Ostatnie takie pokolenie?

W dzisiejszych czasach wąskiej specjalizacji, ludzie z mojego pokolenia czują się trochę jak dinozaury

 

Pokolenie urodzone po II Wojnie światowej, zostało nauczone przez oszczędnych rodziców, że większość prac domowych, dotyczących remontu mieszkania (budowlanych, malarskich, instalatorskich) i nie tylko, trzeba umieć zrobić samemu (bo tak będzie taniej), bo każdy powinien być „złotą rączką”.
.
 
I rzeczywiście, większość znanego mi mojego pokolenia jest taką swoistą „złotą rączką”, która potrafi samodzielnie wykonać remont mieszkania (położyć gładkie tyki, regipsy, kafelki, panele, wymienić rury dopływowe i odpływowe, przełożyć instalację elektryczną, a nawet zamontować nowe okna plastikowe, itp.), czy jeszcze niedawno (przed erą komputerów samochodowych), naprawić własny samochód, itp.
.
 
Nie piszę tego gołosłownie, bo podobnie jak mój brat, kuzyni, znajomi sam potrafię wiele, nie tyko w wyuczonym zawodzie elektryka. Co prawda nie zbudowałem samodzielnie domu, ale wyremontowałem pomieszczenia gospodarcze, nie wspominając o obszernej częściowo podpiwniczonej altance w ogrodzie, korzystając tylko z pomocy brata przy podłączeniu instalacji wodociągowej i ściekowej. A altanka to taki mniejszy domek , ale zakres prac jest podobny.
.
 
Do altanki sam wykonałem też drewniane ramy okienne, część ram drzwiowych, sam ją otynkowałem, a po zbudowaniu ociepliłem. Pokoleniowa „złota rączka”, to nie tylko wykonawstwo, ale też projektowanie, dlatego gdy szwagier kupił ćwiartkę domu z mini werandą i piwnicą (bez kuchni, łazienki i ubikacji) zaprojektowałem mu dwupoziomowe mieszkanie, wykorzystując werandę  na brakującą kuchnię, a z werandy zejście na poziom piwniczny, na którym zaprojektowałem dodatkowo łazienkę i ubikację
..
 
Ktoś by pomyślał, że to nic wielkiego, więc dodam że weranda miała fundamenty tylko do poziomu parteru. Ale dla „złotej rączki”, to nie problem.  W swojej „bogatej” karierze zawodowej, pracowałem jako elektryk, konserwator, zaopatrzeniowiec. Właściwie nigdy nie miałem nic wspólnego z budownictwem, tylko liznąłem trochę stolarki. Jednak, gdy rozpadła mi się szafka pod zlewozmywak , sam wykonałem nową, nie wspominając o zabudowie balkonu oknami (własne wykonanie ram i okien).
.
 
Dlatego też, gdy ostatnio wpadło nam trochę pieniędzy, a żona zaordynowała remont mieszkania polegający na malowaniu, wymianie żeliwnej wanny (z potężnym żeliwnym kolektorem i metalowym rurami ściekowymi), kładzeniu kafelek i paneli podłogowych, nawet  nie pomyślałem (jak większość dzisiejszego specjalistycznego młodego pokolenia) o wynajęciu fachowców, tylko przy pomocy syna sam zabrałem się do pracy.
.
 
Możecie wyobrazić sobie miny fachowych sprzedawców, gdy z moich pytań jawiłem się im jako kompletny laik, ignorant (istny Columbo), bo rzeczywiście nigdy nie kładłem kafelków ani paneli, który podejmuje się zadania ponad siły. To prawda, że nie lubię czytać instrukcji (wolę sam dojść do sposobu wykonania lub montażu, albo podpatrzeć), ale położyliśmy z synem panele w jednym ciągu z małego pokoju przez przedpokój do dużego pokoju (kładąc po 4 panele w jednym rzędzie) z dokładnością do 0,5 milimetra.
 
Po położeniu kafelków w kuchni, łazience i ubikacji bez żmudnego przygotowania powierzchni, kątów (brat przyjechał mi tylko pokazać jak się kładzie kafelki, bo wcześniej on robił łazienkę), bez likwidowania żelbetonowych cokołów, wiem już że podołam prawie każdemu wyzwaniu (jeżeli zdrowie będzie dopisywać), podobnie jak mój brat, kuzyni, znajomi, całe nasze pokolenie.
.

Rozpisałem się o ,tym, co ja potrafię, a miało być o całym naszym pokoleniu., które różni się od obecnego obszerną wiedzą ogólną  (nie tylko specjalistyczną, wyniesiona jeszcze ze szkół, nawykiem do samodzielnego myślenia, samodzielnej pracy, nawet w wielu nie wyuczonych zawodach, pokoleniu tak zwanych „złotych rączek”.

.

Bratanek zarzucił mi, że teraz też rzadko kto pracuje w wyuczonym zawodzie i jakoś musi sobie radzić. Zapytałem się go, czy podjął by się kładzenia kafelków, paneli, wymiany instalacji wodnej i ściekowej, położenia tynków, wykonaniu zabudowy wnękowej w swoim mieszkaniu. Odpowiedział mi, a od czego są fachowcy, nie opłaca się wszystkiego robić samemu, bo nauka nie raz bardzo drogo kosztuje, a fachowcy zrobią to lepiej jakościowo, niż tacy jak my samoucy.
.

Może ma racje , czasy „złotych rączek” już się kończą, podobnie jak wykrusza się nasze pokolenie, jednak taka jak obecnie wąska specjalizacja może doprowadzić (w razie niekontrolowanych wybuchów bomb atomowych), do upadku cywilizacji i powrotu do ery kamienia łupanego, gdyż 90 procent społeczeństwa nie potrafiło by skrzesać ognia. A więc wiwat nasze pokolenie ”złotych rączek”,, chociaż szkoda, że większość naszego życia musieliśmy przeżyć w komunie.