Nieznośny ból jąder. Historia nieśmieszna...

Grzesiek, no wiesz, no ta prostata, no, no ale jak to się masuje?

 

Wszystko, co poniżej wydarzyło się naprawdę. Zmieniłem jedynie imię bohatera.

By rzecz lepiej pojąć i wejść w tak zwany kontekst, musicie najpierw poznać Krzysia. Krzysia czyli mojego przyjaciela.

Krzysztof jest człowiekiem “starej daty” choć jest jedynie kilka lat starszy ode mnie. Jego “dinozaurzyzm” wyraża się prostym i nieskomplikowanym rozumieniem dobra i zła. Wychowany w tak zwanej tradycyjnej rodzinie, jest nieznośnie przesiąknięty “tradycyjnymi wartościam”.

Prywatnie uważa, że współczesność straszliwie jest, cyt: “skurwiała”. Krzyś nie pojmuje takich kategorii jak oszustwo, przekręt, chamstwo więc żyje mu się bardzo ciężko.

Natomiast bliskie mu i znane terminy jak uczciwość, prawość, honor, godność, które dziś już nie istnieją, sprawiają, że Krzyś zdecydowanie nie radzi sobie w rozkosznej współczesności.

Jest Krzyś i takim idiotą, że nad życie kocha swoją żonę i dzieci. Sam może chodzić w jednych gaciach i w jednych butach. Np. by zapewnić finasową możliwość studiowania dorosłemu już synowi, potrafił pracować 100 godzin w tygodniu, żywiąc się przy tym bardzo nienachalnie...

Nota bene, po roku okazało się, że syn studia porzucił a Krzyś słał kasę na rozkoszne, szampańskie życie syna i jego młodej donny. Dziś matki krzysiowego wnuczka...

Poznałem Krzysia w pracy i wspólnie przepracowaliśmy kilka lat, do mojego wypadku. Wymienialiśmy się zmianami, często on zastępował mnie a ja jego. Razem poznawaliśmy rozkosze nowej rzeczywistości, nowego kraju, w którym przyszło nam żyć. Zawsze mogłem i mogę na niego liczyć. I on na mnie też.

Bywało, że dzieliliśmy się chlebem. Dosłownie. Bo i jego i moje początki tu, do łatwych nie należały...

Dziś wiemy o sobie bardzo dużo. Można rzec, że znamy się jak łyse konie. A ja bardzo go cenię i, po ludzku, lubię. Porządny gość i tyle. Rzadkość. Wielka rzadkość.

A do tego, wystawcie sobie, czerwony jak cholera. Sam nie wiem jak to możliwe, by taki burak był moim przyjacielem...

Mniej więcej półtora roku temu, Krzysztof zwierzył mi się, jak chłop chłopu. No, że go boli. Bywa, że bardzo... No i cóż mogłem mu poradzić? Trza iść do doktora. I to szybko.

Kilka dni go przekonywałem. Bo dla Krzysia pójście do lekarza z bólem jąder, było czymś niewyobrażalnym. A jak lekarz będzie kobitą?

Pomogłem mu w podjęciu decyzji, sprawiłem, żeby lekarz był chłopem i...

I musiałem z nim iść. Krzyś wpadł na pomysł, że jestem jego kuzynem, a towarzyszę mu jako tłumacz... Bo niby, że on nic a nic po angielsku nie kuma...

W poczekalni Krzysztof stawał się coraz mniej rozmowny, za to, coraz bardziej jęczący i czerwony. Toczył heroiczny bój wewnętrzny, który byłby przegrał niechybnie, gdyby nie ból. Przy tym Krzyś nie siedział, bo nie mógł, tylko stał. Dzielnie i mężnie nad wyraz...

Pan doktor, gdy poznał cierpień krzysiowych miejsce i charakter, zasępił się wielce. Mruczał ucznie, w klawiaturę stukał. Zdziwiło mnie niepomiernie, że nie wykazywał żadnej ochoty by klejnoty krzysiowe obejrzeć. Widać wystarczyło mu, kiedy pacjent oświadczył, że i owszem, są spuchnięte i... I jakieś, no tego, cokolwiek większe niż miał Krzyś przez swe całe życie...

Wizyta skończyła się dokładnie na niczym, poza krzysiowym stresem i poczuciem pohańbienia. Uczony doktor zaordynował paracetamol i... I nakazał jąder pilną obserwację... Tyle!

Mijały tygodnie. Krzyś już nie mówił. Jedynie jęczał...

I te przyjaciela męki niewymowne nakazały mi działanie. Krzyś do żadnych nie był już zdolny.

Koniec końców znalazłam się z nim u innego, uczonego “dochtora”.

Ten, po zebraniu wywiadu, wziął Krzysia za parawan... Co się tam działo, nie wiem. Wiem za to, że przyjaciel wył jak źle i długo zarzynane prosię...

Ale...

Ale koniec końców pan dochtor powziął działania. Zaordynował paracetamol i zdecydował się wprowadzić antybiotyk o szerokim spektrum działania. Bo diagnozy nie był, mimo jąder uciskania, w wyniku swej uczonej wiedzy głębokiej, w stanie postawić...

Mijały tygodnie. Krzysztof wył, i nie mógł znaleźć bielizny, która by toto pomieścić mogła...

Żarł antybiotyk i paracetamol, nie spał, nie chodził, nie leżał ani nie siedział. Był jednym cierpieniem.

Znalezienie się z Krzysiem u kolejnego lekarza wcale nie było proste. Ale dziś nie o tym.

Ten trzeci, ujrzawszy to, co Krzyś nosił w majtach, westchnął i oczy wytrzeszczył. Uczenie stwierdził, że pacjent wymaga jednak skierowania do specjalisty. Od początku krzysiowych cierpień minęło już pół roku...

Krzyś wył... Czekał na termin wizyty u specjalisty. Żarł antybiotyki (już trzy na raz) i oczywiście paracetamol.

Po kolejnych dwóch miesiącach uczenie obejrzał go specjalista. Uczenie też powiedział, że nie wie co krzysiowym jądrom dolega. Ale... Ale zaordynował kolejne dwa antybiotyki, które polecił spożywać wraz z poprzednimi trzema(!) i zlecił tomografię klejnotów. Na tak zwane cito, czyli... Czyli za sześć tygodni...

Krzysztof skurczył się, zmalał, poczerwieniał. Włosy porastały jedynie boki jego czaszki uciesznie stercząc. Wyglądał jak gnom. Ginął w oczach...

Na wyniki tomografii Krzysztof czekał kolejne dwa tygodnie a na kolejną wizytę u specjalisty, kolejny miesiąc....

I... I tomografia NIC NIE WYKAZAŁA. Nie wiem jak to jest możliwe? Krzyś się załamał. Ja też...

Ponieważ tomografia nic nie wykazała, dochtor-specjalista zafrasował się okrutnie. Wszak widział to, co widział.  I przyszedł był do pewnego wniosku...

Zainteresował się poważnie życiem seksualnym Krzysia. Tyle, że od ponad roku życie seksualne Krzysia nie istniało a poprzednio nie było zbyt nachalne...

Kiedy dochtor-specjalista zaczął zadawać Krzysiowi pytania ten doznawał oczu wytrzeszczu i rozumu pomieszania. Bo on zwyczajnie nie wiedział o istnieniu czegokolwiek innego niż, no, eee, tego...

No, że po bożemu...

I kiedy dochtor-specjalista zalecił mu masaż prostaty przy użyciu żony, Krzysztof eksplodował! Zwyzywał uczonego od najgorszych, karą bożą przestraszył i, z plugastwami na ustach, gabinet uczonego opuścił.

Niewiele brakowało by biedak zawału dostał. Czerwony jak burak sapał, pomstował, od zboczeńców wyzywał. Dostał normalnego szału.

Pomijając wszystko. Krzyś o istnieniu prostaty wiedział. I owszem. Ale nigdy nie przypuszczał, że tam się ona znajduje...
Przecież, mówił mi po kilku dniach, gdybym ja coś takiego kobicie powiedział to ona by oszlała i z domu wyszła. Albo by mnie zabiła jak zboczoną świnię...

Ale wszystko to jądrom krzysiowym nie pomogło.

Czy ktoś ma świadomość, że chłop już od ok. roku tak okropnie cierpiał? Bywało, że z bólu normalnie mdlał. Wył już, nie jęczał.

No i...

No i dostał list od dochtora-specjalisty, że ten już go leczyć nie będzie bo... Bo pacjent odmówił leczenia!

Za pomocą kilku telefonów i presji z mojej strony przyjaciel znalazł się w Polsce. U normalnego urologa. Ten, na pierwszej wizycie, postawił diagnozę i nie uwierzył Krzysiowi, kiedy mu powiedział, że “leczy się” już od ponad roku.

A Krzysztof zapadł był na prostackie (nomen omen) zapalenie jąder. Rzecz szybko zdiagnozowana da się wyleczyć bez problemu. Niestety, jak ktoś ma pod górkę, to ma....

W naszym przypadku powstała bardzo poważna wątpliwość, czy pacjent będzie, no, tego, nooo. Czy będzie jeszcze mężczczyzną, że tak powiem, pełnowartościowym...

By to sprawdzić trzeba było m.in. przebadać krzysiowe nasienie.... A wiecie jak to się robi? No tak. Wy wiecie... Ale Krzyś nie wiedział...

Jak on to przeżył, opisywał nie będę. Użyjcie wyobraźni... Krzyś, naczynko, parawanik...

Koniec końców cierpienia pacjenta się zakończyły. No prawie...

Okazało się, że najprawdopodobniej w wyniku zżarcia przez przyjaciela tony ordynowanych przez dochtorów antybiotyków i tony środków przeciwbólowych, chłopina nabawił się dystrofii szpiku kostnego. W każdym razie ponadroczne “leczenie” jąder w dystrofii tej ma swój poczesny udział.

Ale przyjaciel twierdzi, z absolutną pewnością, że ewentualny przeszczep szpiku to jest betka.

Byleby nigdy już nie musiał chodzić za parawanik...

A kilka dni temu zadzwonił do mnie z pytaniem...

- Grzesiek, k...wa, no wiesz, no ta prostata, no, no ale jak to się masuje...

Widać, że wraca do zdrowia!

I bardzo mnie to cieszy.