Opowieści przy lemoniadzie.

dzielmy się wspomnieniami

 

Kolega Czesio - fan disco-polo słucha płyt.

Spotkałem przy lemoniadzie dawno niewidzianego kolegę, który zawsze kojarzył mi się z byciem odpowiedzialnym, uporządkowanym, nieciekawym,  wręcz nudnym i ciapowatym.

Mówię mu cześć, a on cześć.
Jak on do mnie cześć, to ja znów też cześć.
Cześć, cześć - odpowiedział
Czesiek mu na imię jest. Chyba.

On mnie zapytał jak leci, a ja jego co słychać.

Posiedzieliśmy chwile, może dwie. Potem wstałem, a on dalej siedział. Spojrzałem i doszedłem do wniosku, że skoro on siedzi to co ja będę stał. Też usiadłem. Znów posiedzieliśmy chwilę i wtedy on wstał i powiedział, że idzie się wysikać. A była dokładnie 12:06. Zegar na wieży się spóźniał o półtora minuty.

Zostałem sam. Zrobiło mi się przykro. Nie było go dokładnie 4 minuty i sześć sekund.

Wszedł zadumany i trochę smutny. Spodnie miał mokre.

Deszcz - zapytałem.
Wiatr - odpowiedział.

Znów siedzieliśmy, ale ja po 5 minutach i trzech sekundach znowu wstałem i poszedłem na obiad do domu, a on został. Widocznie mój mózg wysłał wtedy sygnały do działania, a jego jeszcze nie. A może po prostu suszył spodnie.

Gdzie pędzisz? - zapytał.

Na strychu - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Bo tam mam aparaturę.

Wieczorem ponownie poszedłem na lemoniadę zapytać moich kolegów jak leci i co słychać. Czesio odpoczywał na ławce, spodnie miał już suche, ale mówił, że go suszy. Do toi toi było kawałek drogi. Nie namyślałem się zbyt długo. Znów miał mokre spodnie. Poczułem ulgę.  Lubię pomagać innym. To nic nie kosztuje.

Teraz sobie przypomniałem, że na pożegnanie nie powiedziałem mu cześć. Całe szczęście, że na powitanie było dwa razy cześć.

To opowiadanie, choć dość krótkie  będzie miało 234 odsłon na eioba.pl