Niemy krzyk, wymowna cisza

- recenzja spektaklu "Burza" Mai Kleczewskiej.

 

„Burza” to kolejna sztuka Mai Kleczewskiej wystawiona w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.

Szokująca, kontrowersyjna, chwilami wulgarna i obrzydzająca. Rzeczywistość pomieszana zostaje ze światem fantazji, ze skrajności przechodzimy w drugą skrajność i choć większość przedstawienia to improwizacja, główne postaci i motywy pozostają w zgodzie z dramatem Shakespeare’a.

e-teatr.pl3.jpg

Sztuka rozpoczyna się od zapoznania widzów z bohaterami, którzy zasiadają wspólnie przy weselnym stole Mirandy i Ferdynanda. Prospero, ojciec Mirandy, pozbawiony tronu przez swego brata Antonia, wspomaganego przez Alonsa – króla Neapolu, ojca Ferdynanda, zapoznaje widzów z historią swojego nieszczęścia. Oprócz nich przy stole zasiada matka Mirandy, która ma romans z zięciem, przy ścianie stoi Kaliban a wokół gości krąży Ariel, duch.

Głównym przesłaniem spektaklu jest rozliczenie się z przeszłością. Przeszłością, która wprowadza w obłęd i poczucie lęku, która wywołuje piekielne stany psychiczne, zmusza do zemsty przywracającej ład na wyspie. Przeszłością, która powoduje dramat jednostki.

e-teatr.pl2.jpg

Bohaterowie spektaklu obnażają swoje skrywane emocje poprzez krzyk i brutalność. Czasami po to, aby się otworzyć i ukazać swoje prawdziwe oblicze potrzebują alkoholu. Chwilami zachowują się jak zwierzęta, dając upust swoim instynktom. Obrzucają się błotem i jedzeniem, polewają się szampanem, wyzywają się, przeklinają, szarpią. Ludzka fizjologia i głupota przeplata się z mądrością i obrazem oddziałującym na zmysły.

Miranda, młoda, piękna córka Prospera pragnie wyzwolenia i jak większość postaci w sztuce czeka na miłość. Pierwsze spotkanie z Ferdynandem to nie romantyczny spacer czy wzajemna fascynacja, wręcz przeciwnie. Miranda pożera partnera, ssie jego brodę i usta, pochłania go, wydając przy tym najróżniejsze dźwięki. Ferdynand wyjmuje z buzi Mirandy wcześniej pogryzione przez nią jedzenie i smakuje upajając się więzią jaka tworzy się między nimi, co budziło w widzach spory niesmak. Piją sobie wodę z ust, oddają się rozkoszy głośno przy tym krzycząc.

83b2cdf9ba6722a991f9a3aadf293204.jpg

Bohaterowie sztuki nie chcą być samotni. Matka Mirandy również pragnie bliskości, oddaje się mężczyznom by choć przez chwilę poczuć się potrzebną. Na końcu zdziera z siebie ubranie i przyznaje się do błędów jakie popełniała, zdaje sobie sprawę z niegodziwych czynów.

W spektaklu dostrzec można dużo metafor i symboli. Pies, owczarek niemiecki rzucający się na aktora symbolizuje zapewne traumatyczne wspomnienia, przeżycia, z którymi trzeba walczyć. Woda jest symbolem oczyszczenia. W deszczu toną Antonio i Ferdynand w scenie ich pojednania. Oczyszczeniem jest również tytułowa „burza”. Pod koniec spektaklu, wiatr, głośna muzyka i piasek wdzierający się widzom do oczu skutkuje ustaniem krzyku i obłędu w jaki popadli bohaterowie.

burza2-bnalazek.jpg

Dużą rolę w przedstawieniu odgrywa cisza, jakże znacząca. Niektóre sceny, w których nie występuje żaden dialog czy monolog, są bardziej zrozumiałe niż te ubrane w słowa.

Chylę czoła aktorom, którzy bez wątpienia podołali wyzwaniu jakim była wizja Mai Kleczewskiej.

Nadmiar środków ekspresji, środków wyrazu jest nie do opisania. Cały ten nastrój budowany poprzez muzykę i scenografię, przeraźliwe wołanie o pomoc, wyganianie z duszy złych demonów, emocji – to rzeczy, których nie można ująć słowami. Ostrzegam jednak, że jest to sztuka dla widzów o mocnych nerwach, dla widzów, którzy szukają nowatorskiego spojrzenia na świat, jak również i dla tych wymagających.

6cba3b0b7c65eeaa5504a8bb732fc4c9.jpgFOTO: e-teatr.pl