O możliwościach trybików

Jak oni to zrobili, że jeszcze nie poszaleli od tych czczych rozmów i myśli jedynie o jedzeniu, seksie i zagrożeniu? Czyż to nie oznaka tego niskiego poziomu istoty, aby tą trójką tylko się zajmować, która występuje u zwierząt? Brak tu człowieczeństwa, a tym bardziej szlachetności charakteru. 
Ale czegoż może potrzebować dla siebie trybik, który wczuł się w swoje miejsce w kapitalistycznej maszynie, która zaspakaja nie tylko istniejące potrzeby, ale marnując ludzkie życia i energię, wynajduje coraz to nowsze popędy do zaspakajania? 
Trybik potrzebuje być nasmarowany, by nie zardzewiał.
Owa maszyneria, do której przywykł, pozwala mu na jedzenie, seks i unikanie niebezpieczeństwa, daje mu smar, którym może się umorusać ku swej radości.
Ja Wam jednak mówię, że trybik powinien zardzewieć, i to zardzewieć nie z braków, ale z własnej woli. Powinien przestać być wołem co ciągnie za marchewką na kiju! Zardzewieć i własnowolnie usunąć się na  obrzeża, gdzie metal swój przetopić by mógł w sztabę uszlachetnioną zdobytymi rozmysłem uzdatniaczami. W ostrze przekuty następnie, co swą surowością hartowaną klingę mocną ma, na osełce rozumu ostrzoną. Rozłupać i złupić powinien tą maszynę, za to, że trybikiem kazała mu być, tłumiąc popęd co szlachetniejszych możliwości i w smarze topiąc jego moc.
System był, system będzie. A gdzie będzie? Będzie wszędzie. Nie pozwólmy na to!