Niedaleko Raju...

.. może się czaić Piekło

 

 

dsc-0056-small.jpg

 

Już dawno temu przekonałem się, że świat mnie otaczający jest tylko złudzeniem i często łapałem się na tym, że mylę sen z jawą. 

Opowiadanie

Późnym wieczorem.

Zdezorientowany i głodny siedziałem na dworcowej ławce  i czytałem, po raz któryś,   list od nieznajomej osoby. Zapraszała mnie na dzień do Nałęczowa. Wszystko na mój przyjazd - jak wyczytałem - przygotowano. Zamówiona taksówka zawiezie mnie do hotelu „Raj”. Załączono też bilet PKP  i fotkę kota.. 

 OK! Więc pojadę… a co mi tam. Lubie tajemnicze wyzwania.  Do  Raju! Przecież:  na bal i do Raju nie zapraszają nas często. Codzienne Piekło jest nam chyba bliższe.   

Przypomniałem też sobie jakiś fragment wiersza: „Wieje ze wschodu. Mgłą zachodzi niebo. Coś wisi tajemniczego w powietrzu. Dokładnie nie wiem co się szykuje. Lecz nie pierwszy raz się to zdarzy, tak czuję.” Poczułem dreszczyk odkrywcy ...

W dworcowym sklepiku kupiłem bułkę z serem i niegazowaną wodę. Po chwili nadjechał pociąg. Odnalazłem swoje miejsce a  po wizycie konduktora, wsłuchany w stukot kół i wpatrzony w ślepia kota z fotki dołączonej do listu , zapadłem w głęboki sen:

Stuk.. Stuk…Puk... Puk... To ja .. pojawiam się i znikam… To ja Zjawa 

 I jak często się zdarza podczas podróży pociągiem, stukot kół powoli ucichł i usłyszałem głos... kobiecy głos;

 Więc uważasz, że istnieje Raj i Piekło? Dualiści... ech!, wy zabobonni nieszczęśnicy. Uwielbiacie cierpieć!? Wymyślicie Piekło! Ale skup się i zapamiętaj:

Cierpienia nie zsyła ludziom Bóg, lecz to oni sami zadają je sobie, a także bliźnim. Ale to nie wszystko. Cierpienie, które dotyczą ludzi,  jest także dziełem pewnych mechanizmów obronnych, którymi Ziemia jako żywy, inteligentny organizm posługuje się, aby uchronić się przed nawałą ludzkiego szaleństwa. Wszelkie kataklizmy pogodowe to tylko ostrzeżenia Ziemi. Ona potrafi, gdy przyjdzie odpowiedni czas, jednym ruchem posprzątać..... z najbardziej ją niszczących pasożytów ... z was ...ludzi.

 Na świecie przybywa jednak ludzi, którzy osiągnęli już taki poziom świadomości, że nie muszą dalej cierpieć. Bardzo możliwe, że uda ci się  i będziesz należał do ich grona.

Ale nie pomyl dróg. Oświecenie wycierpiane dokonuje się w ten sposób, że do "królestwa niebieskiego"  zostajesz wtrącony siłą, chociaż gryziesz i kopiesz. W końcu się poddajesz, ponieważ ból staje się nieznośny, ale zanim to nastąpi, może cię boleć bardzo, bardzo długo.

Gdy natomiast świadomie wybierasz drogę ku oświeceniu... to wyzbywasz się przywiązania, które dotychczas wiązało cię z przeszłością i przyszłością. Twoje życie będzie wtedy ogniskować się odtąd w teraźniejszości... akceptujesz to co jest. Ból przestaje ci być potrzebny.

Na pozór wydaje się, że ludzie mogą wybierać drogę życia bez cierpienia, lecz to czyste złudzenie. Póki  życiem kieruje umysł, podążający głęboko wyjeżdżoną koleiną przyzwyczajeń, póki jesteś swoim umysłem, jaki masz wybór? - żadnego... kochany... żadnego.

 Zrozum. Zgoda na cierpienie jest podróżą w śmierć. Spotykając się z głębokim bólem, pozwalając mu zaistnieć — świadomie wkraczasz w śmierć. A kiedy już taką właśnie śmiercią umrzesz, stwierdzasz, że śmierci nie ma - nie ma więc czego się bać. Tylko ego umiera.

Powiedzenie, że „odnalazłem Boga cierpiąc” jest złudzeniem, jak bowiem można odnaleźć coś, czego nigdy się nie utraciło? Słowo „Bóg" ma zbyt wąski sens - nie tylko z powodu tysięcy lat wypaczeń i nadużyć, jakim je poddawano, lecz i dlatego, że zdaje się kryć za nim jakiś odrębny byt, który nie jest tobą.

Tymczasem Bóg jest samym Istnieniem, nie zaś Istotą. Nie ma tu żadnej relacji podmiotowo-przedmiotowej, żadnej dwoistości, żadnego rozziewu między tobą a Bogiem. Świadomość, że Bóg istnieje, to najbardziej naturalne zjawisko pod słońcem.  Zdumiewające i niezrozumiałe wydaje się nie tyle to, że człowiek zdolny jest uświadomić sobie istnienie Boga, ile właśnie fakt, że go sobie nie uświadamia…

 Zjawa zamilkła. Obudziło mnie głośne chrząkniecie. Konduktor uprzejmie mnie zawiadomił, że za chwilę będziemy w Nałęczowie. Lekko zaspany zabrałem z przedziału plecak .. Po wyjściu z wagonu podszedł do mnie mężczyzna i zaprosił do taksówki. Po kilkunastu minutach jazdy stanęliśmy przed hotelem "Raj". Było już dobrze po 22.00 . W holu było pusto. 

Pani w recepcji czekała na mnie. Zaprowadziła mnie do pokoju i uprzedziła, że kuchnia przygotowała specjalną kolację na przywitanie. Zapytana o opłaty, uśmiechnęła się i powiedziała, że wszystko już jest opłacone. 

"Proszę u nas czuć się jak u siebie w domu" - zapewniła mnie. 

Gdy wyszła, rozejrzałem się po saloniku. Na ścianach wisiały piękne, barwne fotografie, które często lubiłem oglądać w internecie. Zachciało mi się pić. Zajrzałem do barku.. i osłupiałem.Oprócz butelek z wodą stały tam  moje ulubione z przeszłości alkohole: wino "Patykiem pisane", które popijałem wraz z innymi na spływach kajakowych w okresie studiów i pracy na uczelni,  czysta wyborowa i whisky, którymi się często raczyłem uwalniając się od stresów podczas filmowych, kaskaderskich prac, koniak Martini, którym częstował mnie ksiądz proboszcz ze Studzienicznej . Kolekcje zamykała butelka z napisem: "Nałęczowska nalewka poziomkowa".

Błysnęła mi myśl; To nie jest realny świat. To sen!  Wziąłem butelkę z poziomkową nalewką i pociągnąłem tęgi łyk. I po chwili byłem w Raju...

Wiem, wiem... świat nie jest idealny i chociaż jest też złudzeniem, poznawanie go w każdym z jego wymiarów jest fascynującym wyzwaniem. Dręczyło mnie  jednak pytanie:

Kto tak naprawdę reżyseruje ten mój sen? Często robię to sam bawiąc się w scenarzystę własnych snów, ale tym razem dzieło się inaczej.  Ktoś bawił się ze mną w ciuciubabkę...Muszę uważać.. bo często niedaleko Raju czai się Piekło...

fotka kota z zasobów internetu