Na co komu szkolna Matematyka?

Moim zdaniem: Z czterech reform rządu AWS, to reforma szkolna najbardziej zaszkodziła Polsce. Bardziej niż reforma ZUS, reforma Służby Zdrowia i nowy podział terytorialny. Skutki są i będą bardziej długofalowe.

Teraz matematyka wróciła na maturę i okazało się, że nie jest tak łatwo ją zdać, mimo niewielkich wymagań, łatwych zadań i 30 procentowego progu wymaganej efektywności.

Maturzysta z zaliczeniem matematyki na minimalną ocenę jest jak saper, który na trzy miny do rozminowania nie myli się tylko raz.

Nic nie pomogą dofinansowywane programy promujące matematykę, skoro dziecko systematycznie słyszy celebrytów przechwalających się w radio i telewizji, że nic nie rozumieli na lekcjach matematyki (a w domyśle - zobaczcie do czego doszłam/doszedłem).

Zresztą.

 

Dokładnie to samo jest z czytaniem książek. Dzieci nie są głupie. Gdy celebrytka zachęca je z ekranu mówiąc:

-Warto dzieciaczki czytać książki. Ja nie czytam, bo mam mało czasu, ale naprawdę warto.

Dzieciaczki wiedzą, że pani redaktor kilka godzin dziennie siedzi przed telewizorem, co łatwo zauważyć słuchając jej komentarzy do telewizyjnych wypowiedzi innych, wspaniałych, znanych z telenowel gwiazd i wzorów osobowych.

Wielka musi być siła charakteru rodziców, ewentualnie nauczycieli, żeby swoim własnym przykładem pokazać dziecku inną drogę.

W Polsce, a może szerzej w Europie Środkowej, zawsze było najwięcej wybitnych talentów matematycznych. Dlatego nawet dziś polscy uczniowie i studenci wygrywają międzynarodowe konkursy matematyczne.

 

Jeżeli wielki talent trafi na dobrych nauczycieli, to sukcesy same przychodzą.

Niestety. Nawet Mistrzostwo Świata nie zostanie uhonorowane wzmianką na stronie głównej w portalu. W kilkuzdaniowej informacji na 16-tej stronie gazety imiona i nazwiska laureatów zostaną przekręcone przez redaktora Rafała Niechluja. Nie tak było, gdy koleżanka uzyskała nominację do ćwierćfinału w Konkursie Miss Brudnego Podkoszulka. Jej zdjęcia podziwiało całe miasteczko.

To jest jedna grupa powodów odstraszających młodych ludzi od matematyki.

Druga grupa jest równie ważna, o ile nie ważniejsza.

 

Szkolna matematyka jest mało przydatna w dorosłym życiu. To jest fakt!

Winne są programy nauczania. To nie tylko polski problem. Świat się bardzo zmienił, a programy nie różnią się wiele od tych z XIX wieku.

Uczeń w szkole uczy się rachunków. Zamiast uczyć się matematycznego myślenia.

W XIX wieku stworzono programy nauczania odzwierciedlające historyczny rozwój matematyki.

Od teorii liczb naturalnych, poprzez arytmetykę, geometrię euklidesową, teorię rozwiązywania równań liniowych i równań wyższych stopni, trygonometrię, geometrię analityczną do teorii ciągów, szeregów i rachunku różniczkowo całkowego, dodając do tego kombinatorykę i rachunek prawdopodobieństwa.

Zachowano historyczną kolejność powstawania najważniejszych działów znanej wtedy matematyki.

Od tego czasu matematyka bardzo się zmieniła. Powstało wiele nowych działów. Zmieniła się hierarchia ważności.

Programy zmieniły się w bardzo małym stopniu.

Wymyślono wielką ilość zadań testujących wiedzę i umiejętności rachunkowe uczniów.

Na egzaminie uczeń powinien zetknąć się z zadaniem, którego dotąd nie znał, żeby wyeliminować możliwość pamięciowego nauczenia się rozwiązania. Umiejętność rozwiązywania zadań bez zrozumienia uważano za bezużyteczną.

Konieczność rozwiązywania wielu zadań traktowano jako doskonałe ćwiczenie wyrabiające umiejętność logicznego myślenia, bardzo przydatne również dla tych, którym obliczanie pochodnych i równania trygonometryczne do niczego się nie przydadzą.

Dziś mamy komputery. Umiejętność wykonywania skomplikowanych rachunków nie jest potrzebna. Nawet większość inżynierów tego nigdy nie robi. Komputery rozwiązują równania znacznie sprawniej i robią to właśnie nie rozumiejąc, o co w tych równaniach chodzi.

Stąd pytanie dziecka: -  Po co mi taka matematyka? – wcale nie jest bezzasadne. Gorzej. Trzeba mu uczciwie odpowiedzieć: - Nie będzie Tobie do niczego w życiu potrzebna.

No to co? Matematyk napisał coś takiego? Teraz zdolny propagandzista wyjmie zdanie z kontekstu i przyczepi niezmywalną łatkę w rodzaju „Róbta co chceta”.

 

Programy nauczania matematyki należy dostosować do dzisiejszych potrzeb.

Już w pierwszej klasie podstawówki dziecko potrafi zrozumieć, że algorytm jest to konsekwentny sposób postępowania zgodny z założonym planem.

Już małe dziecko potrafiłoby zrozumieć, że abstrakcyjne myślenie jest to porównywanie wymyślonego modelu lub schematu z realną rzeczywistością.

Rachunek operatorowy i zasady statystyki, w szczególności zrozumienie takich pojęć jak wartość średnia i wartość oczekiwana nie jest ponad możliwości małego dziecka.

Podobnie jest z pojęciem prędkości chwilowej i powierzchnią figury o nieregularnych kształtach.

I tak dalej.

Warto byłoby zastanowić się nad możliwością połączenia programu nauczania matematyki z nauczaniem logiki, semantyki i propedeutyką prawa.

Opracowanie i wdrożenie bardziej dostosowanego do współczesnych potrzeb programu nauczania matematyki jest zadaniem niełatwym. Nie da się tego szybko zrobić.

Szczęśliwie, np. w Polsce mamy pewien pluralizm w szkolnictwie. Nowy program można byłoby przetestować w kilku szkołach. Oczywiście równolegle dzieci musiałyby być przygotowywane do obowiązujących obecnie egzaminów.

Myślę, że dzieci, które już w podstawówce poznałyby zasady matematycznego myślenia, nie miałyby żadnych trudności ze szkolną matematyką.

Na razie sprawdziło mi się to na przykładzie dwojga własnych dzieci.

 

Przeczytaj także >>> Oświata czy edukacja? Jest różnica.

 

Adam Jezierski