Miesiąc zmian

- Nic się nie stało! - krzyczę ile sił w płucach. 
- Nie jesteś taka.- chłodno oznajmia, patrząc mi w oczy.
- Zresztą co za różnica, to moje życie mogę z nim robic co chcę. - stwierdzam.
- Wiem, że nic nie zrobiłaś, ale wyobrażasz sobie się z nim całować?- zadaje mi pytanie.
- Bo ja wiem - odmrukuje, powoli czując wyrzuty sumienia.
- Uważaj, bo następnym razem może coś się stać. Chłopacy mogą sobie coś wyobraźić, jeśli z nimi tańczysz tak seksownie.-odpowiada i odchodzi.
- Jakbym nie wiedziała, tyle tylko, że to ja go wyciągnełam z imprezy...- szepczę tak, że nie słyszy. Wyparcie nic nie daje, wiem, że to moja wina. Jak bardzo alkohol pozwala się zatracić. Tak mocno wyprzeć naszą osobowość zmieniając w potwóry. 
-Jak ja mam Ci spojrzeć w oczy, przecież to twój przyjaciel. Nie mogę ci powiedzieć, bo go zatłuczesz, ale milczenie to katorga. Ale chyba na nic więcej niż męczarnia nie zasłużyłam? Jak mam sobie spojrzeć w twarz? Jeden miesiąc, a ja się już nie poznaję.- mowię sama do siebie, a po policzku spływa pojedyncza łza.