O niedostatku – Gdański Areopag

Zachęcony interesującym mnie szczególnie tematem, obejrzałem Gdański Areopag. Mam na ten temat wyrobiony pogląd, najpierw jednak o dyskusji w TV.

 Jak zwykle bardzo interesująca była dyskusja, choć z początku prawie mnie zniechęcił „referat” odczytywany dość męcząco  przez Danutę Kuroń. Szybko jednak zaczęło być naprawdę ciekawie.

Gwarantem, jak zwykle byli znakomici dyskutanci. Wszyscy, chociaż najbardziej bliskie mi i przemawiające do mnie były głosy w dyskusji pani Danuty Kuroń i pana Jacka Santorskiego, znakomitego psychologa. Pokazywali mechanizmy błędnych kół, które powodują, że wyrwanie się z obszaru biedy, uwarunkowanego brakiem kontaktu z jakąkolwiek kulturą, oprócz telewizji, brakiem jakiejkolwiek inicjatywy środowiska (powiatu, gminy, wsi) w „ulepszenie”, urozmaicenie edukacji spowodowanego utrzymywaniem edukacji ze środków wyłącznie pochodzących z symbolicznych subwencji państwa, jest niemal niemożliwe. I przede wszystkim dlatego bieda jest dziedziczona w takich miejscach. Środków poza subwencjami po prostu nie ma.

Bardzo ważna jest, co podkreślali wszyscy dyskutanci, pomoc osób prywatnych (ludzi biznesu) i różnych, licznych na szczęście, fundacji. Jednak bez pomocy systemowej, problemu się nie rozwiąże. Jak zauważyli dyskutujący, pomoc powinna być udzielana trafnie. Potrzeby – być „zmapowane”, umiejscowione dokładnie i oszacowane. Ludzie biznesu ukrywają swoją filantropię z powodu stereotypów: „złodziej, kombinator, zabrać zniszczyć, itp.”

Ja też mam w tym temacie własne zdanie. Tym bardziej, że o problem niedostatku ocieram się niemal codziennie. Znam go z doświadczenia własnego, z doświadczeń mojego najbliższego środowiska, moich znajomych, z obserwacji codziennych.

Pewno wielu czytającym się to nie spodoba, ale strukturalna pomoc ubogim, jest dziś w naszym kraju niezbędna. I choć to zakrawa na komunę, musi to być pomoc na zasadzie „każdemu według jego potrzeb”. Oczywiście chodzi o każdego biednego nie z wyboru. Jest kilka grup takich biednych. Dlaczego tak socjalistycznie?

Bo:

1134e69c81c333a973a5eab7f5c7106b.jpgSą ludzie biedni w wieku czterdzieści, pięćdziesiąt lat. Z popegeerowskich wsi lub małych miast. Ludzie, którzy z dnia na dzień stracili pracę. Jedyną pracę jaką mieli od dwudziestu, trzydziestu lat, bo innej po prostu nie było, nigdy. Wykonywali tę pracę w PRL-u i to tamten system zrobił z tych ludzi życiowych nieudaczników. Tak ich nauczył. Tak ich ukształtował i nie jest to ich wina. Ci ludzie poczytywali sobie za honor, i tak ich postrzegała rzeczywistość PRL-u, przepracowanie w jednym zakładzie okresu od pierwszego dnia, do momentu przejścia na emeryturę. Oni nigdy nie widzieli nowocześniejszych maszyn, inaczej ubranych ludzi, a słów: kreatywność i przedsiębiorczość, nie rozumieją do dzisiaj. Ci ludzie nie nauczą się już łowić, „jeśli dać im wędkę”, skoro całe życie, za pracę kładziono im rybę na talerz. Kazać im teraz „łowić”, byłoby tak samo nieludzkie, jak puszczenie Eskimosa na środku Sahary i powiedzieć: „Przeżyj”. Jeden przeżyje, inny nie, istna ruletka. To, że są nieudacznikami, nie jest więc ich winą i nie można z tego powodu czynić ich nędzarzami.

Są też emeryci i renciści. Oczywiście idzie mi o chorych rencistów, bo są renciści i „renciści”. Ci ludzie ciężko pracowali w byłym systemie (później zresztą też) i zupełnie godnie żyli. Ale przyszedł czas, kiedy każda ekipa rządząca, borykająca się z finansowymi dziurami i koniecznością zwiększania wydatków, „majstrowała przy ich świadczeniach”, jak to ładnie powiedział min. Boni. I z roku na rok ich bieda się pogłębia, a waloryzacje świadczeń, w skali miesiąca dorównują dwu, trzy, czterogodzinnemu wynagrodzeniu przeciętnego pracownika. To jest haniebne wobec tych ludzi.

Inną grupą, chyba najważniejszą są dzieci i młodzież, czyli środki na edukację. Wszędzie, nawet tam, na wiosce gdzie diabeł mówi dobranoc i pies z kulawą nogą nie zagląda. Dzieci muszą mieć możliwość edukacyjnego rozwoju. Dzieciom musi się wpajać filozofię „wędki” od najmłodszych lat. Zresztą tak się w dość dużej mierze dzieje i najmłodsze pokolenie stosunkowo najlepiej daje sobie radę a sądzę, że będzie lepiej. Jednak trafna, dobrze oszacowana pomoc jest konieczna. Dziś jest tak, że na taką i taką liczbę uczniów i szkól, przypada tyle i tyle złotych. Kompletne nieporozumienie. Inną pomoc z gminy czy powiatu dostanie szkoła w Warszawie, a inną (praktycznie żadną w obliczu zerowych wpływów podatkowych) w Koziej Wólce, za siedmioma górami, za siedmioma… A subwencja taka sama na jednego ucznia(?) Albo zbliżona(?)

Jest też środowisko biednych z wyboru, ale równocześnie biednych z winy najbliższego środowiska. To ludzie z dzielnic biedy w większych miastach. Typowe szkodniki i nieroby. Kryminaliści i lawiranci. Na tych ludzi wydaje się potężne pieniądze, kompletnie je marnotrawiąc. Widzę ich co dzień, przepijających, oddających alkoholowe długi, pozbawiających własne dzieci jakichkolwiek środków do życia, z pieniędzy otrzymywanych z opieki społecznej. Pieniedzy, których brakuje dla innych, których dochód przekroczył próg należnej pomocy o złotówkę, albo pięć złotych.  Tych ludzi powinno się zostawić samych sobie (karać za przestępstwa, zmuszać do prac interwencyjnych, „oczyszczania miasta” z surowców wtórnych,  itp.), wciągając dzieci (biednych z winy rodziców) w inny świat na wszelkie, możliwe sposoby. Dożywiając je, edukując, uświadamiając i zachęcając do innego życia.

Jacek Santorski przytoczył badania naukowe, pokazujące, że ok. dwadzieścia procent ludzkiej populacji posiada zdolność do wychodzenia z kłopotów (biedy, niepowodzeń…). Czego się nie dotkną, udaje im się i w dodatku nie boją się podejmować prób. Jestem jednak przekonany, że w dużych miastach jest to procent o wiele większy niż te dwadzieścia, a w miasteczkach i wsiach dużo, dużo mniejszy.

No, to sobie podyskutowaliśmy. Wszystko już wiemy. Pozostaje tylko jeszcze jedna, drobna kwestia: skąd wziąć na to wszystko pieniądze. Bo potrzebne są już. Na wczoraj.

W Areopagu wzięli udział: Danuta Kuroń – animatorka kultury i edukacji (m.in. w zapadłej wiosce), ekonomiści – Dariusz Filar i Mirosław Gronicki, Jacek Santorski – psycholog, ks. Krzysztof Niedałtowski i dziennikarz – Maciej Wierzyński.