Między nami Kobietami (tymi Wyzwolonymi...)

Wpływ wielkości ptaka na charakter mężczyzny :)

 

Artykuł zamieszczam dzięki uprzejmości mojej koleżanki, która 'wrzuciła' taką zachętę do dyskusji na pewne forum erotyczne o strukturze silnie patriarchalnej. Post był w 50% prowokacją w 50% powstał z żywej ciekawości opinii innych kobiet. Niestety z przyczyn formalnych post szybko wylądował w 'Utylizatorze' i dyskusja nie miała szans się rozwinąć. Kto wie, może łamy EIOBA okażą się łaskawsze :)

Z góry uprzedzam, że post dotyczy tematu intymnego i zapraszam do dyskusji (i czytania) głównie kobiety, których takie tematy nie rażą i nie wprawiają w zażenowanie. Resztę Pań proszę o przejście do następnego ciekawego dla Was artykułu (dla Waszego własnego dobra :)) No i przejdźmy już do sedna:

No wiec co Panie sądzą o wpływie wielkośći ptaszka na ogólną jakość obcowania z facetem? Oczywiście abstrachujemy od klientów usług erotycznych (klient nasz pan...) - chodzi o kolesi z którymi miło jest pobyć dla przyjemności.

Z moich doświadczeń - ewentualne korzyści czysto erotyczne wynikające z penisa powyżej średniej warszawskiej bynajmniej nie są równoważone przez inne atrybuty, których panom 'większym' często brakuje. Poza tym (oprócz 'atrybutów' o których poniżej) moim zdaniem w seksie za mocno polegają oni na magii swojego wielkiego ptaka, za mało uwagi zwracają na inne techniki. Do tego dochodzi możliwość 'zdemolowania' partnerki w wypadku ostrzejszej jazdy...
Więc niby wszyscy z tego Wielkiego Ptaka dumni, ale sprawa z punktu widzenia kobiet nie jest wcale taka oczywista...

Krzyści erotoczyne wynikające z ptaka nieco mniejszego od rzeczonej średniej to właśnie szeroki wachlarz opanowanych technik, większe zaangażowanie i czułość, bezpieczniejsze dla stanu naszych 'delikatnych partii' ostre jazdy... A poza tym są ogromne, niedoceniane chyba w literaturze przedmiotu, korzyście nie-stricte-erotyczne. Faceci nie tak wielcy są po prostu często mniej nadęci - stąd fajniej się z nimi gada, nie traktują kobiet przedmiotowo... a nawet przed pójściem do łóżka zaproszą na kolację...;) po fakcie lepiej przytulają...

Ostatnich 2 'większych' z którymi bliżej się poznałam to byli straszni kobieciarze. Ciągle flirtowali na prawo i lewo i nawet nie udawali, że są zainteresowani związkiem stałym (chyba że kobieta służyłaby w nim do 'spełniania ich życzeń').

Ostatnich 2 'mniejszych' z tej samej kategorii to po prostu porządni, fajni faceci. Mają poukładane w głowie, dbają o to by nikogo swoimi czynami nie krzywdzic (szczególnie gdy nie ma takiej dziejowej potrzeby), fajnie się z nimi gada, dobrze przytulają... No po prostu obcowanie z nimi daje dużo więcej uogólnionego poczucia szczęścia i przyjemności niż z tą pierwszą grupą. A seks? Chyba nawet fajniejszy niż z 'dużymi' ze względu na dużą ilość opanowanych technik, żartobliwą i niefrasobliwą atmosferę 'w trakcie', otwartość na potrzeby partnerki i długie przytulanki 'po'.

Oczywiście, jak od wszystkich zasad, z pewnością istnieją wyjątki... A co Panie o tym sądzą?
pozdrawiam serdecznie, TG