Na operację podczas pandemii koronawirusa?

30.04.2019 r dostałem skierowanie do szpitala na chirurgię, na operację żylaków. I chociaż żyłę odpiszczelową miałem niewydolną już co najmniej od 2005 r (i jakość z tym żyłem), zdecydowałem się na wyznaczenie terminu operacji. Oczywiście wyznaczono mi termin za ponad rok, na 17.05.2020 r. Spokojnie sobie czekałem, aż przyjdzie czas na operację, aż tu nastała era koronawirusa.

c6abb7dc930294cb13f0cbf82c545042.jpg

W pierwszy poniedziałek maja, dowiedziałem się że szpitale, wracają do operacji, do zabiegów terminowych (nie tylko ratujących życie), zadzwoniłem więc do szpitala na Pomorzanach, czy mój termin stawienia się na operację (zabieg) żylaków w szpitalu SPSK nr 2 w dniu 17 maja jest aktualny (miałem nadzieję, że termin się przesunie). Okazało się że mam się stawić zgodnie z harmonogramem, no i zacząłem się trochę bać,

 

Rodzina radziła mi, abym zrezygnował z tego terminu operacji (w końcu przeżyłem z tą niewydolnością żylną ponad 15 lat). Nie wiem dlaczego zdecydowałem się jednak skorzystać z tego terminu (czyżby zmotywowało mnie to, że mógłbym opowiadać, że w czasie pandemii koronawirusa, ja miałem operację?), chociaż już nie raz uciekłem przed nożem chirurga, patrz art.: http://www.eioba.pl/a/5mog/czy-to-naprawde-cuda .

 

16 maja sprawdziłem tylko raporty o koronawirusie w Polsce, w województwie i Szczecinie: 16 maja, dwa miesiące od początku naszej dobrowolnej kwarantanny mamy w Polsce 18.257 zakażonych koronawirusem, 90.380 osób na kwarantannie, 2407 osób hospitalizowanych, 915 zmarłych. A w województwie Zachodniopomorskim zakażonych jest 492 osoby wyzdrowiało 280, zmarło 18 osób. W Szczecinie 74 zarażonych 1 osoba zmarła (dzięki Bogu), a w Koszalinie 144 osoby zarażone, 11 zmarłych.

 

17 maja w niedzielę, żegnany niepokojem żony i syna, wybrałem się do szpitala na Pomorzanach na operację żylaków. Zdziwił mnie brak kolejki (jak w dni powszednie) do szpitala. W namiocie zmierzono mi temperaturę (36,2 stopnia Celsjusza), uzupełniono przygotowaną ankietę i skierowano na Chirurgiczną Izbę przyjęć. Sanitariusz wziął moje skierowanie, a po chwili wrócił do mnie, że nie ma mnie w komputerowym spisie pacjentów.  

 

Nie pomógł zapis na skierowaniu z nazwiskiem lekarza, który uzgadniał termin, bo w komputerze zapisani są pacjenci na zabiegi do końca sierpnia?. Uzyskałem tylko zmianę terminu przyjęcia do szpitala na początek września. Nie wiem co o tym myśleć, czy że w SPSK nr 2, mają niezły bałaganik, czy że znowu ktoś uchronił mnie przed nożem chirurga, czy że dano mi czas na zastanowienie, czy w tym wieku warto się jeszcze poddawać. operacjom nie ratującym bezpośrednio życia?