Mobbing i zawiść. W realu i w internecie.

...

Do napisania tego artykułu skłoniła mnie informacja, że małżeństwu przyznano order za przykładne długoletnie pożycie, ale nie może on być wręczony, ponieważ w międzyczasie mąż zasztyletował żonę.

 

Zawistny jest, z reguły człowiek bardzo ambitny, któremu brakuje talentu, żeby osiągnąć to o czym marzy. Zawiść związana jest z niską samooceną.

 

Stwierdzono, że cechy osoby padającej ofiarą mobbingu są bez znaczenia. Każdy może paść ofiarą mobbingu, niezależnie od swojego wyglądu, zachowania i cech charakteru. Natomiast mobber, czyli osoba mobbująca wyróżnia się cechami, które można zidentyfikować.
Tak stwierdzili uczeni psychologowie i potwierdzają to moje własne doświadczenia.
Gdy chodziłem do szkoły średniej, byłem dosyć długo mobbowany przez kolegę. Był silny, wysoki, dobry w sporcie, ale miał też ambicje, żeby być dobrym w niektórych przedmiotach i mieć powodzenie u dziewczyn. W nauce był znacznie gorszy ode mnie, a dziewczyny chętnie się ze mną umawiały. Chodziło im głównie o pomoc w nauce, niestety, ale to osobna sprawa. W sporcie byłem bardzo słaby i w ogóle byłem słaby fizycznie. Kolega nigdy mnie nie uderzył, choć bił się czasami z silnymi chłopakami potwierdzając swoją wyższość.

Niigdy nie uczestniczyłem w bójkach. On poszturchiwał mnie, przezywał, ośmieszał podczas lekcji WF. Robił to praktycznie codziennie. Skończyło się w taki sposób, że kiedyś na przerwie, przy całej klasie, powiedziałem do niego:

- Odwal się ode mnie, bo ci (...)!
- No uderz mnie, uderz – zaczął się ze mnie śmiać.
Byłem zdecydowany. Zrobiłem zamach i z wiatraka uderzyłem go prosto w szczękę. Polała się krew. Okazało się, że wybiłem mu ząb. Poleciał do gabinetu lekarskiego. Wtedy był jeszcze taki w naszej szkole.

Potem nawet chciał się ze mną zaprzyjaźnić. Byłem temu niechętny. Starałem się, raczej go unikać. Ale gdy na lekcji WF uczył mnie grać w piłkę, korzystałem z tego.

  

Nauczyłem się czegoś od tego kolegi. Nigdy potem nie byłem już mobbowany. Potrafiłem rozpoznać osoby skłonne do szukania sobie ofiary. Metodą stosowaną było, niestety, schodzenie im z oczu. Nie każdy i nie zawsze może tę metodę zastosować.

Nie byłem mobbowany, dopóki nie zainteresowałem się internetem.
Tu, jak mi się wydaje, nie ma sposobu uniknięcia ataków. „Anonimowość” internetu powoduje, że właściwie nie wiesz gdzie jesteś, z kim masz do czynienia, kto czyta twoje posty. Ewentualnie możesz ograniczyć się do korespondencji mailowej z osobami znanymi osobiście, albo do rozmawiania przez skype’a, ale nie o takim uczestnictwie piszę.

  

Łatwo jest zdiagnozować mobbing w internecie. Łatwo jest poczynić obserwacje: Kto mobbuje? Kto jest mobbowany?  Łatwo jest zaobserwować sposoby działania mobberów.
Bardzo trudno wskazać lekarstwo na internetowy mobbing.
To jest odwrotnie jak w realu. W zwykłym świecie wiele dzieje się poza możliwością zaobserwowania przez osoby postronne.

  

Myśląc pozytywnie. Obserwacje poczynione w internecie należałoby wykorzystać do identyfikowania przypadków mobbingu w realu.

W biurach, w szkołach, w wojsku, w rodzinach i wielu innych miejscach występuje mobbing, który osoby postronne, nawet bardzo zainteresowane, takie jak przełożeni, wykrywają dopiero wtedy, gdy dochodzi do gwałtownego zaostrzenia zachowań, albo wręcz do tragedii.
Umiejętność wykrywania mobbingu za pomocą zewnętrznej obserwacji byłaby bardzo przydatna np. dla psychologów szkolnych.  W szkołach mobbing występuje nagminnie. Mobbowani są uczniowie i nauczyciele. W klasach i w pokojach nauczycielskich również.
Z tego co wiem, to wykształceni psychologowie z dyplomami mają trudności z wykrywaniem mobbingu. O ile, rzecz jasna, sami nie padną jego ofiarą!

 

Adam Jezierski

 

...