Niewolnice i niewolnicy w Polsce

W dzisiejszych czasach to niewiarygodne, ale i smutne.

 

171cb723bfb1d6d0867a86cc929bfc5c.jpg

Niewolnictwo kojarzy się zwykle z kajdanami, łańcuchami i batem. Zazwyczaj sądzimy o nim, że funkcjonowało ono dawno, dawno temu, kiedyś tam lub istnieje bardzo, bardzo daleko, gdzieś tam. Jesteśmy więc mocno zszokowani, gdy przekonujemy się, że jest ono tu i teraz, rzeczywiste i bardzo namacalne. Nie zawsze w przypadku niewolnictwa bat jest ze skóry i nie zawsze kajdany są z żelaza ale wyzysk człowieka przez człowieka jest prawdziwy. Prawdziwa jest też koszmarna chciwość wyzyskiwaczy i strach wyzyskiwanych. Strach przed wpadnięciem w otchłań biedy i patologii wpycha ich w ramiona, czy może raczej w łapy wyzyskiwaczy. 

Płaca minimalna to w naszym kraju umiłowanym 1034,32 zł na rękę i za tyle zatrudniane są szwaczki, sprzątaczki, ochroniarze. Nie jest to może żadne szaleństwo ale nie brakuje chętnych do takiej pracy, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach. Dla niektórych pracodawców jednak, nawet płacenie tego minimum jest nie do zaakceptowania, tym bardziej, że muszą płacić od tego ZUS i podatek. Zmuszają więc pracownika, żeby po roku pracy rejestrował się fikcyjnie jako bezrobotny, a fizycznie nadal pracował w ich zakładzie w zamian za obietnicę ponownego zatrudnienia. Można się domyślić jak wygląda taka rozmowa między pracodawcą, a pracownikiem, jakie argumenty i szantaże są w użyciu. Jeżeli pracownik się na proponowane warunki nie godzi inni już czekają. W małych miasteczkach jednak ludzie są tak zdesperowani, że zazwyczaj się godzą. 

Przez pół roku pracodawca płaci pracownikowi tylko różnicę pomiędzy płacą minimalną, a zasiłkiem – nieoficjalnie. Nie płaci ZUS-u, ani podatku. Wychodzi więc na to, że ma pracownika prawie za darmo i nawet go nie musi żywić – bardzo wygodne niewolnictwo. Państwo w ten sposób świadomie lub nie wspiera pracodawcę. Zamiast płacić zasiłek bezrobotnemu, obniża koszty wyzyskiwacza. 

Oczywiście nie mogłoby się to odbywać bez cichej akceptacji Powiatowych Urzędów Pracy, które oficjalnie narzekają na brak inspektorów do monitorowania pracodawców ale tak naprawdę pragną tylko spokoju. Jest im na rękę fikcyjny ruch w interesie i dobrze wygląda w statystyce, że co jakiś czas iluś tam bezrobotnych znajduje zatrudnienie. 

Co robi w tej sprawie państwo? – państwo przymyka oczy, zasłania się brakiem funduszy i inspektorów; udaje, że pomaga ale tak naprawdę chodzi mu tylko o statystykę,  nieważne że ludziom żyje się coraz gorzej, że różnice w zarobkach są coraz większe, wszystkie dane można przecież uśrednić, a statystyczny Polak zarabia średnio 3.597,84 zł, teraz państwo jest zaaferowane wyborami i walką o władzę, właściwie nie robi nic; 

Co robi rząd? – rząd walczy o ... następną kadencję, sprawy zwykłych ludzi ma gdzieś, a sprawy biednych ludzi – jeszcze głębiej; rząd umywa ręce od wszystkiego i nie robi na wszelki wypadek nic, myśląc że w ten sposób najmniej sobie zaszkodzi. 

Co robi opozycja? – największa partia opozycyjna cały czas pogrążona jest w żałobie po Lechu Kaczyńskim, tylko ataki personalne na członków rządu czasami tę żałobę przerywają, problemy ludzi interesują opozycję tylko wtedy, gdy mogą przy ich pomocy zaatakować przeciwników. 

Co robi otchłań? – otchłań czeka i ..... jak niedawno napisał darkwater, czasami się uśmiecha.

 

 

 

Inspiracją do napisania tego tekstu natchnął mnie artykuł Joanny Solskiej pt. „Płace bardziej głodne niż godne” z Polityki nr 25 (2812), który zresztą traktuje opisane sprawy bardzo oględnie. Zdecydowanie zbyt oględnie, bo w tym wypadku trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Niewolnictwo jest niewolnictwem.