Moja Gwiazda

Kto się rodzi, otrzymuje swoją gwiazdę. Wedle jednych towarzyszy mu ona przez całe życie, wedle innych trwa i po jego śmierci.

 

 

To był początek. Kiedy to było? Oj, dawno. Z zawianej śniegiem ławeczki przeniosłem się na ciepłą werandę z widokiem na osiedle, piękne, zasypane po dachy. Przed wielu laty, jeszcze w dzieciństwie widok domu, po dach zasypanego śniegiem, kiedy trzeba było go w kuchni topić, aby można było z domu wyjść, nie był nadzwyczajny. Teraz to się nie zdarza.

Oto, co na ten temat w cieple werandy wymyśliłem, a później w różnych okolicznościach, czasie i sytuacjach życiowych- dodawałem i uzupełniałem.

Od lat zadaję sobie to samo pytanie, od lat nie znajduję na nie odpowiedzi. Co sprawia, że wyszedłszy na balkon, szukam wieczorem jasnego punktu na niebie, Gwiazdy, zwanej Wielkim Psem albo Psią Gwiazdą?

Przed laty, na innym terenie najbardziej widoczny był Wielki Wóz czyli Wielka Niedźwiedzica. Wtedy nie było miejskich latarni, skutecznie z gwiazdami konkurujących. A Wielki Wóz na niebie był zupełnie taki sam jak ten wymoszczony słomą, którym późnym wieczorem jechaliśmy do Babci. Ot, cztery koła i dyszel, czyli hołobla.

Na jej końcu zamiast Gwiazdy- koński zad, od czasu do czasu smrodliwy. Kto jechał końskim wozem, ten wie.

O tamtych dniach dzieciństwa pozostała tylko pamięć kołysanki

 

Idzie niebo ciemną nocą,

Ma w fartuszku pełno gwiazd,

Gwiazdki błyszczą i migocą,

Aż wyjrzały ptaszki z gniazd

 

Jak wyjrzały, zobaczyły.

To nie chciały dłużej spać,

Kaprysiły, grymasiły,

Żeby im po jednej dać.

 

Zagniewana nocka nie pozwoli gwiazdami się bawić, więc przy pomocy kulawego kota przepędzi całe to ptasie towarzystwo, by nad ciemnym światem zapanowała nocna cisza. Cicho, sza! Tylko jeszcze Aniele boży, stróżu mój, jeszcze siusiu i spać. Z dala od łąki dochodzi usypiający rechot żab.

Z górą dwieście lat temu mój znakomity kolega po filozoficznym fachu był tak zafascynowany gwiazdami, że na wieczną pamięć zapisał, iż niebo gwiaździste nad nim napawa go podziwem i szacunkiem. Może wtedy, jak ja dzisiaj na balkon, wychodził wieczorem na dach królewieckiej kamienicy, by stwierdzić, że dobrze widoczny Syriusz świeci jak zawsze, a Wielki Wóz toczy się w tę samą stronę. Potem spokojnie układał się do snu, świadom stałego, przedwiecznego porządku, by nazajutrz zapisać myśl do dziś powtarzaną. Bo świadczy i o naszym podziwie dla świata wciąż nieznanego i wciąż poznawanego i o naszej pokorze wobec niego i o naszych nieustannych porażkach, gdy w niepokorze oświadczamy, że już, już..

A kiedy dojrzę bez trudu jasnego Syriusza, doznaję uczucia, że w koło panuje ład i spokój. Gdy na niebie zachmurzonym Psiej Gwiazdy nie widzę, nie widzę też innych gwiazd, nawet Księżyca, brakuje mi tego poczucia ładu. Może to myśl o końcu.