Nicość czyli odzwierciedlenie lęków

Czy w ogóle można odpowiedzieć na pytanie czym jest nicość? Raczej powinno się zapytać, czy ona w ogóle istnieje...?

Czy w ogóle można odpowiedzieć na pytanie czym jest nicość? Raczej powinno się zapytać, czy ona w ogóle istnieje...?

 

  Nicość pojawia się wtedy, gdy stykamy się z niewiadomą, z czymś bezimiennym. Zero informacji na pewien temat może powodować, że pojęcie"zera" przerzucamy na to co nieznane. "Zero", czyli "nic".

  Jednak czy rzeczywiście jesteśmy w stanie zredukować coś do zera?

  W rzeczywistości jest tak, że wszystko zmienia tylko swoją postać, przekształca się, daje początek czemuś nowemu. Materia we wszechświecie występuje na różnych stopniach skomplikowania. Jeżeli coś przestaje istnieć, to tak naprawdę chodzi tu o daną formę jaką owa materia w danym czasie przybrała.

  Zatem "zero" wydaje się elementem naturalnym tylko w matematyce.Tylko tam jakieś elementy mogą przestać istnieć, stać się równe zeru. Chociaż i tam jest wyjątek, gdyż w równaniach na liczbach urojonych nawet "zero" potrafi przyjąć wartość.

  W rzeczywistości nie istnieje coś takiego jak nicość materialna, chyba że weźmiemy pod uwagę próżnię. Tylko czym jest tak naprawdę próżnia?

  Jej pojęcie w historii fizyki ulegało zmianie, jednak nigdy nie dawano do zrozumienia, iż jest ono tożsame z nicością. Próżnia doskonała jest tylko tworem teoretycznym, wyobrażeniem przestrzeni gdzie nie ma cząstek obdarzonych masą. W rzeczywistości w takiej "pustce" znajduje się przynajmniej energia, a ona może się przekształcać w materię i antymaterię.

  Więc jak jest naprawdę z tą nicością? Może to tylko nasze wyobrażenia , tylko czy tak naprawdę można wyobrazić sobie "nicość"?

  Można określić tylko jej językowe znaczenia poprzez negacje (brak czegokolwiek). Co prawda mówi się, że była ona przed powstaniem wszystkiego, że świat został stworzony z "niczego", ale czy to nie jest tak że człowiek zbyt uparcie nadaje wszystkiemu taki początek? Może dlatego, iż proces tworzenia czegokolwiek nie mieści się po części w granicach naszego postrzegania? Tylko że nauka już pozwala to nam uzmysłowić na różne sposoby.

  Zatem czy to nie jest tak, że ludźmi kierują pewne podświadome lęki? "Nicość", czy tak zwana pustka pojawia się zawsze na terenie jeszcze niezbadanym, a w zasadzie najpierw pojawia się strach, a potem pewne wyobrażenia na ten temat.

  Czyli może jest to po prostu strach nie przed nicością, tylko przed niewiedzą, czy raczej przed nieznanym.

  W zasadzie wychodzi na tosamo..., brak wiedzy, czyli "nic"..., a zetknięcie się z czymś takim, z nieznanym, jest zetknięciem się z pustką, z ową nicością. Dopiero potem postępują wyobrażenia, które dają upust lękom i nadają "nicości"realny kształt. Tylko, że to jest to pewne nieporozumienie. Błędem jest urzeczywistnianie nicości. Czynienie z niej warunku lub nadawanie charakteru (jak np. ciemność), jest nielogiczne, gdyż nadając czemuś kształt, warunki, tworzymy jakiś byt, urealniamy to, natomiast nie jest realne coś co nie istnieje.

  Dlatego tak naprawdę nie można wyobrazić sobie nicości. Można ją natomiast poczuć... i możliwe że to właśnie nas najbardziej przeraża. Jeżeli nie istnieje nicość materialna, to może istnieje inna, metafizyczna...?...czyli tzw. niebyt, ale w opozycji do bytu świadomego, czyli nicość jako nieświadomość, a raczej nagły brak świadomości, stan w którym kogoś nie ma.

  Takiego stanu, czyli utratę świadomości człowiek doświadcza nie raz w różnych sytuacjach. Następnie towarzyszy mu właśnie pewne poczucie pustki, chwilowego niebytu, które jest jak dotknięcie nicości. Jednak czy owo poczucie, że nie było nic nie jest właśnie dlatego takie, gdyż towarzyszy temu przerwa między doświadczeniami? Natomiast nie oznacza to, iż przerwana została pewna ciągłość, która nieustannie trwa od momentu naszych narodzin.

  Można by to wyjaśnić na przykładzie teatru...

  Załóżmy, że świat to teatr, a nasze życie to trwające przedstawienie...

...zatem, jeżeli utrata świadomości byłaby przejściem w nicość, to musielibyśmy się wtedy znaleźć po za sceną... , natomiast podczas całego naszego życia, tak się nie dzieje.

  Myślę, że nicość jest tylko pewną pustką, a raczej luką wynikającą z niewiedzy lub niepamięci. Człowiek natomiast, zawsze woli mieć wszystko pod kontrolą, gdyż wtedy buduje sobie poczucie bezpieczeństwa. Stąd ten strach przed nieznanym.

  Może też to wynikać z pewnych uwarunkowań biologicznych. Mam tu na myśli chęć przetrwania, wolę życia i towarzyszący temu strach przed śmiercią.

  Jakkolwiek byśmy nie patrzyli na śmierć, zawsze pozostanie ona wielką niewiadomą.

Ktoś by mógł powiedzieć, że ona może być tym "zejściem ze sceny", tylko czy nie będzie to czasem doszukiwanie się gdzieś tej nicości za wszelką cenę...(?) , bo czy nie jest to tylko kolejny nieznany teren? W końcu nikt nie określił jak wielka jest "scena".

   Z drugiej strony po co doszukiwać się czegoś czego się tak naprawdę nie chce, czego się lęka... ,tylko że czasem lęki staja się ukrytym pragnieniem...