Nasze lokalne Euro 2012

Gdańsk ze swoim bursztynowym stadionem, nowymi ulicami , odnowionymi fasadami domów i piękną zielenią lasów, parków, trawników i kwietników rozpoczął swoje Euro 2012.

Gdańsk ze swoim bursztynowym stadionem, nowymi ulicami , odnowionymi fasadami domów i piękną zielenią lasów, parków, trawników i kwietników rozpoczął swoje Euro 2012.

 

10-tego czerwca - tego dnia właśnie odbył się pierwszy mecz: Hiszpania-Włochy, na naszym nowym, pięknym i dużym bo liczącym 43000 miejsc obiekcie.
 
Na ulicach starego, dotąd statecznego i dostojnie poważnego miasta pojawił się kolorowy tłum kibiców obu drużyn. Dołączyli do nich nasi polscy kibice i zaczęła się fiesta.
 
Mieszkańcy przecierali oczy ze zdumienia, a na ich twarzach pojawiał się coraz szerszy uśmiech, zabawa wciągała wszystkich, i młodych i tych starszych również. Ulicą Długą przelewał się w jedną i drugą stronę, żółto-czerwono-zielony i biało-czerwony tłum, tańcząc i śpiewając, trąbiąc i krzycząc. Wszystko to było piękne - wręcz urzekające, nawet starsze panie i panowie nie protestowali, kiedy malowano im na twarzach flagi drużyn, łapano do wspólnego korowodu tanecznego, ściskano, a panie, głównie te młodsze podrzucano do góry.
 
Ogródki kawiarń i restauracji okupowali kolorowi kibice przekrzykując się w swoich przyśpiewkach. Brzeg Motławy tak jak ulica Długa, mienił się kolorami tęczy, a w kolorach tych dominowali Hiszpanie i ich żółto czerwone stroje.
Były donny w sukienkach, torreadorzy, którzy pokazywali nam walki z bykami (zabawkami nakręcanymi kluczykiem), abyśmy mogli zobaczyć Corridę w ich wykonaniu. Mieszkańcy Gdańska bardzo przyzwyczaili się do nich  i niejeden z nas już teraz myśli, co będzie jak oni wyjadą, a zbliża się to nieuchronnie.
 
Czy na nasze ulice wróci ta powaga, spokój, a nawet nuda? A może coś w nas zostanie z tej hiszpańskiej spontaniczności, wdzięku, wesołości? Będziemy długo wspominać to inne oblicze naszego nobliwego miasta i tęsknili za tym kolorowym szaleństwem, którego jak widać nam brakuje.

Musze napomknąć również o kibicach Chorwacji, Irlandii, a nawet naszych polskich. Prawie wszyscy w czasie tego święta piłki pokazali, że potrafią się bawić spontanicznie i naturalnie. Hiszpanie od początku nadali ton i może zmienili naszych kibiców w pogodnych, dobrodusznych dżentelmenów? Wkrótce odbędzie się ostatni mecz w Gdańsku i od 22 czerwca już będziemy tęsknić za tym Euro 2012.

Widzieliśmy, że w tych dniach święta piłkarskiego nie żałowano sobie piwa i innych napojów wyskokowych, a o dziwo nie słyszeliśmy przekleństw, kłótni, nie było bijatyk i innych ekscesów. Policja i straż miejska mająca oko na wszystko, służyła raczej jako obiekt do fotografowania się z kibicami, a nie do ścigania chuliganów. Baliśmy się, że w czasie Euro będzie hałas, bałagan, kłopoty z komunikacją, a okazało się że skorzystaliśmy, bo poza zarobionymi pieniędzmi mieliśmy wspaniałą okazję do zabawy, świętowania "luzu", którego nam brak na co dzień.
Teraz możemy być dumni, że my i nasze miasto pozostaniemy w pamięci Hiszpanów, Irlandczyków, Chorwatów, Włochów i innych którzy je odwiedzili.
 
Polska gościnność na pewno pozostanie w ich pamięci ale czy ich spontaniczność i optymizm pozostanie w nas?