Opowieści o prawdziwych losach kotów i ludzi

” Wiem dobrze, że zawsze znajdzie się ktoś, komu nie spodoba się nadmierne zacieśnianie więzów między kotami a ludźmi” Vicki Myron

 

1fa22ca21c6e5acf1e5f28a4e1c445a0.jpg

Vicki Myron, Bret Witter „Dziewięć wcieleń kota Deweya” Wydawn. Znak 2011

O autorce:

Vicki Myron urodziła się w 1947 roku w Spencer, Iowa (USA). Pracując ukończyła Emporium University. Przez 25 lat pracowała w bibliotece w Spencer. W 1988 roku jako dyrektorka zdecydowała, że znaleziony w trezorze (skrzynka zwrotów książek) kot pozostanie w bibliotece. Wyrósł na pięknego przyjaznego zwierzaka i przez kilkanaście lat był maskotką biblioteki. Międzynarodową sławę zyskał gdy dwa lata po jego odejściu powstała książka „Dewey. Wielki kot w małym mieście”.

O książce:

Niedawno był Światowy Dzień Kota i Dzień Przytulania Bibliotekarza. Ustanowiłabym jeszcze „Dzień Przytulania Kota przez Bibliotekarza i Czytelnika”.

Kto przeczytał książkę „Dewey. Wielki kot w małym mieście” na pewno chętnie sięgnie po dalszy ciąg opowieści o tym niezwykłym kocie. Książka opisująca jego życie w bibliotece w Spencer spowodowała, że do autorki pisali i dzwonili ludzie ze swoimi opowieściami o kotach. Także miejscowi czytelnicy podzielili się swoimi wspomnieniami o Deweyu. Z tego powstała nowa książka zawierająca dziewięć rozdziałów, a każdy z nich to inna ludzka i kocia historia.

Sześć części to najciekawsze z zasłyszanych opowiadań, trzy to powrót do życia Deweya i jego wpływu na czytelników, w tym nieśmiałej Yvonne.

Te kocie historie to przede wszystkim opowieści o niełatwych ludzkich losach. O anoreksji, uzależnieniu, alkoholizmie, traumie po uczestnictwie w wojnie w Wietnamie, nieudanych małżeństwach. I o łagodzącym wpływie kotów.

Zabawne imiona ludzie potrafią nadawać swoim pupilom. Na przykład Sir Rysiaczek czy Ciasteczko. Linda, którą w schronisku kotka sama sobie wybrała napisała do autorki: „Nigdy żaden człowiek, nawet moja córka, moi rodzice nie kochał mnie tak jak moja mała kotka Ciasteczko”.

Tanita lubiła być czyszczona odkurzaczem. Moja Misia ucieka już gdy wyciągam go z szafki a nie boi się odgłosów burzy.

„Plebanka” zadomowiła się w budynku administracyjnym Kościoła Metodystów gdzie pastor wyznawał szkołę bezstresowego podejścia do posługi kapłańskiej.

Koty są wszędzie. Na Alasce i na Florydzie – tam w ośrodku wypoczynkowym dzikie opanowały wyspę i trzeba było się nimi zaopiekować, karmić, leczyć, sterylizować.

Ostatni rozdział to happy end w życiu zmagającej się z licznymi chorobami autorki.

I mogłabym tę książkę polecić z czystym sumieniem gdyby nie to, że autorzy okrasili jej treść dużą dawką egzaltacji i sentymentalizmu. Niestety.

A na koniec może zacytuję autorkę koleżankę bibliotekarkę:

„Miłość może nadejść z najmniej oczekiwanej strony. Jedno wyjątkowe zwierzę może odmienić człowiekowi życie. Może odmienić życie całego miasteczka”. Dlatego proszę najpierw sięgnąć po pierwszą książkę tej autorki „Dewey. Wielki kot w małym mieście”.