Niezbadane, magiczne labirynty Miłości - szkic paralingwistyczny

Dedykuję ten refleksyjny artykuł Janowi Stasicy zainspirowany jego fascynującm tekstem “Fenomenologia wartości. Miłość.”

 

974ad7ec2c787ffbd4ba58a2b86a2c43.jpg

“Bez miłości oddech to tylko tykanie zegara” - z filmu Equilibrium
“Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość” - Bolesław Prus, Lalka

*

 

eeeaffbd2a98acae4bb06359a4b28414.jpg 

Wszystkim gorąco polecam tę książkę, napisaną przez człowieka, który w trakcie jej pisania dzielnie i z godnością walczył  z nieuleczalnym nowotworem. Hitchens - niedościgniony mistrz angielskiego słowa - z rzadko spotykaną erudycją, pokorą ale i z humorem pisze o przemijaniu, przyjaźni i przede wszystkim o miłości...

Czytając ostatnio autobiografię wybitnego anglo-amerykańskiego dziennikarza, publicysty i eseisty, mojego mentora, niedawno zmarłego, nieodżałowanego Christophera Hitchensa  “Hitch 22”  moją szczególną uwagę przykuł wypełniony pikantnym humorem rozdział, w którym autor opisuje zakrapiane... a raczej inspirowane alkoholem młodzieńcze słowno-literackie bachanalia, w których towarzyszyli mu jego - jak to krótko, pięknie i obrazowo określają Rosjanie - “собyтыльники“ (i to jacy): Martin Amis, James Fenton i Salman Rushdie. Ta gra słowna polegała na zamianie rzeczownika “love” zwrotem “hysterical sex” w typowych zwrotach angielskich bądź w tytułach słynnych piosenek, utworów literackich i filmów. Nadmienię, że opisane przez Hitchensa wydarzenie miało miejsce na długo przed pojawieniem się kultowego serialu amerykańskiego “Sex in the City”.

Wyszły z tego genialnie przezabawne kombinacje/transformacje :

“Hysterical Sex in the Time of Cholera”
“Hysterical Sex Is All You Need.
“Hysterical Sex will Keep Us Together”
"Stop in the Name of Hysterical Sex."

Właściwie można się w to bawić bez końca:
"Make love, not war"
"The Power of Love"
"Love and Other Disasters"
"I Want to Know What Love Is"
"It's Only Love"
"Endless Love"
"That's The Way Love Goes"
"How Deep Is Your Love"
"Can You Feel the Love Tonight?"
“Love story”
"All Out Of Love"
"Punch-Drunk love"

Jako eksperyment językowo-obyczajowy proponuję uproszczoną polską wersję tej gry słownej korzystając z przykładów z naszego rodzimego podwórka:
“Miłość ci wszystko wybaczy”
"Krótki film o miłości"
"Gdy bieda do drzwi zagląda, miłość kominem ulata"
"Miłość rośnie w nas”
"Miłość wszystko zwycięża"
"Nie igraj z miłością"
"Miłość jest jak narkotyk"... czy graniczące z absurdem możliwości jakie po podobnej zamianie dają powszechnie znane i używane wyrażenia: "stara miłość nie rdzewieje", "miłość od pierwszego wejrzenia" czy "miłość platoniczna"…

*

Odnoszę nieodparte wrażenie, że pojęcie miłości stopniowo ulega powierzchownemu kultowi konsumpsjonizmu/komercjalizacji i - nazwijmy to po imieniu - dewaluacji i jednowymiarowości... i to nie tylko wśród ludzi bardzo młodych. Wydajemy się nie rozumieć bezmiaru ukrytych subtelności tego bezcennego, najpiękniejszego we wszystkich językach świata magicznego słowa, które od zarania dziejów było i jest symbolem bezinteresowności, prawdziwą skarbnicą wartości moralnych i być może nie zawsze wyrafinowanego nie mniej jednak piękna... niewyczerpanym źródłem szczęścia, inspiracji i cywilizacyjnego postępu.

Dzisiaj na ulicach Nowego Jorku cześciej słyszę pretensjonalnie podniosłe i pełne pokazowego uniesienia: "I love this coffee", "I love that movie",  "I love your Ipad", "I love your hairdo", "I love your new car", "I love your handbag/shoes"…niż międzyludzkie..."I love YOU". Czyż nie nadszedł czas najwyższy aby to słowo zdematerializować/zhumanizować? Rzecz - nawet najpiękniejsza -  nigdy nie powinna przesłaniać człowieka.

Niedawno podczas skromnego domowego party wydanego dla koleżanek i kolegów z pracy goście - albo z braku tematów do rozmowy albo z tradycyjnej i czasami sztywnej rutynowej amerykańskiej grzeczności - ponad kwadrans zachwycali się sukienką mojej żony obsypując ją mniej lub bardziej szczerymi komplementami z użyciem/nadużyciem zwrotu "I love". Jakaż była ich konsternacja, gdy - trochę tym wszystkim zirytowany - delikatnie przerwałem ten rytuał zwracając się czule do żony : "Honey, you're beautiful and lovable even without this dress...". Moja żona - niczym biblijna Ewa z lekka się uśmiechając i kompletnie zapominając o sukience - w lot zrozumiała intencje moich słów...i to bez znajomości poezji Boya-Żeleńskiego :-).

Przyznam się wam, że ta spontaniczna, naładowana emocjonalnym podtekstem, filuterna iskierka zmieniła nastrój i kontekst tego niezapomnianego wieczoru... Oboje z żoną  - wpatrzeni we wskazówki zegara - nie mogliśmy się doczekać momentu kiedy ostatni gość opuści progi naszego domu...

Miał rację Antoine de Saint-Exupéry mówiąc: “miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku.”

 

311dcde34c3316418e2d439c627fa26a.jpg