O Wenii, która zmartwychwstała!

Długie ciemne włosy, krzaczaste brwi i wielkie czarne oczy. Temperament bałkański, uroda słowiańska i siła celtyckich wikingów. Taka właśnie jest ta cała Wenia.

 

fe453a6b5d244ae595c0b720a329a30a.jpg

Wenia jest stara. Bardzo stara. Ciężko powiedzieć kiedy tak naprawdę przyszła na świat. Biorąc pod uwagę datę jej chrztu, narodziła się w VIII wieku. Ojcami chrzestnymi Wenii są Cyryl i Metody. Dziecko rzadko chrzci się od razu po porodzie. Ona też istniała już wcześniej. Poczęta została w VI wieku. Narodziła się dopiero w wieku następnym. Wenia ma bardzo ciekawe drzewo genealogiczne. Pradziadkami i założycielami jej grodu byli Celtowie. Potem dziadek Weni poślubił dopiero co przybyłą na tę ziemię, piękną Słowiankę. Matka Wenii wyszła za Germanina. I tak Wenia skumulowała w sobie cechy charakterystyczne dla tych trzech wielkich plemion. Była zdolnym dzieckiem. Opracowała pierwsze słowiańskie pismo. W końcu w jej żyłach płynęła słowiańska krew.

Żyła krótko. Umarła w IX wieku. Padła ofiarą ekspansji Niemieckiej. Jej ciało posłużyło do poszerzenia ich terytorium.  Przepadła bez krzyku. Nikt szczególnie nie protestował. W chwili śmierci była jeszcze małą dziewczynką. To i strata była niewielka. Są tacy, co daliby sobie rękę uciąć, że widywali ją po śmierci. Głównie w XIII, XIV i XVI wieku. Jednak ona wciąż spoczywała zimna i martwa w grobie. Tłumaczono im, że Weni nie ma. Żyje ona jedynie w ich sercach, nie głowach, a to rozum kieruje ciałem. Nie wierzyli. Cierpliwie czekali na czasy, w których to emocje zrewidują porządek na świecie.

Czasy te w końcu nadeszły. Rewolucja francuska zmieniła sposób patrzenia na martwych. Ludzie zaczęli wierzyć, że można pokonać śmierć, nawet po tak długim pobycie w świecie nieobecnych. Liczni zastanawiali się: a co z ciałem, czy aby nie rozłożyło się przez te dziesięć wieków? Nawet po powstaniu z grobu, ciało będzie tak osłabione, że zaraz upadnie – mówili niewierzący. Nie zdawali sobie sprawy, w ilu sercach Wenia wciąż jest żywa.

Sporo osób widziało ją w 1848 podczas tak zwanej wiosny ludów.  Przysięgali, że była ona taka realna, taka autentyczna. Mało kto wierzył. Pamiętali, że 1000 lat temu odeszła z tego świata. Pukając się w czoło, pytali: gdzie, po tylu latach? To nie możliwe! Przecież coś, co tyle lat nie istnieje, jest w ziemi już dawno zgniłoby, trawione przez robaki. Tak przynajmniej podpowiadał rozum. A to przecież w sercach żyła Wenia, więc prawd rozumu słuchać się nie musiała.

To co tyle czasu nie dawało ludziom spokoju stało się faktem w 1991 roku. Wenia zmartwychwstała! Ale jak to?! Przecież tak niewiele osób powinno o niej pamiętać! Powstawanie z grobu zajęło jej 10 dni. Wynik ten nie powala na kolana. W końcu według świadectwa chrześcijan Chrystus uporał się z tym w 3 dni. Jego strzegli tylko legioniści, Wenia musiała uporać się ze znacznie silniejszym wrogiem. Wielu ludziom zależało na tym, aby pozostała w grobie.

Dziś Wenia ma się dobrze. Po długim czasie niebytu powoli wraca do siebie. Nie czuje się jeszcze tak dobrze, jak jej piękne i dumne sąsiadki. Radzi sobie jednak coraz lepiej. Powoli zadamawia się w nowych realiach. Podczas jej pobytu na tamtym świecie wiele się tu pozmieniało. Już wcześniej żyła w Europie, ale teraz to już nie ta sama Europa. Dziś każdy jest sobie bratem, a i ona stała się siostrą przyrodnią. Biorąc pod uwagę, że po zmartwychwstaniu jej wiek liczy się od nowa, Wenia jest dopiero małą dziewczynką. Otrzepała się już z gródek ziemi i wyróżnia się na tle innych świeżością i charakterystyczną dla bałkańskich dziewcząt żywiołowością.

Wenia chętnie gra w piłkę. Choć na razie bez większych sukcesów, to ostatnio nawet Polskę pokonała, potem Rosję w barażach, a teraz jedzie na mundial. Bo Wenia, to tak pieszczotliwie o Słowenii.

Mało kto wie, że Słoweńcy są  jednym z tych narodów, które najdłużej żyły bez własnego państwa. Dla przykładu Polacy są dumni, że po 123 latach odzyskaliśmy niepodległość. I chwała naszym przodkom za to. Słoweńcom udało się ta sama sztuka, po upływie ponad 1150 lat!

7d58eecec4a6828bc578ff1b359e72ed.jpg