Opowieści przy piwie

Spotkałem przy piwie dawno niewidzianego kolegę, który zawsze kojarzył mi się z byciem odpowiedzialnym, uporządkowanym, nieciekawym, wręcz nudnym

 

Jak to zwykle przy takich koleżeńskich spotkaniach, opowiada się o swoich przewagach (np. z wojska), o naszych udanych dokonaniach życiowych, o tym co się nam w życiu udało, ewentualnie śmieszne i pikantne historyjki o kobietach i nie tylko. Najpierw ja, opowiedziałem koledze o ostatnim pobycie w sanatorium i moich „przykrych” doświadczeniach z wdowami, później przyszła kolej na kolegę (nie spodziewałem się niczego interesującego). Jednak kolega mnie zaskoczył i opowiedział historię swojej szalonej ucieczki parkiem, ............. przed goniącą go policją.

Dlaczego uciekałeś? - to było pierwsze pytanie, które cisnęło mi się na usta. Kolega odpowiedział: - No wiesz w dzisiejszych czasach, trzeba dbać o pracę i nie można się dać przyłapać na piciu alkoholu w pracy. Pracowałem na drugą zmianę, koleżanka miała imieniny i przyniosła do pracy butelkę wódki. Wypiliśmy pod koniec pracy, a po pracy wsiadłem na mój rower i przejechałem ulicę do parku, którym zawsze wracam na skróty do domu. 

i-playmobil-radiowoz-policyjny-5184_small.jpg

Nie zdążyłem przejechać ulicy, a tu z „znikąd” pojawił się radiowóz, zaczął błyskać światłami, a przez megafon odezwał się głos „proszę się zatrzymać do kontroli”. Nie wiem co we mnie wstąpiło, aby zamiast się zatrzymać (i mieć nieprzyjemności związane ze swoim stanem), przyspieszyłem i wjechałem do parku. Policjanci wysiedli i ruszyli w pogoń za mną.

Nim zaświecili latarkami, wjechałem rowerem w krzaki, straciłem czapkę, ale jechałem dalej. Za sobą słyszałem kroki goniących policjantów i okrzyki: jak cię dorwiemy skurw........ to pożałujesz, że się narodziłeś. To już przestała być zwykła ucieczka, to już była ucieczka z konsekwencjami. Teraz już nie mogłem się dać złapać, więc jechałem dalej krzakami jak szaleniec.  

Za sobą usłyszałem przekleństwa, widocznie policjanci w krzakach też coś pogubili, czy się o nie podrapali. Przejechałem cały park, wjeżdżając ciągle dla osłony w kępy krzaków i wyjechałem na ulicę z drugiej strony parku. Chyba policjanci zaniechali pogoni, bo mieli dosyć, a na piechotę, by mnie i tak nie dogonili.

Na ulicy i osiedlu ludzie się za mną oglądali i dziwnie na mnie patrzyli, ale dopiero w domu przekonałem się dlaczego. Okazało się że spodnie miałem całe podarte, nawet rękawy bluzy, a z dłoni kapała mi krew. Prawdopodobnie w krzakach rosły jeżyny i to one były powodem podarcia spodni i zadrapania rąk, a także wycofania się z pogoni policjantów.

Później, już na spokojnie zastanawiałem się co we mnie, tak zwykle praworządnego obywatela wstąpiło, dlaczego uciekałem na złamanie karku. Nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć, chyba do głowy uderzyła mi adrenalina i tak mnie poniosło. Widocznie na hasło „zagrożenie”, mózg wysyła sygnały alarmowe do wszystkich gruczołów dokrewnych, które produkują hormony i reakcją na strach jest ucieczka.

Wtrąciłem uwagę: - No wiesz co koleś, nigdy by się tego po tobie nie spodziewał. Kolega odpowiedział: Najdziwniejsze jest to, że ja też się po sobie, czegoś takiego nie spodziewałem. Okazuje się, że w każdym z nas są ukryte wielkie pokłady adrenaliny, które nieraz zadziałają jakby poza nami, nim rozum przeanalizuje sytuację, mózg już wysyła sygnały do działania.