Moje książki - cz.II

Książki to jest piękna rzecz. Lubię dotykać ich brzegów, patrzeć na strony tytułowe, nagłówki i paginacje. Nawet czcionka pachnie tajemnicą. Bo książka jest tajemnicą. Jest światem zamkniętym w okładkach, polem energetycznym, rzeczywistością wywiedzioną w jednostkowej wyobraźni - jej żyjącym tchnieniem.

Znalezione obrazy dla zapytania pozorzanie

Popuśćmy na chwilę wodze fantazji. A jeśli każda książka jest odrębnym kosmosem? Jeśli naprawdę jest tak, jak pisał Bolesław Leśmian w Pozorzanach:

Zanim dzień nastał, żeśmy w świat przybyli,
My - ród Pozorzan, nieśmiertelny ród -
Żył niegdyś człowiek, twór jakiejś tam chwili,
Ten cudów nie znał, ale wierzył w cud.

Szał jego tęsknot wyczarował z mroku
Nasz byt, od zgonu wolny i od łez -
A to się stało w tym roku... w tym roku,
Kiedy istnienie zatraciło kres.

On śnił w przestrzeni i wszystko mu było
Rozpaczał w czasie, co z taką łkań siłą
Mijał, aż minął wysnuty zeń Bóg.

My poza czasem i poza przestrzenią
Trwamy, spełnieni od stóp aż do głów.
Czym dla nas człowiek, co z leśną zielenią
Zamienił ledwo kilka mylnych słów?

Czemuż on dotąd tak czujnie nam śni się,
Jak gdyby tryumf błogosławił nasz?
Czemu nam w twarzy odmiennych zarysie
Tkwi coś, co jego przypomina twarz?

Pozorzanie zostali stworzeni na obraz i podobieństwo człowieka, który ich stworzył. Autora. Twórca jest jednocześnie stwórcą (pisanym, oczywiście, z małej litery). Paradoks polega na tym, że ród Pozorzan jest nieśmiertelny, a ich twórca jedynie "tworem jakiejś tam chwili". Co takiego jest w człowieku, że odczuwa potrzebę tworzenia? Co takiego zmusza go do kreowania światów?

Dzieje się tak, w moim najgłębszym przekonaniu, dlatego, że gest tworzenia został zapisany w jego pamięci gatunkowej. Jest boską iskrą zamkniętą w jego ludzkiej naturze. Iskra ta chce się uwolnić, a jedynym sposobem przekroczenia granic egzystencjalnych bytu skończonego jest stwórczy akt, będący przypomnieniem i powieleniem aktu pierwotnego i najdoskonalszego. Freud dokonał genialnego odkrycia: każde tworzenie jest aktem sublimacji. Źle rozpoznał tylko źródło - to nie siła libido zmusza artystę do wejścia na tę drogę, ale iskra domagająca się w ten sposób uwolnienia.

Nie chcę traktować tego procesu w sposób jednostronny. Jasnym jest, że przemawiać może różny dajmonion. Miłosz i Witkacy mówili o złu jako źródle tworzenia. Taka koncepcja także ma swoje uzasadnienie.

Znalezione obrazy dla zapytania doktor faustus

Tomasz Mann jest autorem powieści, która została napisana w okresie II wojny światowej. Zatytułowana jest "Doktor Faustus". Jest ona opowieścią o genialnym kompozytorze Adrianie Leverkunie. Geniusz Adriana objawił się jednak dopiero wówczas, gdy zapadł na chorobę weneryczną i popadł w konszachty z diabłem.

Diabeł zaczyna grać z Adrianem. Wsącza się w najmniejsze szpary wątpliwości, generując obiektywny realizm (.Zamiast wywieść z mego wtajemniczenia, żem nieobecny, powinieneś raczej wnioskować, iżem nie tylko obecny, ale jestem również tym, za którego od samego początku mnie bierzesz).

Czyniąc wyłom w logice Adriana, idzie za ciosem: Jeśli istnieję – a myślę, że już to uznajesz, – mogę być JEDNYM tylko.

W rozdziale XXV powieści T. Manna najciekawszą kwestią jest pytanie: czy istnienie ogniska zapalnego w mózgu warunkuje, wywołanego przez chorobę weneryczną, wizualizację diabła realnie istniejącego, ale normalnie niewidocznego, czy – odwrotnie – jest subiektywną projekcją, będącą konsekwencją choroby (Nie ja jestem wytworem twego pialnego ogniska tam w mózgu, lecz właśnie to ognisko d a j e  c i  m o ż n o ś ć , rozumiesz, dostrzeżenia mnie, a bez niego, istotnie, nie mógłbyś mnie ujrzeć).

Czy warto pytać, czy istnieję naprawdę? Czy nie jest rzeczywistym, co oddziałuje, prawdą zaś przeżycie i uczucie? Co się wywyższa, co potęguje twoje poczucie siły, władzy i suwerenności, do diabła, to właśnie prawda, – choćby z punktu widzenia cnoty stokrotnie była kłamstwem?

W tej wypowiedzi diabeł próbuje zniwelować różnicę pomiędzy tym, co obiektywne, a tym, co subiektywne. Prawdą nie jest już zgodność sądu z rzeczywistością, ale to, co  wywyższa i potęguje poczucie mocy. Wygląda to tak, jakby diabeł na moment przedzierzgnął się we Fryderyka Nietzschego, który w ten sam sposób definiował prawdę – jako coś, co służy życiu.

Prawda jest pojęciem, które pojawia się u samego źródła filozofii. Czymże jest bowiem pytanie o arché u jońskich myślicieli, jeśli nie pytaniem o prawdę? Arystoteles definiuje prawdę jako zgodność sądu z rzeczywistością, a Platon umieszcza ją pośród trzech królewskich idei. I naprawdę nie ma znaczenia, czy jest to Talesowska woda, czy Heraklitejski ogień, czy jakakolwiek inna zasada, gdyż obiektywnie istnieje tylko pewien stan rzeczy zdeterminowany przez prawa rządzące bytem. Prawda jest wyłącznie kategorią psychologiczną, a pojawiła się wraz z narodzinami świadomości. Tak w istocie należałoby odczytywać słowa węża w raju: "poznacie prawdę i będziecie jako bogowie".

Wyłanianie się z ciemności bytu świetlistej istoty człowieka jawi się doprawdy jako najbardziej tajemniczy proces, jaki zaszedł w łonie tegoż bytu. Filozofowie w różny sposób radzili sobie z odróżnianiem tej "cząstki". Kartezjusz określał człowieka mianem res cogitans, Leibniz nazywał go monadą bez okien, Hegel - świadomością skończoną, Heidegger używał określenia Dasein, a Sartre posługiwał się terminem: byt dla siebie. Nie wdając się jednak w terminologiczne dystynkcje, powiemy, że świadomość jest mostem łączącym pojedynczą egzystencję z tym, co poza nią. Prawda "rodzi się" w punkcie tego zetknięcia. Jest zatem, jako kategoria psychologiczna, elementem immanentnym, ale, ponieważ "rodzi się" na styku, generuje radykalną transcendencję. Sprawia, że "świetlisty byt" przekracza własne granice. Widać więc, że natura prawdy jest paradoksalna. Sama prawda jest paradoksem. Diagnoza ta tworzy bardzo poważna konsekwencje epistemologiczne.

W klasycznym rozumieniu prawdą coś jest względnie coś prawdą nie jest. Jednak powyższa eksplikacja dowodzi, że kwestia ta jest o wiele bardziej skomplikowana. Dobrze o tym wiedzą matematycy i logicy (by przywołać tutaj tylko jedno nazwisko - Kurta Goedla). W proponowanym ujęciu prawda nie jest kategorią poznawczą (nie jest rezultatem poznania obiektywnego stanu rzeczy), ale kategorią przystosowawczą (czyli funkcją harmonizowania bytu-dla-siebie z bytem-w-sobie). W tym sensie, rację miałby Nietzsche, który prawdą nazywał to, co służy życiu.

 koniec cz. II. Cdn.