O bogatym pijaństwie

czyli spowiedź fanki koncertów o wizycie w klubie...

 

klub-energy-2000-przytkowice.jpg

Sobota. Zamiast zagrzewać pierwszy rząd pod sceną, szykuje się na mini koncert w klubie nocnym. Nie wiem czego się spodziewać i to jeszcze bardziej mnie ekscytuje. Większość nastolatek w moim wieku, co tydzień zalicza party w owym klubie. Mnie to nigdy nie kręciło, gdyż zawsze wolałam zagrzewać pierwsze rzędy przy żywej muzyce.

Zrobiona, ubrana w dżinsy, adidasy (bo wygodnie się auto prowadzi), jakiś sweterek - wraz z koleżanką w glanach - ruszam. Pakujemy, szukamy tego klubu i widzimy. Moje oczy doznają szoku widząc jaka to melina. Melina na zewnątrz. Sypiąca się kamienica, okna zamalowane, zardzewiała brama… Pierwsza myśl: spieprzajmy stąd. Jednak zostajemy.

Wchodząc do klubu witają nas panowie ochroniarze. Troszkę dziwnie patrzą, jednak ja się im nie dziwię. Dwie panienki pomyliły kluby chyba. Pozostawiamy za sobą panów ochroniarzy i wchodzimy dalej. Tam przepiękny wystrój. Typowo klubowe elementy, jednak gdyby je zdjąć to mogłoby być ciekawe miejsce. Siadamy, zamawiamy drinki (ja bezalkoholowy bo kierowca) i obserwujemy.

Moje obserwacje głównie dotyczyły ludzi oraz ich zachowania. Zawsze rockowi ludzie byli postrzegani za pijaków, flejtuchów, brudasów nieumiejących się zachować na salonach. Bo na salonach przecież pełen savoir-vivre. Za takie salony, wśród młodzieży, uważa się owe kluby. Panie na szpilkach, wymalowane, zrobione… bez skazy. Panowie w lekko eleganckim stylu: marynarka, buty lakierkowe (jak to się nazywa nie mam pojęcia), wypsikani perfumami. O cudownych zegarkach nie wspomnę.

Tak ich obserwowałam. Ludzi idealnych i bez skazy obyczajowo-kulturowej. Mieli w dłoni drinki, kontemplowali, śmiali się i tańczyli. Po dwóch godzinach był to zupełnie inny obraz. Zaczęłam tęsknić za piwem, knajpą trzy ulice dalej, gdzie pachnie ziołami, kadzidłami i leci spokojna muzyka. Mianowicie obraz po dwóch godzinach kreował się dość skażony. Panie z 5 drinkiem w ręku, panowie łapiący, wkładający ręce gdzie nie trzeba. A taniec był raczej grą wstępną niż flirtem.

I w tym momencie pomyślałam: czym oni różnią się ode mnie? Osoby, która woli piwo, koncert  i przyznaje się do swojej nieidealności.  Oni na mnie patrzyli jak na intruza. Nie miałam szpilek, nie byłam pijana, nie tańczyłam nawet. Czułam jedynie zażenowanie i ich wyższość nade mną. Oni różnią się jedynie kłamstwem, które mają w sobie. Kreują się na idealnych i lepszych, bo bogatych. Jednak tak samo jak zwykły zjadacz chleba upijają się i zataczają. Jedyne czego mi żal to tgo idealnego makijażu u pań bez skazy… bo ładny był.

 

Na zakończenie pytanie do pań: Jak długo można malować się błyszczykiem? Zauważone w toalecie, że 3,5 minuty to mało. Na sam błyszczyk…

 

 

www.wypisana.pl