Obraza? uczuć religijnych

Zainspirowany ostatnim wyrokiem sądu w sprawie obrażania uczuć religijnych przez niejakiego Nergala postanowiłem napisać swoje trzy grosze na temat „uczuć religijnych”

Zainspirowany ostatnim wyrokiem sądu w sprawie obrażania uczuć religijnych przez niejakiego Nergala postanowiłem napisać swoje trzy grosze na temat „uczuć religijnych”

 

Temat ten jest wałkowany przez media co jakiś czas, zwykle wtedy, gdy jakiś polityk poczuje się urażony czyimiś słowami lub, gdy jakiś artysta postanowi w swoim nowym „show” ponarzekać sobie na religię (przeważnie) katolicką. Jednak czy regulowanie tak nie precyzyjnej prawnie kwestii jak obraza na coś ma sens?

Z tego co mi wiadomo w Polsce jest bardzo mało przypadków skazania kogoś prawomocnym wyrokiem sądu za przestępstwo, o którym jest ten artykuł. Sędziowie, jak się domyślam, niechętnie karzą obywateli, za tego typu przestępstwo z uwagi na kontrowersję jakie najprawdopodobniej taki wyrok wywoła. Mieliśmy już próbkę tego szumu, który pojawił się właśnie po ogłoszeniu wyroku we wcześniej wspomnianej sprawie. W moim odczuciu media bardzo dużo czasu poświeciły temu tematowi.  

Według mnie istnienie zapisu mówiącego, że nie można obrażać czyiś uczuć religijnych jest absurdem z uwagi na jego nieograniczoną interpretację oraz niemożność weryfikacji czy osoba „obrażona” czuje się tak rzeczywiście czy po prostu „robi sobie jaja”. Zastanawiam się dlaczego nie rozszerzono tego artykułu o obrazę wszelkich uczuć. Dyskryminacja? A może dlatego, że ludzie obrażają się bez przerwy i skończyło by się tym, że sądy prawdopodobnie byłyby przytłoczone takimi sprawami. Co więcej, w takiej formie w jakiej dzisiaj obowiązują regulację dotyczące związków wyznaniowych i obrażania uczuć religijnych prowadzić to może do sporych nadużyć. Wyobraźmy sobie taką sytuację: rejestruję sobie wraz z setką znajomych związek wyznaniowy i jako Boga ustalam deptak w Krakowie, następnie idę do sądu, gdyż czuję się obrażony z powodu faktu, iż setki osób dziennie depczą mojego Boga, skaczą po nim, niektórzy grają w piłkę a jeszcze inni rozlewają na niego alkohol. Czy ktoś może sobie wyobrazić co by się działo, gdyby w taki sposób w jaki mój deptak traktowano biblię? Wg mnie 3 lata paki murowane. Najgorsze jest jednak to, że nie można w żaden sposób w stu procentach stwierdzić, czy osoba urażona rzeczywiście doznała uszczerbku na psychice z tego powodu czy też nie. 

Osobną kwestią jest moralność osób religijnych, którzy idą w tej sprawie na sądową wojnę. Z nauk, które można było usłyszeć z ambony w moim kościele wynikało, że powinienem tak postępować, aby w żaden sposób nie czynić innej osobie złych rzeczy. Wyobraźmy sobie więc obywatela, który składa do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa obrażenia jego uczuć religijnych. Człowiek, który dopuścił się tego jakże szkodliwego społecznie czynu zostaje skazany. Od tego momentu zaczynają się jego problemy. Ma dzieci i żonę na utrzymaniu, ale nie może znaleźć pracy jako były skazaniec. Dodajmy mu jeszcze kredyty do spłacenia. Jego rodzina klepie biedę, a on z racji słabej psychiki popełnia samobójstwo. Oczywiście taka sytuacja jest mało realna z uwagi na niski odsetek wyroków skazujących w tego typu sprawach, ale zdecydowanie teoretycznie możliwa. Podsumowując całą tą sytuację dochodzimy do wniosku, że gorliwy katolik, który poczuł się obrażony jakimś występkiem współobywatela i podał go do sądu na pewno będzie zachwycony faktem przyczynienia się do kogoś biedy, rozpaczy, nędzy, stresu i na końcu samobójstwa. Jeżeli takie postepowanie jest zgodne z nieczynieniem drugiemu człowiekowi krzywdy, to ja chyba inaczej zrozumiałem nauczanie swojego proboszcza.

Podsumowując chce jedynie napisać, że, według mnie, przepisy, które nie są precyzyjne i dają się łatwo nadinterpretować są dużym zagrożeniem. Powodują tylko niesprawiedliwość, nienawiść, doprowadzają do kłótni. Niektóre z nich są absurdalne a wprowadzane są jedynie dlatego, że w demokratycznym Państwie politycy walczą o głosy tzw. elektoratu i mają gdzieś do jakich sytuacji mogą doprowadzić, gdyż liczą się dla nich jedynie kolejne procenty na słupkach zyskane dzięki poparciu dla jakiejś głupiej ustawy.