... osobliwa gra

 

>>> Chciałam trochę zatrzasnąć się tutaj przed szumem wichury wszechobecnej tego wieczoru, ściskając w kieszeni pachnącą mandarynkę niczym amulet odprężenia, wymknęłam się znowu rzeczywistości
... drogę odmierzał mi puls deszczu ... raz szybszy raz prawie niesłyszalny ...

... teraz jestem już tutaj, stoję tuż za drzwiami, na początku wąskiej drogi wyznaczonej przez światło - chyba jakiejś odległej latarni, którego resztka wdarła się tu, uciekając przed tym zimnym, ulewnym deszczem ... zupełnie jak ja.
Jego smuga dzieli mój - pokój mailowy - na dwie części, wpadając pomiędzy szczeliną ciężkiej zasłony natychmiast dotyka drzwi jakby chciała je domknąć mocniej, dotyka też i mnie w czułym i delikatnym muśnięciu ... zaprasza aby zrobić kilka kroków więcej ...
... a ja ... nie ulegam temu zaproszeniu

... stoję nieruchomo czując się wybraną do tego osobliwej gry światła i cienia, mam wrażenie, że każde miejsce mojej sylwetki oświetla z właściwie dobranym natężeniem, każe mi patrzeć w stronę źródła tego światła, bo wtedy widać w oczach błysk, który nieco zmatowiał podobno dniem ...
... każe wyciągnąć do siebie dłoń, chcąc założyć jej rękawiczkę bieli jeszcze przed snem, opowiada mi jak ważny jest każdy ruch dla uzyskania właściwego efektu ale nie każe się prostować i prężyć ... przez chwilę milczy w zamyśleniu nad kolejną wskazówką ...
- a może powinnam usiąść w połowie tej świetlnej smugi ? ... może wówczas będzie ze mnie bardziej zadowolona ? ... znowu ta myśl, która trąci rzeczywistością - a jej przecież miało tu nie być

>>> ...to Światło i ten Cień ... nie ważne które z nich pazerniej wkrada się na moje ciało ... odmieniły mnie, zapomniałam o ukrytej w kieszeni mandarynce, zapomniałam o deszczu i wietrze na rzecz tej osobliwej gry ... a przecież nie chciałam już dzisiaj więcej wrażeń, ...

... smuga Światła zatańczyła przede mną nieco wyraźniej - no właśnie zajęłam się Tobą, nie zajmując Twoich myśli - jak każde Zmęczenie ... - wyszeptała czule.