Papusza - poetka wyklęta

Niekiedy talent staje się przekleństwem, szczególnie gdy osoba nim obdarzona żyje w środowisku ludzi nie umiejących czytać i pisać.

 

c9519b01b276755f2316c2e5c7c64d3d.jpg

"Papusza” scenariusz i reżyseria Joanna Kos-Krauze, Krzysztof Krauze

Życie Papuszy czyli Bronisławy Wajs (Jowita Budnik) naznaczone było ciągiem nieszczęść.

Po pierwsze: urodziła się Romką. Okoliczności zostały pokazane w filmie.

Po drugie: ojciec dosłownie sprzedał ją swojemu, o 25 lat starszemu od córki, bratu Dionizemu (Zbigniew Waleryś), dla mnie to porażająca scena.

Po trzecie: Mąż był harfistą, gwałtownikiem i pijakiem.

Po czwarte: Coś jej w duszy grało i wiersze podpowiadało.

Po piąte: Postanowiła nauczyć się czytać i pisać. W jaki sposób? Wyjaśnienie w filmie.

Po szóste: Nie miała dzieci, a przybrany syn nie był udany.

Po siódme: Przez dwa lata z taborem wędrował pisarz Jerzy Ficowski (Antoni Pawlicki), który zauważył jej talent i namówił do zapisywania wierszy.

Po siódme: Jej poezją zainteresował się Julian Tuwim

Po ósme: Ficowski napisał i opublikował książkę „Cyganie polscy”

Po dziewiąte: jej wrażliwość nie wytrzymała skutków tego co powyżej.

Para reżyserów prowadzi nas przez życie Broni-Papuszy-Lalki nielinearnie. Film rozpoczyna się w 1971 roku, gdy urzędniczka ministerstwa wyciąga bohaterkę z więzienia gdzie odsiaduje kolejny wyrok. Tym razem za kradzież kury. Następnie jest 1949 rok gdy Ficowski przyjeżdża do obozowiska. I przeskok do urodzin poetki. Powrót do 1949. Cofnięcie do jej narodzin. Druga wojna światowa. Próby władz PRL-u zapanowania nad tym ludzkim żywiołem. Do dzisiaj się to nie udało.

 Dla mnie to film o braku wolności, możliwości samorealizacji, niemożności wyrwania się z opresyjnej sytuacji.

Film jest czarno-biały. Dzięki temu krajobrazy na trasie taborów są piękne choć surowe. Na końcu napisów podano, że żadne zwierzę nie ucierpiało w trakcie realizacji filmu. To ważne.

Oto fragment wiersza Papuszy:

JUŻ MOJA NOGA NIE POSTANIE,
GDZIE NIEGDYŚ JEŻDZILI CYGANIE


Ach, ludzie, chcielibyście poznać nasze życie,
prawdziwe o Cyganach wieści?
Ja wiem, że mi nie uwierzycie,
ale proszę – wysłuchajcie pieśni
i wierzcie, żem w niej ani słowa nie skłamała.

Śpiewam, jak kiedyś z dziećmi matka biedowała.
Nie pójdę już do czarnych lasów,
wierzcie mi – niechaj zginę! –
gdzie wędrowali kiedyś Cyganie.
Bo ta droga – przeklęta!
Tam rosły biedne Cyganięta.
Gdzie ja bywałam – nie powiem.
Tam rosłam, tam się urodziłam.
Na stare lata
rozumu się nauczyłam.