Może Ty znasz odpowiedź...

Od jakiegoś już czasu zastanawiam się, czy możliwe jest pełne przejęcie władzy nad swoimi reakcjami i patrzeniem na świat. Czy komukolwiek już to się udało?

 

Chciałbym go poznać i zapytać, co mam zrobić, bym ja również mógł tak żyć.

Codziennie reaguję na różne bodźce, które pojawiają się w moim otoczeniu. Przyglądam się swoim reakcjom i widzę jedną powtarzającą się regułę: to inni ludzie, obce zdarzenia, decydują o tym, jak wygląda w danej chwili moje zachowanie. Nie ja. A chciałbym to zmienić.

Chcę tak żyć, by samemu decydować, jak odniosę się do osoby, która nie jest dla mnie miła wyrządziła mi krzywdę, zlekceważyła, poniżyła, nie przyszła z pomocą, została wobec mnie obojętna...

Udało mi się uniezależnić od moich sprzętów: komputera, internetu, programów. Kiedy coś się zepsuje, zawiesi, spalą się urządzenia u dostawcy połączenia z siecią - potrafię znaleźć sobie inne zajęcie. Dochodzę do wniosku, że to nie jedyne, co mogę w  tej chwili robić. Skoro nie działa, może powinienem zająć się czymś innym, zamiast pomstować na złośliwość rzeczy martwych.

Wciąż jednak nie udaje mi  się to z ludźmi. Ich zachowanie wciąż ma decydujący wpływ na to, jak się czuję, jak reaguję, co mówię i myślę. W ten sposób, to oni kierują moim życiem, pociągając sznureczkami moich ust, umysłu, ciała.

Czy można w każdej obecnej chwili patrzeć na drugiego człowieka nie kierując się przeszłymi doświadczeniami i przekonaniami, które z nich się zrodziły?

Czy można zapomnieć, co było wczoraj między mną, a znajomym i dziś rozmawiać z nim "jakby nigdy nic"?

Czy można tak kochać drugiego człowieka, by miłość nie przybierała formy odpłaty za to, co dostałem wcześniej? Kochać mimo wszystko, niezależnie od wcześniejszych zachowań, słów, czynów, których doświadczyłem?

To pytania, które szukają we mnie odpowiedzi, a ponieważ nauczyłem się pytać innych i prosić ich o pomoc, przelałem je w to miejsce. Może jest ktoś, kto zna odpowiedzi i zechce się nimi podzielić.

Piotr