Odzyskana tożsamość: Rozdział III: Dzień pracy dziennikarki.

Perypetii i refleksji ciąg dalszy. Dla odmiany trochę z przymrużeniem oka. Tym razem medialnie.Zachęcam do czytania, komentowania. Dziękuję, że jesteście ze mną!!!

 

Dzień pracy dziennikarki.

Poniedziałek.

Wypoczęta po niedzieli wraz z Glamour Lady mknę przez rynek miasta Ż. Śpieszymy się do pracy. Przechodzimy obok piekarni. Obie jednoznacznym spojrzeniem dałyśmy sobie do zrozumienia, że poczułyśmy wykwintny zapach wypieków. Podrażnił on Nasze nozdrza i pobudził apetyt. Drzwi do krainy słodkość, zapomnienia są na wyciągnięcie ręki. Nagle z ust mojej psiapsiółki pada propozycja, abym skusiły się na pączki. W pierwszej chwili zapala się czerwona lampka: Tak, jasne, podwijam kiecę i lecę…gdyby nie kalorie... Wprawdzie nie jestem na diecie, jednak jestem tym, co jem. Wszamię pączka, a niedługo sama będę wyglądała jak on. Nagle z mojej wyobraźni wyłania się obraz mnie samej… tyle tylko, że o dwadzieścia kilogramów grubszej. Jeszcze tego brakowało, abym zaczęła przypominać drożdżowego potwora…Ponadto ten przysmak to koszmar senny dietetyków… Rozum mówi, więc nie. Jednak ten zapach: kojarzący się mi z domem, ponieważ moja mama często i bardzo dobrze piecze…nie pozwala go odrzucić. Dzielę się swoimi obawami z towarzyszką. Gdy mówi, abym nie przesadzała, że jestem szczuplejsza od niej- moje obawy znikają jak ręko odjął. Glamour Lady sądzi, że kobitka powinna mieć cyc i pic, aby facet miał się, do czego przytulać. Bojkotowała wszystkie diety, była odporna na te wszystkie wzorce kobiet wychudzonych. I między innymi za to ją szanuję, lubię. Za szczerość, spontaniczność, swoje zdanie. Raz na jakiś czas można sobie pozwolić. I tak oto dałam się przekabacić. Wchodzimy. Ach, cóż to za widok. Tyle drożdżówek, eklerów dostojnie wyłożone wabi klientów na pokuszenie…Uśmiecha się to wszystko do Nas serdecznie, zapewnia, że jest pyszne. Jak dobrze posłuchać czasem innych. Przypominają oni, o tym ważne. Zdecydowałyśmy się na szneki: dla mnie z makiem, dla przyjaciółki z serem. Docieram do redakcji. Na początek: przegląd prasy. Trzeba sprawdzić, co napisała konkurencja, przeczytać, co tam w świecie się dzieje. Kartkuję strona po stronie. Szczególną uwagę zwracam na strony poświęcone miejscowości Ż. Zaczynam czytać artykuł o byłej Pani Burmistrz. Doznaję szoku. Zamiast podsumowania kadencji, jakiego zapewne spodziewali się czytelnicy taki numer!!! Z retoryki zamieszczonego materiału jednoznacznie wynika, iż kobieta ta była kochanką żonatego mężczyzny. Ponoć nadal jest w nim zakochana. Dziecko natomiast zrobiła sobie z innym w akademiku. Czy tego reportera za przeproszeniem pogięło? Kto pozwolił, aby to zostało wydrukowane??? Czy ten ktoś ma świadomość tego, że obie rodziny zapewne to przeczytają. I taki sposób ukazania sprawy krzywdzi. Normalnie poziom gazety brukowej. Wierszówka to jedno, natomiast opinia, jaką sobie wyrobią dziennikarz i redakcja to drugie. Może chcieli czymś błysnąć. I udało im się Pokazali brak profesjonalizmu…I to na całej linii. Pościśli po bandzie, nie ma co. Bo osoba mediów, która opisuje życie seksualne innych, niestety upadła. To hiena rządna sensacji. A ja głupia i naiwna sądziłam, że zaletą pracy w gazecie jest właśnie choćby przemyślenia i poprawienia artykułu przed publikacją…Jakże się łudziłam…Niezmiernie się cieszę natomiast, że to nie moja redakcja!!! W mojej głowie rodzi się pytanie: Czymże jest bądź nie jest misja, odpowiedzialność za słowo? W dzisiejszych czasach chyba jedynie regułą na papierze, aby nikt się nie czepiał. Aby zamknąć usta. Swoje nerwy postanawiam ostudzić herbatą.

 Kilkanaście osób siedzi przy swoich biurkach na stanowiskach. Niektórzy gdzieś dzwonią, inni natomiast piszą, bądź coś drukują. Nagle rozlega się dźwięk telefonu i cała uwaga zaczyna się skupiać na osobie, która go odebrała.. Podnosi ona słuchawkę, i słyszy potworny krzyk.

Starsza Pani

Oszuści!!! To ja zapłaciłam 3, 50 za gazetę, żeby tyle o sporcie czytać? Aż osiem stron!!! O czymś normalnym pisać nie możecie?

Dziennikarka

Dziękujemy Pani za wyrażenie opinii, będziemy uwzględniać spostrzeżenia czytelników. Dowidzenia.

Trzask.

Naprawdę serdecznie się przywitała kobiecinka…

Kolejne połączenie.

Zbulwersowana

Witam, nazywam się Eugenia. Uważam, że Pan radny O nie powinien podczas sesji zostać zatrzymany przez Policję. To karygodne. Jak oni mogli tak zrobić? Powinni ścigać kryminalistów, a nie porządnych ludzi. Za co, za tę trochę marihuany???

Dziennikarka

Szanowna Pani, nie wszystkie opinie czytelników są zgodne z stanowiskiem redakcji.

W tym momencie czuję

, że kiszki marsza jej grają. Trzeba coś wrzucić na ruszt, na masę. Sięga po drożdżówkę zakupioną chwile temu. Musi sobie trochę podnieść cukier.

Kolejny raz telefon woła.

Dziennikarka

Redakcja Gazety X, słucham.

Nazywam się M, dzwonię z miejscowości P i musi mi Pani pomóc.

Dziennikarka

Witam, jeżeli tylko będzie to możliwe. Słucham, więc, o co chodzi.

M

Mój brat został oszukany przez kobietę. Z resztą nie tylko on.

Dziennikarka

Czy mam rozumieć, przez to wyłudzenie pieniędzy???

M

Tak, zgadza się. 1200 Zł. Jednak dla Nas to bardzo dużo.

Dziennikarka

Jak to się stało?

M

Ta pijawka miała uregulować w Naszym imieniu opłaty. Daliśmy jej gotówkę. Od tego czasu unika brata i mnie jak ognia, nie odbiera telefonów. A dzisiaj proszę sobie wyobrazić przyszło upomnienie, że czynsz nieuregulowany. Na nią mówią Łowczyni Posagów, pomóżcie.

Dziennikarka

Czy tylko on został oszukany?

M

Nie, są dwie inne ofiary. Pierwsza jest jej poprzedni maż, następnie kochanek.

Dziennikarka

Dlaczego to Pani dzwoni, a nie Pani brat?

Mówiłam mu, że nie można tego tak zostawić. On się wstydzi. Zaufał, a został oszukany. Urażona męska duma. Nie chce z nikim rozmawiać.

Dziennikarka

Czyli na Policję państwo tego nie zgłosiliście?

M

Nie. Liczymy na państwa pomoc.

Dziennikarka

Proszę Pani, sprawa wydaje się poważna. Przyjadę pomóc. Trzeba porozmawiać z właścicielem mieszkania, aby zaległe należności rozłożył na raty. Zrobimy tak: dla dobra osób oszukanych nie podam ich prawdziwych imion i nazwisk, zmienię je. Musi Pani pamiętać, iż będę też zobowiązana wysłuchać i opublikować także jej zdanie. Nie może to być artykuł jednostronny. Jeżeli miałby to uchronić choćby jedną potencjalną ofiarę, warto byłoby to opisać. Musicie się państwo liczyć z możliwością wszczęcia postępowania przez organa ścigania na podstawie tego artykułu.

Oto obraz, na jaki natknęłaby się osoba, która przyszła do redakcji.

Tydzień po opublikowaniu artykułu kobieta ta zobowiązała się na piśmie oddawać długi. Wyjechała za granicę do pracy. Pieniądze poszkodowanym przelewała na konto, co drugi tydzień. Kiedy spłaciła zobowiązania, wyszła ona powtórnie za mąż. Dziś jest już matką. Najbardziej zależało jej na tym, aby sprawa jednak nie miała finału w sądzie.  Urząd Gminy, pod który podlegał lokal pozytywnie przychylił się do wniosku, o rozłożenie należności. Państwo M otrzymali pomoc od przyjaciółki kobiety, oraz pomocy społecznej, aby mogli wpłacić jakiekolwiek pieniądze. Bo gdyby nie dostali tej zapomogi, cos by było nie tak. Ponieważ skoro innym się nie należy, bądź te fundusze przeznaczają na alkohol, a mimo to załapią się, to, dlaczego normalni ludzie mieliby zostać na lodzie? Na szczęście ta historia ma pozytywne zakończenie. Co Nas nie zabije, to Nas wzmocni. Trzeba umieć wziąć odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i innych. I podjąć ryzyko. Walki o drugiego człowieka.

Po południu znalazłam się pod siedzibą ów wspomnianej instytucji opieki społecznej. Postanowiłam opisać rozdawania żywności z długotrwałym terminem przydatności. To, co tam zobaczyłam sprawiło, że zaczęłam doceniać to, co mam…I niech nikt mi nie próbuje mydlić oczu.

Podane sytuacje zdarzyły się naprawdę. Fikcja literacka jest tu marginalna. Dlatego nie podaję prawdziwych imion i nazwisk, a nazwy miejsc sprowadzam do jednej litery. Bo liczą się fakty.

Ciąg dalszy nastąpi.