Obłęd. Pierwsze czytanie Projektu Ruchu Palikota

o tzw. uzgodnieniu płci jest typowym objawem próby wprowadzenia rewolucji genderowej, skrajnej i agresywnej, wymierzonej w naturalny porządek rzeczy i ustalenia nauk medycznych

 

ef293946c0a9f8900a6eee2834bb5e19.jpg

Problem wyjaśnia prof. Krystyna Pawłowicz, poseł na Sejm.

 

Mogłabym łączyć tę próbę uchwalenia ustawy o tzw. uzgodnieniu płci z faktem złożenia interpelacji, którą skierowałam do ministra Biernackiego, z prośbą działań mających na celu przywrócenie orzecznictwa sądowego dotyczącego tzw. zmiany płci do stanu zgodnego z Konstytucją. Drugi cel, jaki mi przyświecał, to wzięcie w obronę osoby atakowane procesami sądowymi przez tych, którzy uzyskali wyrok sądowy o tzw. zmianie płci.

 

W moim przekonaniu w Polsce żaden sąd, zgodnie z Konstytucją i obowiązującymi ustawami, wydać orzeczenia o zmianie płci nie może,  ponieważ takich przepisów po prostu nie ma. Przepis wykorzystywany przez sądy to art.189 KPC i pozwala jedynie zgłosić się z powództwem. Sądy dokonywały zatem  pewnego nadużycia przyjmując ten przepis za podstawę do dokonania istotnej zmiany indywidualnego statusu, chociaż przepis ten w żadne sposób do tego nie upoważnia.

 

Cała ewentualna procedura tzw. zmiany płci ma raczej charakter publiczno-prawny, więc właściwym organem do rozpatrywania tego typu spraw winien być moim zdaniem organ administracyjny. Sądy dotychczas kierowały się raczej poprawnością polityczną i naruszały Konstytucję, nakazującą działać wszystkim władzom na podstawie i w granicach prawa (art. 7 Konstytucji). Aby podejmować ewentualną decyzję o tzw. zmianie płci,  musiałyby istnieć także przepisy materialne regulujące daną sytuację oraz przepisy proceduralne określające procedurę dla omawianego zagadnienia. Na tę sprawę zwracał uwagę także Rzecznik Praw Obywatelskich.

 

Krzysztof Bęgowski – obecnie poseł Anna Grodzka - złożył w imieniu klubu Ruchu Palikota projekt ustawy o tzw. uzgodnieniu płci, który, sądząc po przepisach końcowych, nie uchyla żadnych dotychczasowych uregulowań. To  także potwierdza, że wyroki były wydawane przez sądy bez odpowiedniej podstawy prawnej.

 

Obecnie mamy do czynienia z kolejną już próbą wprowadzenia pod obrady Sejmu takiego projektu ustawy o uzgodnieniu płci. Tym razem środowiska zainteresowane urzeczywistnieniem tych genderowych planów złożyły, po uzyskaniu opinii Biura Analiz Prawnych, w Sejmie kolejny swój projekt. Negatywnie o nim wypowiedziała się również sejmowa Komisja Ustawodawcza oraz liczne instytucje, które przygotowały opinie prawne, np. Sąd Najwyższy, Prokuratura Generalna, Krajowa Rada Sądownicza itp. Głosami Platformy Obywatelskiej, Ruchu Palikota i SLD projekt został skierowany do prac w komisji, a teraz stanie na plenarnym posiedzeniu w pierwszym czytaniu.

 

Projekt ustawy o tzw. uzgodnieniu płci w samych swych założeniach z gruntu narusza porządek  prawny i medyczny. W przepisach końcowych - na co pewnie wielu nie zwróci uwagi – proponuje się rozszerzyć definicję płci w przepisach ustawy z 2010 r. o równym traktowaniu. Według tej propozycji w art. 3 po punkcie 5 ustawy o wdrożeniu niektórych przepisów UE w zakresie równego traktowania zaproponowano nowe brzmienie, zgodnie  z którym pod pojęciem płci „rozumie się także tożsamość płciową czyli głęboko odczuwane wewnętrzne i indywidualne doświadczenie własnej płciowości, które odpowiada lub nie płci metrykalnej, włączając w to osobiste odczucie własnej cielesności, które może prowadzić do modyfikacji wyglądu zewnętrznego lub biologicznych funkcji metodami medycznymi, chirurgicznymi lub innymi, i inne formy wyrażania własnej płciowości”. Projektodawcy przyjmują genderową definicję płci, całkowicie sprzeczną z medyczną. Przepis ten wprowadzić może w polskim porządku prawnym chaos. Obok tożsamości płciowej stwierdzanej na podstawie obiektywnych kryteriów medycznych wprowadza się definicję tożsamości płciowej opartej na osobistym, subiektywnym jej  odczuwaniu. W rzeczywistości prowadzi to braku jakiejkolwiek definicji płci.

 

Projekt jest wewnętrznie sprzeczny. Jestem zdumiona, że choć jest on w tak wielu miejscach sprzeczny z Konstytucją, trafia pod obrady Sejmu. Warto podkreślić fakt, że tzw. uzgodnienie płci nie będzie wymagało żadnych interwencji medycznych. Będzie się opierało na osobistym oświadczeniu i opinii lekarskiej. Zatem mamy tu do czynienia z pełną uznaniowością, żeby nie powiedzieć z dowolnością, która czyni procedurę tzw. zmiany płci najłatwiejszą z możliwych. Zatem np. mężczyzna, który otrzyma orzeczenie o swojej „żeńskiej” płci, będzie mógł na jego podstawie zawrzeć związek małżeński na zasadach ogólnych tylko dlatego, iż sąd stwierdził, że na przykład o godzinie 14.00 danego dnia osoba X mocą orzeczenia sądowego została uznana za kobietę.

 

Jest to prosta droga do obchodzenia art. 18 Konstytucji, która umożliwi zawieranie związków małżeńskich przez osoby tej samej płci, z których jedna będzie świeżo upieczoną „kobietą” a godzinę wcześniej jeszcze mężczyzną.

 

Co więcej, całą kwestię zmiany płci należy widzieć także w kategoriach medycznych. Tego typu problemy są wciąż przecież uznawane za zaburzenia psychiczne. Sejm ma się zająć wobec tego przepisami dla osób chorych i to nie w kontekście ich leczenia, ale zgodnie z planami środowisk propagujących ideologię gender celem akceptacji ich i prawnego utrwalenia ich zaburzeń. Projekt, wspominając o interwencjach medycznych mających na celu tzw. zmianę płci, narusza polskie prawo. Tego typu zabiegi ubezpłodniające są bowiem karane przez kodeks karny jako przestępstwo.

 

Dopuszczając możliwość „uzgodnienia płci”, także w przypadku osób powyżej 13 roku życia, plany Ruchu Palikota naruszają godność dziecka. Projekt, choć nie wprost, dopuszcza możliwość wyrażenia zgody przez osoby powyżej  13 roku życia na nieodwracalną interwencję medyczną zmierzającą do zmiany płci. Co więcej „przedstawiciel ustawowy” może wyrazić zgodę na nieodwracalną interwencję także u osób poniżej 13 roku życia. To byłaby zbrodnia na dzieciach także np. na 6 czy 7 letnich. Pytam gdzie jest Rzecznik Praw Dziecka? Dzieci w tym wieku mogą być manipulowane, mogą paść ofiarą chorych przekonań „ustawowych przedstawicieli”.

 

„Uzgodnienie płci” prowadzić będzie do zafałszowania danych osobowych w aktach stanu cywilnego. Osoba posiadająca wspomniane już orzeczenie będzie się mogła domagać wypisania nowych akt, dokumentów, dyplomów itd. dotyczących już innej osoby. Jest to sprzeczne z rolą akt stanu cywilnego.

 

Trzeba podkreślić, że projekt  Ruchu Palikota wcale nie dotyczy osób dotkniętych obojnactwem, co jeszcze by w jakiś sposób można było zrozumieć. W takim przypadku faktycznie istniałyby problemy z kim mamy do czynienia, choć medycyna potrafi te problemy rozwiązać. Projekt Ruchu Palikota dotyczy zaś osób ze stwierdzoną metrykalnie (tj. medycznie) inną płcią niż subiektywnie odczuwaną. Takich, jak na przykład Krzysztof Bęgowski, obecnie Anna Grodzka , który choć jest ojcem dla syna, od kilku lat tylko na podstawie niekonstytucyjnego orzeczenia sądowego, nie mającego oparcia w żadnych przepisach prawa materialnego, uchodzi za kobietę.

 

A co się stanie, gdy osoba już po uzyskaniu orzeczenia o zmianie płci, zmieni zdanie i ponownie będzie chciała, zgodnie ze swoim najgłębszym przekonaniem, zmienić płeć? Co wtedy? Czy według projektodawców takie dowolne dysponowanie swoją tożsamością płciową może odbywać się w nieskończoność?

 

Projekt Ruchu Palikota o tzw. uzgodnieniu płci jest typowym objawem próby wprowadzeniem w Polsce rewolucji genderowej, skrajnej i agresywnej, wymierzonej w naturalny porządek rzeczy i ustalenia nauk medycznych.  Ideologia ta wymierzona jest w tradycyjny, jasny system prawny, jej celem jest też ośmieszenie medycyny. Zajmowanie się tym projektem przez sejm kompromituje Izbę.

 

 

not. luk

 

 

Źródło: pch24