Nieodebrane wygrane - kolejna akcja PR Totalizatora Sportowego

Łatwość z jaką media ulegają marketingowej „propagandzie sukcesu” Totalizatora Sportowego jest zaiste zadziwiająca i zastanawiająca. Mamy kolejny przykład:

 

Przemysław Stasz, specjalista w Zespole PR i Komunikacji Totalizatora Sportowego cytowany w  artykule Krzysztofa Kalkowskiego pt. „Prawie milionerzy. Co się dzieje z  nieodebranymi wygranymi w Lotto?”  opublikowanym 3 marca powiedział w portalu Wiadomości24 m.in. Celem Totalizatora Sportowego w zarządzaniu pulą nieodebranych wygranych jest zapewnienie mechanizmu powrotu pieniędzy do grających, w jak najkrótszym czasie i maksymalnym stopniu. Stąd też opracowany został mechanizm gwarantowania i dokładania do puli w Lotto - środki na te cele pochodzą m.in. właśnie z puli nieodebranych wygranych. Jeśli np. w gwarantowanej puli 2 mln zł Lotto zabraknie części pieniędzy, to są one dopłacane właśnie z nieodebranych wygranych. To samo dotyczy dopłaty do określonego poziomu puli” 

Czy to prawda, a może pół, lub nawet ćwierć prawda?

 Przyjmijmy, że prawdziwa jest podana w artykule wartość nieodebranych wygranych: około 3 procent wszystkich wygranych i zobaczmy jak to wyglądało w roku 2011 w oparciu o monitorowane dane o sprzedaży i wygranych, w grach Totalizatora Sportowego.

 Zacznijmy od LOTTO, czyli dla starszych graczy wciąż Dużego Lotka, który generuje około połowy przychodów Totalizatora:

Łączna sprzedaż, czyli suma wpłaconych przez graczy stawek  w tej grze w roku 2011 to prawie 1 miliard 600 milionów złotych. Zgodnie z regulaminem gry na wygrane powinno i zostało  przeznaczone  51 procent tej kwoty, czyli około 815 milionów złotych. Jeżeli gracze faktycznie nie odebrali 3 procent wygranych, to nie odebrali około 25 milionów złotych. A ile z tej kwoty do nich wróciło dzięki „mechanizmowi gwarantowania i dokładania do puli w Lotto”?

 Zgodnie z regulaminem gry ten „mechanizm” to gwarancja uzupełnienia puli głównej wygranej  (czyli na trafione „szóstki”)  do 2 milionów złotych w edycjach bez kumulacji tej puli, jeżeli jest ona faktycznie mniejsza (tu przypomnienie: do puli na „6”  trafia 44 procent ogólnej puli na wygrane  w edycji). Takie uzupełnienie puli do 2 milionów miało miejsce w 2011 roku, po razie,  czterokrotnie:     w lipcu, sierpniu, listopadzie i grudniu – łącznie na kwotę nieco ponad 2,5 milionów złotych.

 Mimo braku regulaminowej podstawy i z powodu lekkomyślnej zmiany regulaminu, zmniejszającej procentowy „przydział” z ogólnej puli wygranych na pule najniższych stopni - uzupełniał też Totalizator trzykrotnie pulę na „czwórki”: dwukrotnie w październiku i raz w listopadzie – na łączną kwotę nieco mniej niż 1,9 milionów złotych. Razem, w tych dwóch przypadkach dołożył do wygranych nieco mniej niż 4,4 milionów złotych, czyli mniej, niż 20 procent tych pieniędzy, których zapominalscy i roztargnieni (a bywa, że już nieżyjący)  gracze w Lotto nie odebrali.  Zatem zapewnienia pana  Stasza o tym, że „mechanizm” „ma na celu zapewnienie powrotu pieniędzy do graczy w maksymalnym stopniu” w grze Lotto można spokojnie włożyć pomiędzy bajki.

 Może więc pieniądze wróciły do graczy w innych grach?

 Na pierwszy rzut oka można by podejrzewać o to grę Multi Multi – drugą na liście przychodów Totalizatora, w której gracz, który obstawił 10 liczb i wszystkie trafił, oprócz wygranej „z tabelki” dostaje od 2009 roku także „bonus” – dodatkową, czasem całkiem wysoką, milionową premię. Jednak jej pochodzenie szybko wyjaśnia paragraf 19 punkt 1 regulaminu, stwierdzający, że kwota „bonusu” pochodzi z 1 procenta odpisu od sumy stawek wniesionych przez graczy w edycji i nie ma nic wspólnego z pieniędzmi z nieodebranych wygranych.

 Natomiast w regulaminach pozostałych gier: Jokera i 5-cio minutowe Keno ani też loterio-gry Kaskada nie ma ani słowa o uzupełnianiu jakichkolwiek pul pieniędzmi z nieodebranych wygranych. Nie ma też o tym ani słowa w komunikatach Totalizatora Sportowego na stronie lotto.pl.

 Jeżeli przyjąć, że we wszystkich pozostałych grach, poza Lotto, gracze nie odebrali jakieś 20-23 milionów złotych, czyli łącznie około 45 – 48 milionów złotych, to to, co do nich wróciło tylko i wyłącznie w grze Lotto  – to jest mniej, niż 10 procent  tego, co powinno.

 A jak to było onegdaj?

 Ekstra kasę z nieodebranych wygranych Totalizator miał od zarania swojego istnienia – zapominalskich nie brakowało nigdy. Ale w czasach „przedlottomatowych”, gdy wygrane były wyszukiwane ręcznie, nie brakowało też  reklamacji graczy i wypłaty z uznanych były dokonywane właśnie z funduszu wygranych nieodebranych. Radykalnie zmieniło to uruchomienie systemu elektronicznego przyjmowania zakładów, który zupełnie wyeliminował sprawdzanie ręczne kuponów, wobec czego reklamacje spadły praktycznie do zera. Zatem w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych nieodebrane wygrane zaczęły finansować nagrody rzeczowe w Zakładach Specjalnych: samochody, sprzęt rtv  i agd. Potem jednak obfitość tych dóbr, dostępnych normalnie na rynku spowodowała zmniejszenie atrakcyjności nagród rzeczowych  i wobec tego także atrakcyjności gry i stopniowe jej wygaszanie. W pierwszej połowie minionego dziesięciolecia nieodebrane wygrane były więc po prostu dodatkowym zyskiem Spółki, czego na wszelki wypadek specjalnie nie reklamowano. Do idei zwrotu – jak widać wbrew marketingowemu pijarowi jednak bardzo ograniczonego wróciły dopiero ostatnie zarządy Totalizatora.

 A jak mogłoby być?

 Skoro Totalizator chciałby naprawdę pieniądze z nieodebranych wygranych oddać graczom, to jest na to prosty sposób: należałoby pomyśleć o tych najwytrwalszych, systematycznie grających i ufundować jakieś ekstra premie z tym związane, np. za ilość dostarczonych do Totalizatora zagranych, ale „przegranych” kuponów z kolejnych edycji. O takich premiach mówiło wielu graczy, z którymi miałem do czynienia. Można by też po zamknięciu i rozliczeniu roku urządzić specjalne edycje gry z podwyższonymi pulami wygranych – ze środków z tych nieodebranych. I dopiero wtedy pan Stasz mógłby mieć czyste sumienie, uprawiając taki PR jak obecnie.

 Co jest w tym najgorsze?

 Otóż wbrew pozorom nie to, że pieniądze z nieodebranych wygranych nie wróciły do (innych?) graczy – ci co się po kasę zgłosili - to ją dostali. Najgorsze jest to że Totalizator manipuluje swoją klientelą, wciskając marketingowy „kit” i wykorzystuje do tego media i  - niestety – nierzetelnych dziennikarzy. Przecież autor artykułu chcąc zachować rzetelność dziennikarską w prezentowaniu tematu powinien uzyskać i podać do wiadomości konkretne, chociażby zgrubne dane: zarówno  jaka jest ogólna kwota nieodebranych wygranych, jak i ile z niej wróciło do graczy – bo to dopiero byłoby właściwym tłem, dla wypowiedzi pana Stasza. Być może zresztą okazałoby się, że proporcja procentowa nieodebranych do wszystkich wygranych jest inna, a autor źle policzył.

A tak wyszedł  reklamowo – marketingowy artykulik, którego celem było – jak się wydaje – nie tyle rzetelne poinformowanie czytelników, co przypomnienie o kumulacji i zachęcenie ich do udziału w najbliższej edycji gry. Przypomnienie i zachęcenie zresztą też z podaniem nierzetelnych informacji - ponieważ Totalizator systematycznie zawyża pulę spodziewanej głównej wygranej i tak też było ostatecznie w edycji 3 marca. A o tym, że faktyczna wygrana będzie o 10 procent podatku niższa – to już nawet nie tylko autor artykułu, ale w ogóle mało który z dziennikarzy napisze – to taki, nie ostatni, tryumf  PR Totalizatora nad mediami i rzeczywistością.