Obiektywna prawda a Chrześcijaństwo

Człowiek anatomicznie współczesny powstał 200–150 tysięcy lat temu. My od zaledwie 2000 lat borykamy się z wiedzę pochodzącą od Jezusa Chrystusa.

 

Na początku chciałabym na potrzeby tego artykułu określić czym dla mnie jest pojęcie „obiektywnej prawdy”. Nie będę sięgać do encyklopedii. Wszyscy z nas wiedzą co oznaczają pojedyncze słowa ww wyrażenia. Więc, dla mnie obiektywna prawda, którą otoczyłabym swoja wiarą powinna zawierać nw elementy:

  1. Zbiór niepodważalnych i jasnych wartości (np.: miłość, uczciwość, szacunek itd.)

  2. Nie budzącą skrajnych wątpliwości otoczkę danej „obiektywnej prawdy”. W otoczce zazwyczaj mamy historię powstania ziemi, ludzkości, odwołanie (lub nie) do stwórcy, historia niezwykłego człowieka, który nam ta historię przekazał (jego perypetie)

  3. Nie łamiącą niepodważalnych wartości historię dochodzenia danej prawdy do popularności.

Koniec definicji, początek rozprawy. Człowiek anatomicznie współczesny powstał 200–150 tysięcy lat temu. My od zaledwie 2000 lat borykamy sie z wiedzę pochodzącą od Jezusa Chrystusa. I tu pojawiają się dwie pierwsze wątpliwości.

Pierwsza - jestem bardziej skłonna napisać, że jest to wiedza pochodząca od ludzi, którzy o Jezusie napisali, niż od niego samego. Znając się trochę na ludziach nie trudno się domyśleć, że są to raczej subiektywne opowieści niż obiektywne prawdy. Pięciu świadków zdarzenia zazwyczaj tworzy 6 różnych wersji. Taka jest nasza natura – im bardziej, niezwykłe, traumatyczne, niespotykane (czyli wywołujące różne stany emocjonalne) wydarzenie, tym więcej rozbieżności w przekazach.

Druga wątpliwość. Zestawienie liczb – 200 000 z 2000. Czy to jest możliwe, aby prawda doszła do ludzi po 198 000 lat życia na ziemi? Czy naprawdę Bóg musiał tak długo czekać? I dlaczego? Najczęściej tłumaczymy to stwierdzeniem, „Niezbadane są wyroki Boskie”. Dalej...

ZBIÓR NIEPODWARZALNYCH WARTOŚCI

Zagadnienia takie jak wzajemna miłość, wzajemny szacunek, uczciwość w każdej nawet najtrudniejszej sytuacji są cenionymi wartościami we wszystkich tego typu obiektywnych prawdach. Są to po prostu zagadnienia uniwersalne. Uniwersalne cechy, które należą do głównego zbioru naszych zachcianek względem siebie i innych ludzi. Każda prawda mówi „miłuj”, każda „szanuj” i każda „bądź uczciwy”. Ze współcześnie nam znanych ideologii przychodzi mi do głowy jedynie Darwin, który inaczej niż wszystkie inne wprowadza w naszą świadomość pojęcie bezwzględnego przetrwania, czyli „żyj tak abyś przeżył”. Ale Darwin urodził sie długo po Jezusie. Nie dziwi więc, że Jezus oparł swoje nauki na tych niepodważalnych wartościach. Nic nowego się tu nie pojawiło.

OTOCZKA

Zmienił się prorok i otoczka, zakończona spektakularną śmiercią i zmartwychwstaniem. Zastanawiam się po co? Ta krwawa i długotrwała śmierć ma być dla nas zbawieniem? A czy zbawienie nie mogłoby się wypełnić poprzez długie, radosne i przepełnione mądrymi słowami życie Jezusa? A zmartwychwstanie nie mogło nastąpić po naturalnej śmierci? Po co ten element cierpienia? Nigdy nie zgodzę się z wieloma interpretatorami, którzy twierdza, że cierpienie, umartwianie się i ból jest drogą do zbawienia. Cierpienie jest elementem naszego życia, ale nie wartością. Byłoby dużo łatwiej uwierzyć w historię człowieka Boga, który swoja boskością, mądrością radziłby sobie z przeciwnościami losu. Mądry i zaradny nauczyciel, a nie ofiara ludzkiej pychy.

Jest jeszcze wiele innych elementów budzących wątpliwości. Jedni znajdują dowody ZA, inni PRZECIW. Żył, nie żył, umarł, nie umarł, kochał Magdę, nie kochał Magdy. Prawdę mówiąc, jeden wielki bałagan. Mnóstwo skrajnych prawd. W moim odczuciu zestawienie dwóch skrajnych prawd nie daje prawdy.

ZDOBYWANIE ZWOLENNIKÓW

W pewnym momencie nad wyborem „obiektywnej prawdy” spośród wielu opowieści o tym człowieku (Ewangelii było i nadal gdzieś jest więcej niż dostępne 4) zaczęło czuwać wiele organizacji (nazywamy je Kościołami). Wiemy o tym wszyscy doskonale, że co Kościół to inna „obiektywna prawda”. Inaczej Kościół Katolicki, inaczej Protestancki, inaczej Ewangelicki. Jest jeszcze wiele innych odłamów, które mają swoje zdanie w tej sprawie do powiedzenia. Od jednego człowieka wzięło się tyle „obiektywnych prawd”, że można się nie źle pogubić. Trudno jest wychwycić prawdę z tak wielu interpretacji jednego zdarzenia.

Dodatkowo naszą wątpliwość może tu rozbudzać historia tych instytucji. Wiele lat braku tolerancji, prześladowań, inkwizycji i manipulacji. Jakaś (spora) część odpowiedzialności i winy spoczywa na ludziach, którzy złem zechcieli, chcą i będą chcieli szerzyć swoją „obiektywną prawdę”. Ale faktem jest, że droga dochodzenia tej prawdy do popularności nasiąknięta jest cierpieniem i krwią wielu ludzi.

Jest jeszcze w całej historii Kościoła coś co mnie wyjątkowo zastanawia i tu sie zatrzymam na dłużej. Większość intelektualnego dorobku ludzkości sprzed tego okresu została spalona przez przedstawicieli tej jednej, nowej wiedzy. Pozostały szczątki. Dlaczego przedstawiciele Kościoła byli tak bardzo zainteresowani zniszczeniem tylu niezwykłych ksiąg, zapisów, historii? Wielu z nas było i nadal jest od dziecka przekonywanych, że człowiek doszedł do czegoś dopiero we współczesnych czasach. Starożytne cywilizacje były zacofane, gdyż były oparte o jakieś nieprawdopodobne i pogańskie wierzenia. Taka przez wiele setek lat była nasza wiedza, bo wszystko to co mogło by świadczyć o czymś innym zostało spalone jako herezje.

Dopiero XX wiek zaczął powoli przynosić nam (na podstawie niechybnie pozostawionych szczątków) wieści o tym, że przed Chrystusowe cywilizacje miały np.: fantastycznie rozwinięta astronomię, matematykę, piśmiennictwo, a co za tym idzie wiele innych przydatnych w życiu dziedzin. Dowiadujemy sie na przykład, że jedni (z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu) umieszczali na swoich ścianach malunki obiektów latających, a inni zrzucali bomby atomowe, czy jądrowe 13 tysięcy lat temu. Nauczeni, że jesteśmy pierwszą tak rozwiniętą cywilizacją nie dopuszczamy do siebie myśli, że ktoś przed nami mógł na coś takiego wpaść. Takie doniesienia budzą w nas sprzeciw, a co za tym idzie odrzucanie tego rodzaju wiedzy. Wielu jednak zaczyna odchodzić od tego, co do tej pory było im przekazywane. Bo tak naprawdę nikt z nas nie jest w stanie odkryć, co zostało spalone. Jaka wiedza kryła się w tych księgach? Techniczna, naukowa? Niezależnie od tego czy, w tych wszystkich księgach było coś godnego uwagi, czy nie, pozostaje w nas przekonanie, że było tam coś co bardzo przeszkadzało kościołowi przepchnąć swoją prawdę.

Znamy dziś (niektórzy z nas znają) zarzut, że podstawowe dane dotyczące biografii Jezusa oparte zostały nie na faktach, tylko na krążącej w różnych wersjach i od wielu tysięcy lat gwiezdnej opowieści. Niezwykłe w tym zarzucie jest to, że tą gwiezdną opowieść możemy obserwować na niebie gołym okiem, co bardzo uprawdopodabnia ten zarzut. A jeśli możemy uprawdopodobnić tez zarzut, to możemy domniemać, że kościół spalił bardzo ważną dla nas wiedzę, a nie jakieś tam nic nie znaczące herezje.

Tym bardziej, że człowiek współczesny żyje, myśli i tworzy od ponad 150 tysięcy lat. Ignorantem dla mnie jest ten, kto uważa, że tylko wiedza z ostatnich 2000 lat jest jedynym rozsądnym intelektualnym dorobkiem człowieka. Okrutną zbrodnią Kościoła wobec ludzkości jest pozbawienie nas wiedzy, która rozwijała się przez tyle tysięcy lat.

W moim mniemaniu, każda prawda broni sie sama. Jeżeli zbiór niepodważalnych wartości (miłość, tolerancja, szacunek, uczciwość) jest ubrany w prawdziwą otoczkę to ingerencja człowieka nie jest potrzebna. Ta prawda obroni się sama, pomimo iż będzie leżała na tej samej półce co inne niby prawdy. Nie trzeba jej forsować, specjalnie reklamować. Prawda jest jak wirus – nie chcesz jej a i tak się rozprzestrzeni obejmując w końcu i Ciebie. Różnica jest tylko taka, że z wirusem możesz walczyć, a z prawdą nie. Usuwanie innych prawd po to by została ta jedna, skłania mnie do jej odrzucenia.

Z religii chrześcijańskiej pozostał mi zbiór niepodważalnych wartości ubrany prawdopodobnie w nieprawdziwą otoczkę. Mogę sie jedynie domyślać jaka w tej całej historii była prawda. Ale prawdopodobnie nigdy do tej prawdy nie dojdę, bo juz nie ma tego wszystkiego do czego chciałabym zajrzeć. Pozostaje nam jedynie poruszanie się po tym co nam chrześcijanie przez przypadek zostawili. A to sprawia, że mam w sobie mnóstwo żalu do najbardziej w tym rejonie świata propagowanej i bronionej „obiektywnej prawdy”.

P.S: Zrozumcie, że odrzucanie Jezusa jako jedynego źródła prawdy nie wiąże się w żaden sposób z porzuceniem lub zanegowaniem wartości. Zauważcie, że wartości te (wiara, miłość, szacunek i uczciwość) są wartościami uniwersalnymi, a nie zaklepanymi tylko dla wyznawców Jezusa. Wam wystarcza przyjęcie najnowszej wersji źródła prawdy. Mi nie. Nam nie.

I jeszcze jedno. Weźcie pod uwagę fakt, że jesteśmy mieszkańcami Europy. Wszyscy, wiedzę o Jezusie wyssaliśmy z mlekiem matki. Religia chrześcijańska jest żywym elementem kultury tego regionu. Dlatego też, nie ma się co dziwić, że na polskiej Eiobie pojawiają się artykuły, które polemizują z tutejszą kulturą, a nie z kulturą buddyjską, czy aztecką. Łatwiej się komuś myśli, gdy się operuje wiedzą dobrze poznaną, a nie ledwo liźniętą. Nie ma w tym, żadnego zorganizowanego ataku. To jest stan naturalny.