Mój ogród

Wspomnienia zmieniają sposób patrzenia na przeszłość-było to w ubiegłym wieku

 

Wypiłem pół litra i byłem szczęśliwy przez cały dzień .Ożeniłem się i szczęście trwało tylko rok .Kupiłem psa Kaukaza i dałem mu na imię Ben ,sześć lat szczęśliwym byłem. Rozumieliśmy się nawet bez słów ,ale zdechł. Odejście jego opłakiwałem w knajpach.,a stypę rozciągałem na miesiące,lata.,a ciąg alkoholowy rósł..Pilem za Kaukaza,Bena mojego przyjaciela nawet pod chmurką,byle gdzie i z byle kim. A kiedy bylem sam, bełkotałem:"pierwsza miłość matczyna,druga psia ,a trzecia dziewczęcia". Żadnej już nie mam ,użalałem się nad sobą. Poumierały,odeszły ,a mnie się chce tylko pic, pic .I nie wiem, jakby to się skończyło,na pewno zapiłbym się na śmierć, gdyby nie mój wybawca- ogród . Założyłem go resztkami trzeźwej świadomości i doznałem pełnej ulgi . Teraz bez niego ,jak kiedyś bez wódki , byłoby smutno,bardzo smutno żyć. To jest moje niejako maleńkie szczęście. Wchodzę do niego ochoczo, jak kiedyś do restauracji i zamiast wódki czuję zapach kwiatów, słyszę śpiew ptaków. To dzieło moich rąk napawa dumą., przywołuje obrazy z dzieciństwa,kiedy boso biegałem po łące i naśladowałem krzyk odlatujących żurawi. Te wspomnienie afirmują ulgę i jak balsam koją moją duszę!I taką drogą dalej iść muszę! Klucz od podejmowania decyzji mam przy sobie,dzięki temu kontrola zachowań jest skuteczna ,poprowadzi do trzeźwości! A dwa lata wstecz chlałem jak przysłowiowy szewc,. Ręka drżała ., z łyżki zupa się rozlewała ,białe myszki na ścianie widziałem Teraz wabi mnie ogród .Tam atmosfera spokoju i bezpieczeństwa. Koncerty ptaków i woń maciejki mówią o zadumie i oczarowaniu .W hamaku między drzewami ciepło przepływa przez ciało,a wiatr muska włosy i kołysze do snu. Z zamkniętymi powiekami chodzę po złotych piaskach nad oceanem,a fale dotykają stóp. Fregata moich marzeń każdego dnia dopływa do przystani :”trzeźwość! .I wtedy wychodzę z hamaku odprężony ,a sny mam spokojne,bez leków. i widziadeł. Dziwię się,że pierwsi rodzice woleli jabłko zamiast nieskończonej boskiej rozkoszy w rajskim ogrodzie .Przez ich głupotę. bzykanie picie i inne duperele ludzie uskuteczniają pod chmurką,lub za betonowymi ścianami wieżowców. Byle gdzie,byle jak i z byle kim Noe tez Boga olał. , ogród -winnice zamienili w wytwórnię wina., chlał,leżał nagi i pijany w belę pod drzewkiem . Został pierwszym alkoholikiem na ziemi..Córki ojca Lote upoiły i łajdaczyły się z nim na zmianę przez cała noc. Bóg i na to palcem nie kiwnął. Jego syn pierworodny i jedyny Chrystus tez rozpijał ludek.,wodę zamieniał w wino dla swoich biesiadników..Namiestnicy ziemscy Boga ,zakonnicy przez wieki udoskonalili ten proceder zwany chlaniem. Nie mam pojęcia ,czy w niebie tak jak i na ziemi ,jest wielkie chlanie,a może na odwrót?Ale wiem ,ze Bóg stworzył okrągłe niebo,by aniołowie po katach się nie bzykały A w niebiańskich ogrodach świeci się relaksują,czy chlają, .mnie nie interesuje. Wiem,ze ogród Hammurabiego mimo,ze wiszący w porównaniu z moim,to dupa blada! Stworzyłem go sam,bez siły nadprzyrodzonej i najemnej..Stworzyłem tylko dla siebie, aby nie pić. W towarzystwie kwiatów , skrzydlatych przyjaciół na drzewach i oswojonego jeżyka. czuję się znakomicie. Kontempluję często z zaprzyjaźnionym gołębiem .To mądry ptak,pije zamiast wódki wodę,w obronie mojego życia , czule grucha. Praca w ogrodzie to przyjemność bez obowiązku. Stala się przyzwyczajeniem,a może zostanie ,nałogiem? Kupuję sadzonki na bazarku,a znajomi z odwykówki, zarośnięci brudem wołają: „ dorzuć na polówkę”, Widok ich napawa mnie smutnym obrzydzeniem .mimo,ze nie tak dawno też podpierałem ściany,czepiałem się płotów, ryłem nosem po krawężnikach.Teraz szepczę modlitwę codzienną:”nigdy więcej nigdy więcej nie patrz takim wzrokiem na butelkę, nie pożądaj jej, ani innej rzeczy, w której ona jest.”W ogrodzie utrwalam to przekonanie afirmacją:”jestem najlepszym przyjacielem Szymona,,zasługuję na uznanie,lubię siebie takiego, jakim jestem,potrafię wyrazić własne zdanie i opinie,,troszczę się o zdrowie i osiągnę cel. Ogród jak kobieta ,można go kochać i uprawiać, na jego widok szaleć z radości. Do tej radości doszedłem zmianą zachowań i nawyków. Alkoholik niepijący wie, jak trudno zamienić butelkę wódki na maciejkę i różę .Mnie się to udało .Miłość do przyrody przywiozłem z Kresów ,urodziłem się wśród lasów w osadzie,gdzie diabeł mówił dobranoc, a bociany przynosiły dzieci! .Sentyment do przyrody wyssałem z piersi