z pięknem, nikczemności z zacnością, kłamstwa z prawdą, zła z dobrem.

 

To wreszcie walka między syjonistyczną Jerozolimą a Rzymem.

Osią historii nowożytnej jest walka z Kościołem Rzymsko – Katolickim oraz obecność osobowego zła – szatana. Kościół podczas każdej Mszy Świętej na całym świecie prosi Boga o obronę przed wszelkim zamętem, ale jednocześnie ostrzega przed pokusą polegania w tej obronie wyłącznie na siłach naszej ludzkiej inteligencji.

Bez tej świadomości człowiek współczesny jest jak samotny wędrowiec podczas burzy śnieżnej, bez szans na ratunek. Burza śnieżna, jak każdy inny żywioł wprowadza nas w stan zamętu, o ile groźniejszy jest zamęt duchowy, wprowadzany przez szatana, którego inteligencja zawsze przewyższa ludzką inteligencję, co więcej, to on wybiera zawsze warunki ataku.

Rozwój wydarzeń w Polsce ma charakter systemowej, potrójnej, zsynchronizowanej walki z Kościołem Rzymsko-Katolickim, Rzeczpospolitą Polską i z Narodem Polskim, przy zachowaniu pozorów demokracji. Po „obalonym” socjalkomunizmie należało niezwłocznie odnotować wielkie, nieodwracalne straty: miliony dzieci zamordowanych w łonach matek, utrwalenie instytucji rozwodu, spychanie opieki nad dziećmi na żłobki i przedszkola, inwazja narkotyków i seksu.

Jak do tego doszło? Otóż w latach dominacji socjalkomunizmu w Polsce Centralne Siły Polityczne podjęły bardzo specyficzne działanie. Zachowując jako obowiązujący szeroko rozumiany kult walki klasowej, dołączyły jako rzekome ustępstwo ideologię bliżej niesprecyzowanego pluralizmu, który miał za zadanie oduczać społeczeństwo od umiejętności rozróżniania dobra i zła oraz marginalizować tolerancję, która szanując odmienność, nigdy nie rezygnuje z walki ze złem.

Ideologia pluralizmu znalazła się u podstaw Soboru Watykańskiego II, w szczególności umożliwiła bezproblemową zmianę określenia „Kościół Rzymsko-Katolicki” na „Kościół Katolicki” dla podkreślenia równości kościołów katolickich różnych obrządków między sobą, a następnie dla rozszerzenia tej niedoprecyzowanej równości na tak zwane „wielkie religie świata” pod ogólnym hasłem ekumenizmu. Zniknięcie tego jednego określenia „rzymski” stanowi klucz do zrozumienia kryzysów nękających Europę i Polskę.

Chociaż jak słusznie twierdzi Feliks Koneczny, cywilizacja, czyli metoda ustroju życia zbiorowego nie zależy od religii, rasy czy języka, to jednak jest ona bezpośrednią pochodną zaadaptowania Prawa Naturalnego przez daną wspólnotę. Fundament cywilizacyjny dał Europie Rzym w postaci starożytnej, personalistycznej cywilizacji rzymskiej, zbudowanej na monogamicznej rodzinie. Do tego pogańskiego państwa Chrystus Pan przekierował osobiście poprzez św. Pawła Apostoła założony przez siebie młody Kościół, który ukształtował w chrześcijańskiej Europie personalistyczną cywilizację łacińską.

W historii powszechnej są to jedyne dwie cywilizacje personalistyczne, którym zawdzięczamy cały zdrowy postęp i rozwój. Prawo rzymskie, o czym się milczy, nie znało instytucji rozwodu, jeszcze w ubiegłym wieku rozwodnicy nie mogli ubiegać się o prezydenturę USA, jako że kto nie umie kierować własną rodziną, nie będzie umiał pomyślnie kierować państwem. Należy bowiem kierować się nadrzędną zasadą personalizmu: rozwód jest prywatną sprawą jednostki, trwałość małżeństwa jest racją stanu państwa.

Lewicowość, typowa dla cywilizacji gromadnościowych stawia sprawę na odwrót: promocja rozwodów jest racją stanu państwa, zaś trwałość małżeństwa jest prywatną sprawą jednostki. Uratować Europę (a w konsekwencji i ludzkość) przed demokratyczną samozagładą może tylko Kościół Rzymsko-Katolicki, ponieważ już w Konstytucji 3 Maja mamy zapis: „wszystko i wszędzie większością głosów decydowane być powinno”. Niestety, rozwija się szybko protestantyzacja Kościoła – toksyczny owoc Soboru Watykańskiego II.

Przewodniczący Episkopatu Niemiec ks. kard. Reinhard Marx powiedział w Radio Watykańskim: „Nie jesteśmy filią Rzymu, a każdy Episkopat jest odpowiedzialny za duszpasterstwo we własnym kręgu kulturowym”. W tym krótkim zdaniu wyrażony jest neoluteranizm oraz uznanie dla genezy genderyzmu z jego „płcią społeczno-kulturową”. Z całym szacunkiem dla zjazdów, konferencji, sympozjów itp. typowych imprez dla cywilizacji gromadnościowych, odnowa ewangeliczna wymaga pilnie personalizmu dla przywrócenia umiejętności rozróżniania dobra i zła oraz dla walki z totalnym złem, jakim jest ideologia genderyzmu.

Andrzej J. Horodecki
Myśl Polska, nr 11-12 (15-22.03.2015)
http://mysl-polska.pl