O wszystkim, a zarazem o niczym. Po prostu Życie.

Trudno streścić wszystkie swoje myśli.

 

        3acafb90a502bf1b4de12ba941337223.jpg  Zawsze chciałem, to napisać. Nigdy nie byłem dobry z polskiego, ale szczerze nie ma, to w tym momencie żadnego znaczenia. Chcę napisać coś prostego, a zarazem pięknego w tej swojej prostocie. Nie poprawiam ortografii, gramatyki. Piszę jednym wielkim długim ciągiem to, co mam aktualnie w głowie, a raczej mam w głowie od dłuższego czasu i chciałbym się z tym z kimś podzielić. Chciałbym temu nadać jakiś temat, ale czuje, że i tak zboczyłbym i podjął się kilku dywersjom zapominając kompletnie o głównym wątku - co w zasadzie robię mimo wszystko.

         b11150dc2dbf6883530993c4893b37ae.jpg

          Siedzę i zastanawiam się, czy każdy jest tak zagubiony, jak ja? Czy czujecie się spełnieni? Czy jesteście uśmiechnięci i potraficie docenić to, co macie? Mam takie momenty, że odechciewa mi się żyć, a pięć minut później jak się zastanowię nad tym, to kompletnie zmieniam punkt widzenia i czuje się szczęśliwy. Sam nie wiem z czego mam się śmiać, a czym mam się smucić. Widzę tyle zła, chciałbym coś zmienić, ale wiem, że działanie jednostki tak naprawdę jest niczym. Czy mój stan zagubienia spowodowany jest moim młodym wiekiem? Jestem studentem, mam ciepły dom, dobrą pracę i nie mogę tak naprawdę narzekać na poważniejsze problemy, a mimo wszystko nadchodzi taki moment, że siadam i zaczynam się zastanawiać, po co, to wszystko? Czy każdy z nas jest na tym świecie, by spełnić jakąś misje czy jest od tak, bo się urodził? Gdybym umarł to co? Nic. Świat toczyłby się dalej swoim tempem z takim wyjątkiem, że nie byłoby mnie? W takim razie, po co to wszystko? O co w tym wszystkim chodzi? Wiele razy się nad tym zastanawiałem i zawsze dochodzę do tego samego wniosku. Żyjemy bez celu a cel, który sobie sami wyznaczamy chodź i tak najczęściej o tym zapominamy to bycie szczęśliwym. Po co się uczymy, walczymy, o co raz lepiej płatną pracę, odkładamy na nowy samochód, na remont mieszkania, na wakacje do Egiptu? Spełniamy się w tym? Jesteśmy szczęśliwi przez jakiś czas, a potem się przyzwyczajamy i to co kiedyś nas uszczęśliwiało stało się czymś normalnym, niczym nadzwyczajnym. Zapominamy o tym co nas uszczęśliwiało a przypominamy sobie dopiero wtedy kiedy.... to stracimy, proste, ale prawdziwe.

285cc29f852888a9c2f7551dd0bbce9f.jpg

 

          Ja się czuje zagubiony dlatego, że wiem, że dążę do tego, by być szczęśliwym, a nie widzę momentu, w którym to osiągnę tak w pełni. Denerwuje mnie życie w mieście, uczestniczenie w wyścigu szczurów narzuconym przez czasy w jakich żyje. Nie zdałbym matury byłbym nikim. Nie dostałbym się na studia pracowałbym za grosze walcząc latami o lepsze stanowisko. Ciekawe, ile teraz czeka mnie kolejnych lat nauki, zanim dojdę do momentu, w którym będę mógł powiedzieć DOSYĆ! Oglądaliście film „Into the Wild”? Ten, kto oglądał wie dokładnie o czym mówię. Osiągnięcie szczęścia to zupełnie coś innego niż dobra praca, fajny dom i dużo pieniędzy. To tak naprawdę spokój ducha, uczucie spełnienia, życie w zgodzie z otoczeniem, z samym sobą przede wszystkim Nie wiem, co napisać, by wytłumaczyć Wam, o co chodzi. Mam po prostu wrażenie, że to co robimy jest bezsensowne, kretyńskiego za przeproszeniem i bez celu. Idziemy w złym kierunku i może jeszcze nie za naszych czasów, ale któreś z kolej pokolenie poczuje to jeszcze bardziej dotkliwie niż my. Chcemy się rozwijać a zapominamy, po co w ogóle zaczęliśmy się rozwijać. Tak bardzo brakuje mi spokoju, ciszy i momentów, w którym mogę się położyć, popatrzeć w niebo i.... no właśnie nic. Po prostu poleżeć w ciszy, w kontakcie z naturą i nie robić nic! Kiedyś było lepiej, ludzie mięli zwykłe chatki, wychodzili to mięli lasy, czyste powietrze, czuli po prostu, że żyją! A teraz? Jem śniadanie, wyglądam przez okno i widzę hipermarket z parkingiem zawalonym dziesiątką samochodów. Rzygać mi się chce od tego. Wszędzie ten przepych, konkurencja, dwulicowi ludzie i wszystko, co negatywne, a nie chce mi się tego wypisywać. Mam wrażenie, że piszę o czymś konkretnym a tak naprawdę poruszam dziesiątki spraw nie trzymając się żadnej.

51b2c2b694cc2e326799ff043cd45b75.jpg

          No właśnie. O tym mówiłem na początku. Zagubienie, które mnie ogarnia jest nie do ogarnięcia. Jestem pozornie ułożonym chłopakiem a tak naprawdę gubię się, gubię się w dzisiejszych czasach i nie wiem w jakim kierunku dążyć, by się ogarnąć i znaleźć tą drogę, która była/jest mi pisana. Czy ktoś z Was czuje się tak samo zagubiony? Ma takie chwile, że cała głowa jest zawalona setkami spraw i nie wiecie od czego zacząć ani jak i kiedy? Czy to jakaś choroba XXI wieku, że człowiekowi trudno się odnaleźć w morzu setki możliwości dzisiejszych czasów? Czy to może ja mam problem i potrzebuje pomocy osób 3? Nie wiem. Być może to, co napisałem jest idiotyczne, a być może jest czymś zupełnie normalnym... Nie mi to teraz oceniać. Miłej nocy.