No bez jaj... ;) czyli Wielkanoc inaczej

Wiosna! Cieplejszy wieje wiatr... O tak, chciałoby się, człowiek już tu nogami przebiera od połowy marca, zaraz kalendarzowo powinna wiosna zacząć świat kolorować, a tymczasem...

 

... jakieś meteorologiczne nieporozumienie - zmasowany atak zimy.

Oczekiwanie na wiosnę budzi nadzwyczaj dużo emocji. Niektórzy na suwaczkach pod swoimi postami na forum ustawiają sobie odliczanie ile dni pozostało do wiosny, inni wykreślają daty w kalendarzu. My z tych, co lubią planować podróże. Tym razem miało być wiosennie i z dala od świątecznego rozgardiaszu - zaplanowaliśmy w tym roku wypad na Wielkanoc, co by zamiast w kuchni garami tłuc rodzinnie, błąkać się po zielonych łąkach. Już sobie wyobrażałam jak to cudownie będzie wygrzewać się w nieśmiałym jeszcze wiosennym słoneczku, tymczasem pogodynka sprowadza mnie na ziemię ogłaszając temperatury w okolicach zera i możliwe opady śniegu. Czyli co – plucha i wiatr zamiast cudownych spacerów? Mąż mnie pociesza, że może jeszcze warto „nacieszyć się” zimą tam gdzie jest szansa, że ten śnieg jak już spadnie, to chociaż ładny będzie, więc zamiast planowanych Mazur nasz wybór pada na Krynicę Zdrój. Jakby jednak pani pogodynka ze swoim lekko irytującym uśmieszkiem się myliła, to pokrywające się świeżą zielenią wzgórza też niczego sobie. A jeśli rzeczywiście zima jeszcze powalczy, to chociaż dzieciaki na sankach pozjeżdżają.

Szukaliśmy w necie jakiegoś klimatycznego hotelu, koniecznie ze strefą wellness i udogodnieniami dla dzieci. Ostatecznie wybraliśmy Mercure w Krynicy Zdrój skuszeni nazwą (magiczne trzy litery – SPA :)) i obietnicą masaży, sauny zwykłej i parowej, jacuzzi (jak to mówi mój 3,5-letni syn uwielbiający się w takowym pławić: „Mamo, idziemy do dżaka-kuzi?”. Mam wrażenie, że w jego pojęciu to coś na kształt miejsca, które nazywa się Dżak Kuzi :)) Chyba nawet skuszę się na solarium – chociaż sztuczną opaleniznę sobie zafunduję, skoro na prawdziwą przyjdzie mi poczekać do lipca... W tym celu przyda się tutejszy klubik dla dzieciaków, tak by dać sobie dosłownie chwilkę „sam na sam”. Ja z tych co uwielbiają spacery, oglądanie witryn sklepowych w poszukiwaniu nietypowych rzeczy oraz rozkoszowanie się rozmaitymi lokalnymi atrakcjami, do których zaliczam np. budki z goframi J. Mój mąż za to woli aktywniej wypoczywać, wiec pewnie będzie wstawał wcześniej i latał do obiadu po górach. A popołudnia i wieczory planuję spędzać całą rodziną na podgrzewanym basenie. Ot i zgodnie z moją specjalizacją – planowanie podróży i atrakcji, koncepcja wyjazdu jest.

Założenie jest takie, ze ma być miło i rodzinnie, bez względu na aurę, z mnóstwem niezapomnianych chwil. Wjedziemy kolejką gondolową na Jaworzynę (chyba że akurat będzie śnieżyca ;)), odwiedzimy kilka łemkowskich cerkiewek, a z dzieciakami wybierzemy się do Muzeum Zabawek i przytulnej księgarni dziecięcej. A przede wszystkim będziemy wypoczywać i pławić się w cieplutkim basenie. Tak więc mimo zagrożenia zimą cieszę się na takie wiosenne oczyszczenie, bo już mi małżonek zapowiedział, że dzieciakami się nawet czasem zajmie ;) i da mi taryfę ulgową, żebym mogła nacieszyć się zasłużonym i wyczekanym relaksem. Taka wypoczęta z chęcią zasiądę do malowania pisanek i nawet fakt, że moje latorośle będą bardziej umazane w farbkach niż jajka, mnie nie zdenerwuje – no bo co w końcu - farbki wodne zmywalne są, a ja będę całkiem zen.

W końcu wiosna to czas odrodzenia i odnowy, więc warto pozwolić sobie na odrobinę szaleństwa, wypiekanie pasztetu zostawić teściowej, a samej (z ewentualnymi przyległościami) wyskoczyć gdzieś w Polskę (lub dalej – ale to już temat na inny artykuł ;)).  A wielkanocnym jajeczkiem podzielić się bez ciśnień i pośpiechu. Wesołych Świąt!