Miliard + czyli jak tonący brzytwy się chwycił …

Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć późno, jeszcze więcej bardzo późno, najwięcej - zbyt późno - Ryszard Kapuściński

Wiele rzeczy zaczynamy rozumieć późno, jeszcze więcej bardzo późno, najwięcej - zbyt późno - Ryszard Kapuściński

 

286acb4a26d516ea9731ec7360e477c4.jpg

       Wpadł mi do głowy w bezsenną noc pomysł kompletnie absurdalny, bo niesprawdzony ale teoretycznie możliwy do realizacji, a ponieważ zmęczyły mnie moje wiersze a uwiera proza życia, postanowiłem przelać ją na internetowy zapis w formie nieco abstrakcyjnego felietonu.

Rzecz o tym jak uratować ludzkość przed skutkami światowej, niekontrolowanej emigracji.

Ktoś pomyśli zanim przeczyta - facetowi odbiło. kompletnie zbzikował i wypisuje jakies brednie i komunały.

Zacznę od tego, że z matematyki byłem – jestem - i do grobowej deski będę nogą a maturę zdałem jedynie dlatego, że podejrzewano u mnie od zarania talenty profilu humanistycznego.

Ale do rzeczy. 

Pozwólcie drodzy zaniepokojeni krajanie, w tym także autorzy portalu Eioba, że przejdę do faktów.

Jak wiadomo na świecie jest plus minus około 190 krajów mniej lub bardziej suwerennych, w tym około 50 krajów afrykańskich tych bogatych i jednocześnie uwikłanych w skrajną nędzę oraz kompletną degrengoladę polityczną i finansową.

Dla ułatwienia zrozumienia mego niezgrabnego pomysłu posłużę się skrótem, określając sumę jako jednostki finansowe (JF) a nie konkretną walutę.

I tak pytanie pierwsze – ile JF mogłoby uratować afrykańskie państwa przed ich dalszą degradacją i zakusami koniecznej emigracji?

Pytanie drugie - kto zapłaci za plan ratowania świata?

Przyjmijmy takie rozumowanie: kraje pozostałe na kontynentach (poza Afryką) to około 140 państw. One musiałyby przyjąć na siebie ten ciężar, bo Afryka będąca źródłem problemu z tym sobie nigdy nie poradziła i nie poradzi.

Skoro świat ma tendencję do zakładania wspólnych budżetów naprawczych nietrudno wyliczyć, że jeśli każde trzy kolejne kraje poza Afryką, zadeklarują tylko po miliard  JF rocznie na rzecz ratowania ludzkości, to na każdy kraj afrykański przypadnie rocznie minimum trzy miliardy a w ciągu najbliższych, powiedzmy 15 lat, suma 45 miliardów JF, obciążając, jak to wyliczyłem, swój budżet sumą jedynie jednego miliarda JF rocznie.

Upraszczając moje rozumowanie: każde suwerenne państwo na kontynentach poza Afryką, musiałoby mieć swój proporcjonalny wkład w ratowanie ludzkości.

Ktoś powie: hola! hola! Zaraz!

Bo prawie pewne będzie, że lokalni kacykowie dobraliby się do tej kasy i po JF
ni widu ni słychu.

Niekoniecznie.2561a04f61b9200b634f210ae8e2f9b7.jpgobrazki z zasobów netu

Skoro handlujemy limitami wytwarzanego CO2, czystym powietrzem, obiecankami – cacankami, niewykopanymi minerałami, zobowiązaniami wobec przyjętych religii et cetera, to dlaczego świat nie mógłby się podjąć gremialnie takiego zobowiązania, żeby zagwarantować sobie bezpieczne przetrwanie?

To nie jest jedynie kwestia programu miliard+ a żelaznej logiki możliwości.

Czy taka instytucja jak ONZ nie mogłaby zostać upoważniona np. do realizacji i pełnego transparentnego wdrażania w tych nieszczęsnych krajach oraz dopilnowania pełnej odpowiedzialnej realizacji, powiedzmy tylko trzech programów :
- uregulowania nawodnienia,
- organizacji służby zdrowia
- edukacji.

ONZ miałby w końcu co robić a kryzys humanitarny zmniejszałby swoje oblicze i rozmiary.

Czemu inicjatorem takiej akcji nie może być nasza Ojczyzna?

Ktoś zapyta: a co w zamian?

I tu dochodzimy do sedna mego pomysłu. Może otrzymując od bratniego (cywilizowanego świata) takie programy idące w miliardy JF w formie nadzorowanych inwestycji, obywatele niewątpliwie pokrzywdzeni (mieszkańcy Afryki) skłonni by byli zadeklarować w swoich konstytucjach lojalność wobec swoich państw i narodów, zrezygnować z dalszej nielegalnej emigracji w stronę innych kontynentów w poszukiwaniu lepszego jutra. Świata, który tylko z pozorów jest dla nich wyjściem z sytuacji a tak naprawdę gwałtownie się przed nimi odgania, narażając ich jedynie tu na coraz większe upokorzenia i ostracyzm.

Dziwnym trafem, ilekroć słucham wywiadów z uchodźcami słyszę, że przecież ich największym marzeniem jest wrócić tam skąd przybyli, bo to, że tu się znaleźli jest winą świata, który od stuleci walnie się do tego przyczynia, mając na uwadze jedynie czubek własnego nosa.

Chyba per saldo mają dużo racji a ten świat jest im coś winien.

Nie wiem czy mój felieton na coś się przyda ale parę asów - pomysłów mam jeszcze w rękawie...

Dobranoc rodacy, śniło mi się ostatnio, że tonący brzytwy się chwycił..

Mógłbym napisać ten felieton wierszem ale nie chcę robić konkurencji innym poetom i publicystom.

Przyjemnych snów

@JanuszD.