Pamięć i tożsamość.

 

    Notable warszawscy, którzy gdzieś tam przewinęli się przez pryzmat mojego życia.W dyskusjach wielokrotnie dawali mi do zrozumienia, iż nasza historia,historia Polski jest w krótkiej epopei Unii Europejskiej rzeczą zbędną,zupełnie przeżytą.Nie wchodzę w analizy polityczne ponieważ są one pracochłonne i długie,a w polityce globalizacji stają się mało czytelne,tym samym nudne.Chcąc zachować własną pamięć i tożsamość.Pragnę w zarysie  opowiedzieć tą nie chcianą, nie elegancką  historie o apelu,który w moim życiu wiecznie trwa.Jestem córką "mówiącego numeru" więźnia  politycznego pochodzenia polskiego ,którego imię i nazwisko zastąpiono oznakowaniem 5666 Auschwitz  i 11428 Buchenwaldu. W obozach tych przebywał od 26 października 1940 był młodym 21 letnim człowiekiem,któremu zabrano wolność i godność .Powrócił jednak do rodzinnego domu lecz w wyniku nabytych w obozach chorób umiera 21-01-1954 roku.Ja urodziłam się po śmierci nic nieznaczącego numeru, który już nie mógł żyć ,mówić , oskarżać, osiągać zaszczytów.Mojej rodzinie przyszło żyć w zubożałej osieroconej rodzinie bez kochającego nas numeru.Pamięć i  wspomnienia o koncentracyjnych obozach mimo upływu lat wciąż żyła.Zasiadając  do wigilijnych  wieczerzy zawsze płakaliśmy wspominając nasz nic nie znaczący numer naszego ojca .W mojej dziecinnej wyobraźni jawił się obraz tych jakże nieludzkich więziennych apeli pełnych żywych trupów,pasiaków nieludzkich żołnierzy SS ich psów, nahaj,pał, karabinów .Łamiąc się opłatkiem moje oczy napełniały łzy,coś mnie chwytało za gardło,w mym sercu rodziła się rozpacz .Nie miałam nigdy ojca,nigdy nie wypowiedziałam słowa tato.To były winy,winy nie dokonane,które żaden sędzia sprawiedliwie nie mógł rozsądzić.My żyliśmy duchowo osieroceni marząc o wolnej Polsce,spokojnych bez sierot wigiliach.Nadeszła ta populistycznie nazwana wolność.U mnie jednak koszmar tych obozowych koszmarnych wigilii wiecznie trwa.Kiedy zasiadam w tą jedną czarowną noc do wieczerzy, tej jednej niepowtarzalnej i pięknej, trzymając w ręce opłatek widzę mego Ojca stojącego w pasiaku, w szeregu żywych trupów na siarczystym mrozie, wśród niemieckiego szwargotu,krzyku,pijackiego śpiewu.Zawsze jawią się te bestialskie wigilie i  po mym policzku spływa łza.To jest moja niezapomniana rodzinna wigilia