O szczęściu jedno słowo, może dwa...

Nie będzie tu puenty ani zakończenia, a najważniejsze będzie to, co następuje po tym wstępie.To tworzenie w sobie oparcia, spokoju i równowagi.

 

7927839b1c405352cf7bc07991947d82.jpgCzym jest? Wszyscy się nad tym zastanawiają. Pytanie to jest już tak banalne i nudne. Dużo łatwiej odpowiedzieć, czym szczęście nie jest. I mamy jakiś drogowskaz. Lecz, czy naprawdę trzeba szukać latami? Wydaje mi się, że prawda jest tak blisko, że nie jesteśmy w stanie jej dostrzec. Bo jednoczy się z nami. Może nawet jest w nas. Może nawet jest nami. Ta prawda to szczęście, bo jej poznanie daje natychmiastowy spokój i ukojenie. Poznanie jej daje szczęście od ręki, bez poszukiwań i ciężkiej pracy.

Czy to możliwe? Tak. I właśnie o to chodzi. Po wielu, wielu dniach i nocach, spędzonych na analizie i przemyśleniach. Po wielu bolesnych upadkach i radosnych wzlotach, znam już prawdę. I niech to będzie odpowiedzią na wszystkie moje pytania i receptą na szczęśliwe życie.

 

Wiele zgubiłam gdzieś po drodze, w każdym ważnym momencie życia zmuszona byłam coś zostawić, by móc trwać i iść dalej, by bagaż nie był zbyt ciężki. Zabrałam ze sobą też dużo nieznanego i niepewnego. Wietrzyłam i pielęgnowałam wspomnienia, wciąż na nowo je przeżywając. Pielęgnowałam urazy i troski, a także zgubioną radość.

To wszystko na nic.

Bo szczęście jest stanem umysłu i każdy, kto je zatrzymał na trwałe już to wie. I nie ma innego sposobu, by je odczuwać dłużej niż 5 minut raz na pół roku, niż wykształcić je w sobie. Niczym cechę charakteru - solidne, trwałe i niezmienne w chaotycznym świecie, poczucie szczęścia.

Świat, który nas otacza jest nieprzewidywalny i to już nigdy się nie zmieni. Na to, co się wydarzy często po prostu nie mamy wpływu i musimy się z tym pogodzić. Dlatego człowiek nigdy nie będzie gotowy na życiowe tragedie, śmierć, utratę, rozstanie czy ogromną zmianę. Nigdy nie będziemy też przygotowani na wielką miłość, która zaskoczy nas znienacka.  Dlatego to, co musimy zrobić, to się po prostu przyzwyczaić. Nie, nie chodzi o to, żeby ze zwieszoną miną oczekiwać rozpadu naszego świata. Chodzi mi o akceptację. Akceptację nieprzewidywalności i chaosu, w którym żyjemy. Mnóstwo spraw jest dziełem przypadku. Zwykle te niezwykle znaczące osoby w naszym życiu pojawiają się przypadkiem, niezwykle ważne przemiany w naszym życiu zachodzą pod wpływem nieprzewidzianych kryzysów i dramatów.

I ten cały bałagan ma jakiś sens. Ale naszym zadaniem nie jest analizowanie i próba uporządkowania wszystkich zbiegów okoliczności. Powinniśmy za to jakoś się w tym wszystkim odnaleźć. Najtrudniejszym zadaniem jest właśnie nauczenie się szczęścia. Nauczenie się bycia zadowolonym i spełnionym tu i teraz, w tych właśnie warunkach, sytuacji i okolicznościach. Nie sztuką jest planować i czekać na szczęście.

Szczęście jest wtedy, gdy chcemy by było i gdy potrafimy sprawić by je czuć. Szczęście jest wtedy, gdy potrafimy zapanować nad własnymi emocjami i ogarnąć swój umysł, nadać kształt swoim własnym myślom. Brzmi tak śmiesznie łatwo i logicznie. Przecież każdy z nas jest panem siebie i decyduje o tym, co lubi, co myśli, co czuje. A jednak jest to wciąż najtrudniejsze w życiu zadanie, dla wielu cel nieosiągalny - pozwolić sobie na szczęście, nauczyć się je czuć, tworzyć i się nim otaczać na co dzień, niezależnie od zdarzeń losowych.

Nie będzie tu puenty ani zakończenia, bo temat uważam za ledwie otwarty. Najważniejsze będzie to, co następuje po tym wstępie. To ćwiczenie siebie, nauka o sobie, o własnych tworach, jakimi są myśli, uczucia, emocje. To tworzenie w sobie oparcia, spokoju i równowagi. Nie na zewnątrz, nie w innych ludziach, ale w sobie.