Nagość – piękno, wstyd, czy grzech?

…to piękno ludzkiego ciała bez względu na to czy ma rozmiar S czy XXXL.

 

Nagość, przez wielu uważana za coś naturalnego, pięknego, coś zwyczajnego przez innych potępiana, określana jako wstydliwa, a jeszcze przez innych uważana, że pokazywanie je więcej niż… to obraza boska. W każdej kulturze i przez różnych ludzi, odbierana jest inaczej.

Mnie zawsze zastanawiało jedno: człowiek, stworzony na wzór i podobieństwo Boga, nie ma prawa wejść do kościoła, katedry czy innego Domu Bożego bez zakrycia pewnych części ciała, nawet tych, które nie należą do intymnych i wstydliwych, na przykład ramiona, kolana czy uda. Przecież Bóg i tak widział nas nago chociażby podczas naszych narodzin, dlaczego więc obrażamy Go wchodząc do świątyni "nieodpowiednio ubrana"? Przecież jak odwiedzi mnie znajoma w krótkich spodenkach i topie, nie będę jej kazała wyjść, bo jest zbyt skąpo ubrana, no chyba że będzie naprawdę „zbyt skąpo ubrana”, ale jeżeli nie wpuściłabym jej do domu to tylko z troski o własnego męża, żeby nie dostał małpiego rozumu na jej widok. No dobrze, są miejsca do których należy chodzić w odpowiednim stroju (teatr, opera, gmach sejmu itp.).

Nagość od dawna była obecna w życiu człowieka, po raz pierwszy w dziejach ludzkości została ukazana w biblii, gdzie ją napotkamy. Bezpośrednio wyrażona nagości ludzkiego ciała i wstydu seksualnego w opowieści o Adamie i Ewie nie była problemem.

Różne kultury już od starożytności pozwalały na różne stopnie nagości znacznie przekraczające ogólnie przyjęte normy. Na przykład w starożytnej Grecji normą były ćwiczenia sportowe, których uczestnicy byli zupełnie nadzy. W Indiach chodzenie topless przez kobiety było czymś ogólnie przyjętym. W starożytnych Indiach nagość była symbolem boskości, zaś odzienie – świata materialnego. Boginie przedstawiano z odsłoniętymi piersiami. Może właśnie dlatego nie powinno się wchodzić do Domu Bożego w skąpym okryciu, bo jest się człowiekiem a nie istotą boską.

Nigdy nie byłam na plaży nudystów, więc nie mogę się wypowiadać w kwestii nagości teraz, ale eksponowanie pięknego ciała to chyba nie jest grzech, ba jako kobieta powiem nawet, że często jest to wyzwanie. Sama należę do kobiet o raczej rubensowskich kształtach i za każdym razem, gdy widzę piękną, zgrabną, wysportowaną sylwetkę innej kobiety to obiecuję sobie, że najpóźniej za rok też tak będę wyglądała. Niestety na obietnicach się kończy, bo nie mam silnej woli, a każdą jazdę na rowerze rekompensuję sobie kilkoma słodkościami. No ale co mogę poradzić na to, że lubię słodkie…

Wracając jednak do nagości. Była ona obecna już od dawien dawna. Pablo Picasso rok około 1900, Rubens, rok około 1600, Tycjan rok około 1500 itd. – no dobrze, przyznam się szczerze, że w kwestii sztuki (rzeźba, malarstwo) nie jestem znawcą, ale odkąd sięgam pamięcią nagość zawsze była ogólnie dostępna. Czy może być więc zakazana? Dlaczego jej się wstydzimy? Dlaczego często uznawana jest za szokująca? Przecież to piękno ludzkiego ciała bez względu na to czy ma rozmiar S czy XXXL. Nadzy się rodzimy i nadzy po śmierci staniemy… tam gdzie staniemy.

fotkę zapożyczyłam z internetu.